Tomasz Walczak: Siostrzenicę ministra zatrudnię od zaraz

2014-02-26 3:00 redaktor działu Opinie|Tomasz Walczak

Mam dla państwa dwie informacje. Dobrą i złą. Dobra jest taka, że to nieprawda, iż w naszym kraju brakuje pracy. Zła - że trzeba być solidnie umocowanym towarzysko i politycznie, żeby ją zdobyć bez wysyłania tony CV, rejestracji w urzędzie pracy i liczenia na łaskę czy niełaskę potencjalnego pracodawcy. Ma się krewnego ministra? Wystarczy telefon i chętnych do zatrudnienia znaleźć łatwo. Sprawdziliśmy. Działa.

Na chybił trafił wybieramy miejscowość, w której rządzą ludzie Platformy Obywatelskiej i dzwonimy do jej włodarza. Los padł na miasteczko Okonek w województwie wielkopolskim, gdzie burmistrzem jest lokalny platformers Mieczysław Rapta. Wystarczyło podać się za asystentkę ministra i powiedzieć, że szef ma siostrzenicę zaraz po studiach, która szuka pracy. Pomożecie, panie burmistrzu? Pomożemy! I praca jest. Na państwowym, czyli bezpiecznie, z umową o pracę i pakietem socjalnym, o czym wielu młodych w sytuacji podobnej do domniemanej siostrzenica ministra może tylko pomarzyć. Ba, nawet z samą pracą, choćby na umowie śmieciowej, ciężko.

Czytaj: Tomasz Walczak: Zmiany na Ukrainie po zmianach w Rosji?

Pod koniec 2013 r. Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami prognozowało, że na rynku pracy bieżący rok będzie szczególnie trudny dla młodych, którzy mogą stanowić nawet 50 proc. wszystkich bezrobotnych. Wśród absolwentów uczelni wyższych może być ich nawet jedna trzecia! Rozumiem, że w tym gronie zabraknie latorośli naszych polityków - ludzi urodzonych pod szczęśliwą gwiazdą, którzy dzięki krewnym i ich koneksjom nie wiedzą, co to bezrobocie, bieda i wykluczenie.

Niby żyjemy w kraju, w którym każdy, bez względu na pochodzenie społeczne, jest równy, ale panuje jakaś niepisana zasada, że kiedy już się człowiek dopcha do elity, to nagle on i jego rodzina stają się równiejsi i wchodzą w orbitę elitarnej samopomocy, która nie pozwoli, by ktoś z jej członków klepał biedę, żyjąc z marnego zasiłku dla bezrobotnych lub pensji minimalnej. Gdyby tak czasami rządząca elita pomyślała o obywatelach, którzy ją wybrali, a nie tylko o sobie i bliskich, to i bezrobocie byłoby mniejsze, nie tylko w ich rodzinach.

Najnowsze