Tomasz Walczak: Kto stworzył Mariana Banasia?

2019-12-03 7:05 Tomasz Walczak
Tomasz Walczak
Autor: Piotr Grzybowski Tomasz Walczak

Historia Mariana Banasia i niejasności wokół jego osoby z politycznego thrillera szybko zamieniają się w marną telenowelę, która wymknęła się z rąk jej scenarzystom. Ale najważniejsze teraz pytanie, które tej sprawy dotyczy, pozostaje bez odpowiedzi.

Od piątku narobiło się wokół Banasia wiele taniego patosu, melodramatycznych gestów i zwrotów akcji, które zawstydziłyby niejednego twórcę oper mydlanych. Zaczęło się od publicznego oczekiwania Kaczyńskiego, by szef NIK po dobroci odszedł ze swojej funkcji. Wśród głośnych westchnień Banaś odmówił. Do akcji wkroczyło CBA, pojawiły się informacje o szantażu ze strony PiS wobec syna pancernego Mariana. On sam miał już w piątek rezygnować, ale do akcji wkroczyła marszałek Witek, rezygnacji nie przyjęła, odesłała mu inną do podpisu i ten się obraził. PiS i Banaś zachowują się jak kochankowie, którym ni razem, ni bez siebie żyć. I końca tego romansu jakoś nie widać.

Ewentualna dymisja Banasia staje się jednak przypisem do dużo ważniejszej kwestii, a jest nią pytanie, które długo będziemy jeszcze sobie zadawać – jakim cudem pozwolono mu piastować kolejne ważne funkcje państwowe – od szefa Krajowej Administracji Skarbowej po ministra finansów i wreszcie szefa NIK. Przecież zarzuty, które formułuje wobec niego we wniosku CBA do prokuratury, to nie jest kwestia ostatnich kilku tygodni, a nawet miesięcy. O samej krakowskiej kamienicy, która stała się przyczyną problemów Banasia, mówiło się już od dawna. Przynajmniej od roku opozycja pytała o pojawiające się wokół niej wątpliwości. Więc czemu służby, które mają wszelkie narzędzia, by weryfikować i prześwietlać ludzi, którzy mają trafić na wysokie funkcje państwowe, nie raczyły nic zauważyć?

Czy rzeczywiście mamy do czynienia z zapaścią służb, które nie potrafią w sposób należyty przebadać nominanta? Bo jeśli tak, to znaczy, że nie są w stanie poradzić sobie z poważniejszymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa Polski, której mają bronić do samego końca – swojego lub jej. Czy może było tak, że ktoś w pewnym momencie przymknął oko na działalność pana Banasia. A jeśli tak, to dlaczego? I kto o tym zdecydował?

Problemy, które zaserwował sobie PiS, powołując Banasia na szefa NIK, to pryszcz przy tym, jakie świadectwo państwu wystawia ta sprawa. Albo jest ono tak nieudolne, albo tak zepsute, że nawet najwięksi niegodziwcy mogą robić w nim kariery, dokąd nie powinie im się noga i ktoś nie zacznie zadawać za dużo pytań. W obu przypadkach to absolutna jego kompromitacja.

Jakiej Polski chce lewica? Obejrzyj wywiad z posłem Maciejem Gdulą w programie "Twarzą w Twarz"

Najnowsze