Wiktor Świetlik: Smartćpuny

Wiktor Świetlik
Autor: Super Express

Prawdziwy prawicowiec powinien jeździć po mieście wyłącznie samochodem z co najmniej sześciolitrowym silnikiem, a najlepiej jeszcze do tego z wyciętym katalizatorem i dziurawym tłumikiem. Jak widać, prawicowiec, nie tylko w tym względzie, raczej ze mnie marny, bo lubię jeździć tramwajami.

Jeżdżę nimi niekiedy także teraz - w czasach koronwirusa - bo jeżdżą często puste. Najlepiej takimi starymi, bez klimatyzacji, w których można ręką, nie bez odrobiny siły otworzyć okno. Kiedyś, w dawnych czasach, kiedy jeszcze w tramwajach jeździli inni ludzie lubiłem patrzeć co robią. Nie to, że im zaglądam do esemesów, ale po prostu jestem ciekawe jak zabijają tramwajowy czas.

W dawnych czasach, takich naprawdę dawnych, może z dziesięć lat temu, wielu pasażerów czytało gazety. Niektórzy nawet książki, i takich było całkiem sporo. Potem weszły czytniki książek, e-readery. Tak z 7-8 lat temu. Dziś kompletnie zniknęły, nawet w czasach kiedy ludzie byli. Są tylko smartfony. Włosi zrobili kilka dni temu badanie. Okazało się, że prawie wszystkie nastolatki (83 procent) spędzają w smartfonie po 4 godziny dziennie. Co więcej, w tym czasie używają wyłącznie komunikatorów, nie czytają więc na smartfonie książek czy portali informacyjnych. W sumie wychodzą dwa miesiące w roku.

Oczywiście epidemia nie pomogła. To znaczy pomogła, ale wyłącznie smartfonom i tym kilku wielkim amerykańskim (lub chińskim) korporacjom porządkującym ludziom rzeczywistość, pozycjonującym wartości, ustawiającym to co jest ich zdaniem ważne i co jest nieważne.

Co będzie jutro? Na pewno zarobią okuliści i neurolodzy, bo nieustanne gapienie się w telefon uszkadza często system nerwowy. Pan Zuckerberg od Feceboooka będzie, przynajmniej jakiś czas, ustawiał wybory, bo któżby nie skorzystał z możliwości manipulowania setkami milionów zatopionych w ekranikach neurotyków?

Co jeszcze? Nie wiem, ale nie ma żadnej gwarancji, iż ci od smartfonów poradzą sobie bez nich lepiej. Może i telefony są „smart” ale niekoniecznie ich użytkownicy. Dlatego, kiedy krzyczę na moje pociechy, by schowały te cholerne telefony, a one odpowiadają pytaniem „a ty tato, co robisz”, to dla niepoznaki szybko odkładam telefon i biorę książkę. Czasem warto zacząć choć od pozorów.   

Najnowsze
KOMENTARZE