Wiele rzeczy zrozumieć można, ale nie wszystko. Politycy zaspali, my za to płacimy!

2020-10-17 5:07 Przemysław Harczuk
Przemysław Harczuk
Autor: "Super Express"

jeszcze niedawno politycy mówili, że żaden lockdown nie jest potrzebny. Teraz okazuje się, że ukradkiem, pod nazwą żółtych i czerwonych stref go wprowadzają. A przecież, jak twierdzi wielu ekspertów, samo zachowanie zasady DDM – dystans, dezynfekcja, maseczka, jeżeli wszyscy by ją zastosowali, sprawia, że żaden lockdown nie jest potrzebny. I tu pojawia się problem.

Emocje Polaków sięgają zenitu. Znany pisarz ostro krytykując decyzje premiera o kolejnych obostrzeniach w niewybrednych słowach zażądał zamknięcia kościołów. Wypowiedź wobec katolików nie fair, bo przypomnę, że teraz pewne ograniczenia w świątyniach też są wprowadzane, a w czasie pierwszego lockdownu obowiązywała mało mądra zasada maksymalnie pięciu osób na nabożeństwach, czyli zrównano olbrzymią świątynię Opatrzności Bożej z maleńkim kościółkiem. Katolicy nie mogli w pełni przeżyć świąt Wielkiej Nocy. Jednak choć wypowiedzi tego typu są wobec katolików nie w porządku, tak emocje ludzi kultury są jak najbardziej zrozumiałe. Bo dlaczego ograniczeniom mają być poddawane koncerty, seanse filmowe, a nie na przykład galerie handlowe? Dalej – jeszcze niedawno politycy mówili, że żaden lockdown nie jest potrzebny. Teraz okazuje się, że ukradkiem, pod nazwą żółtych i czerwonych stref go wprowadzają. A przecież, jak twierdzi wielu ekspertów, samo zachowanie zasady DDM – dystans, dezynfekcja, maseczka, jeżeli wszyscy by ją zastosowali, sprawia, że żaden lockdown nie jest potrzebny. I tu jest problem, bo wielu ludzi w maseczki nie wierzy. Albo powielają kompletne bzdury (że wirusa nie ma, albo maseczki zabijają – sic!), albo podają informacje, że maski nie pomagają tak, jak powinny, bądź szkodzą. I to częściowo prawda – szkodzą źle używane, a niektóre nie pomagają wystarczająco (choć jakąś ochroną zawsze są). Więc aż się prosi, by edukować jakie maseczki są skuteczne, a jakie tylko częściowo (albo przez krótki czas), jak te maseczki należy nosić, a jak ich noszenie przyniesie więcej szkody niż pożytku (np. gdy je zdejmiemy, zabrudzimy i założymy potem ponownie, itd.). Skoro nakaz noszenia maseczki jest wątpliwy prawnie, można było stosowną ustawę wprowadzić już kilka miesięcy temu. Obecna większość rządowa ma akurat doświadczenie w szybkim przepychaniu rozmaitych ustaw. W przypadku zasłaniania nosa i ust o to nie zadbano, nieśmiało przedstawiciele rządu mówią o tym teraz. Wreszcie – klasa polityczna (bo opozycja także ponosi tu odpowiedzialność) przez kilka miesięcy względnego spokoju zachowywała się tak, jakby wirus był jedynie wspomnieniem. A teraz wykonuje histeryczne ruchy. Ze szkodą dla wszystkich.

Najnowsze