Wiktor Świetlik: Za Oceanem wyrasta nam modelowy zamordyzm

Wiktor Świetlik
Autor: Super Express

Cieszę się, że to szef polskiego rządu jako pierwszy zareagował na to, że paru facetów spod San Francisco, którzy zmonopolizowali komunikację między ludźmi, zaczęło wprowadzać globalną cenzurę. Tym bardziej się cieszę, że za ciosem poszła niemiecka kanclerz, a teraz – o dziwo – szefowa Komisji Europejskiej. Pewnie nie będzie łatwo, ale jest mała szansa, że to jednak Europa zostanie ostoją jakiejś tam wolności słowa, bo za Oceanem wyrasta nam modelowy zamordyzm .

Czy to dobrze, że ludzie się kłócą? Czy to dobrze, że jedni drugich atakują, naskakują na nich, czasem zaganiają się tak w tym, że się robi niedobrze? Że ktoś jest chamem, a ktoś wkurza, a z kimś się nie zgadzamy? Może dobrze, a może nie dobrze, ale na pewno lepiej niż wszyscy mają mówić jednym głosem, bo inaczej zostaną wyrzuceni z pracy, szkoły, nie będą mogli nigdzie głosić swoich poglądów. To właśnie kierunek, w którym zmierza Ameryka. Nie chodzi tylko o Twittera czy Facebooka. W ciągu ostatnich dni pięciuset szefów i pracowników koncernów wydawniczych zaapelowało by nie wydawać książek ludzi, którzy pracowali dla Trumpa. Nie napisali, że jak ktoś wyda zostanie zaszczuty przez resztę, ale to się rozumie samo przez się. Liberalne media wciąż donoszą z radością, że kogoś tam zwolniono, a ktoś tam nie zostanie zatrudniony bo pracował dla Trumpa.

Można Trumpa lubić albo nie. Z perspektywy Polski nie był złym prezydentem, choć w USA końcówkę miał żałosną. Tylko to nie ma znaczenia. Ja na przykład nie ceniłem rządu Ewy Kopacz, ale do głowy by mi nie przyszło sprawdzać teraz, gdzie ludzie, którzy dla niej pracowali dziś pracują i domagać się ich zwalniania. A tak jest dziś w USA. Wszystko bez żadnej podstawy prawnej. Po prostu – bo tak. Zapowiadane są czystki w armii. Oficjalnie, w ramach walki z rasizmem i ekstremizmem. Rasizm zła rzecz, ale pewnie się skończy po prostu wywalaniem ludzi, którzy nie mają podobnych poglądów do Joe Bidena lub jego zastępczyni. W tym tempie za kilka lat – w ramach walki z populizmem, ekstremizmem lub terroryzmem – odbierze się części społeczeństwa prawa wyborcze.

Dlatego dobrze, że nawet pośród peanów na cześć Joe Bidena wygłaszanych przez Ursulę von der Leyen, szefową Komisji Europejskiej znalazła się krytyka twitterowej cenzury. Może coraz więcej polityków, także takich bardzo dalekich od Trumpa czy nawet prawicy, zacznie rozumieć, że w pewnym momencie i oni mogą okazać się „ekstremistami” lub „populistami”. W końcu totalitaryzmy zawsze zjadają własne dzieci.

Najnowsze
KOMENTARZE