Wybory 2020. Rzecznik PiS zdradza, na jakich wyborców PiS liczy w II turze wyborów

2020-06-30 6:11 Tomasz Walczak
Radosław Fogiel
Autor: wikipedia.org druga umowa o pracę - 34 411 złotych, umowa cywilnoprawna - 827 złotych, oraz dochód z tytułu czynności związanych z pełnieniem obowiązków służbowych lub obywatelskich - 30 758 złotych.

Widać wyraźnie, że żaden z dotychczasowych kandydatów, którzy przechodzili do II tury, nie uzyskał tak słabego wyniku jak Rafał Trzaskowski. Z kolei prezydent Andrzej Duda zyskał niemal 3 mln głosów, udowodnił, że potrafi zyskiwać poparcie nowych wyborców - mówi w wywiadzie dla "Super Expressu" rzecznik PiS, Radosław Fogiel.

„Super Express”: – Rozmawiamy zaraz po posiedzeniu sztabu Andrzeja Dudy. Jakie panują tam nastroje? Radość, euforia czy raczej lekkie przygnębienie, że się nie udało tego pozmiatać i trzeba się męczyć z Trzaskowskim?
Radosław Fogiel: – Ani jedno, ani drugie. Jest świadomość zakończenia pewnego etapu i świadomość tego, że przed nami jeszcze mnóstwo roboty. Ale przecież to nic nowego.
– Nie czujecie jednak zawodu, że I tura nie ustawiła wyścigu i do samego końca nie wiadomo, kto II turę wygra? Bo jednak Andrzej Duda nie odciął tlenu Trzaskowskiemu.
– To zupełnie nieprawdziwa teza i kompletnie nieobecne uczucie, jeśli chodzi o sztab Andrzeja Dudy.
– Urzędowy optymizm jest?
– To żaden urzędowy optymizm. Od miesięcy mówiliśmy, że szykuje się długie starcie, a specyfika wyborów prezydenckich jest taka, że różnica między kandydatami w drugiej turze z wyborów na wybory się zmniejsza. Sam to mówiłem wielokrotnie. Oczywiście, wspaniale byłoby wygrać w I turze, ale tak stało się przecież do tej pory tylko raz po ‘89 r. Mieliśmy i mamy tego świadomość.
– Ale nie byłoby lepiej dla Andrzeja Dudy, by w I turze zdobyć większą przewagę? Bo ta obecna daje nadzieję Trzaskowskiemu pozbierać elektorat opozycji i wygrać.
– Jeśli spojrzymy na wyniki I tury w wyborach na przestrzeni lat i porównamy to z tym, co wydarzyło się w niedzielę, to widać wyraźnie, że żaden z dotychczasowych kandydatów, którzy przechodzili do II tury, nie uzyskał tak słabego wyniku jak Rafał Trzaskowski. Z kolei prezydent Andrzej Duda zyskał niemal 3 mln głosów, udowodnił, że potrafi zyskiwać poparcie nowych wyborców. Nie wiem, czemu pan zakłada, że tak słaby wynik kandydata Platformy – żeby sparafrazować prezydentową Komorowską – to nie dramat, to szansa.
– On ma jednak ten atut, że ogromna część elektoratów pozostałych kandydatów prędzej zagłosuje na Trzaskowskiego niż Dudę.
– Skąd to przekonanie?
– Niechęć do PiS łączy te elektoraty.
– Nic nie słyszałem, żeby istniała tajna giełda, na której handluje się wyborcami.
– Większość wyborców Hołowni i ci, którzy pozostali po Biedroniu i Kosiniaku, to jednak potencjalni wyborcy Trzaskowskiego.
– Zakłada pan, że ci wyborcy są czyjąś własnością i można swobodnie nimi dysponować. To są nasi współobywatele, którzy mają wolną wolę i mogą głosować swobodnie w II turze.
– Ale wszystkie badania wskazują, że większość tych elektoratów przepłynie jednak do Trzaskowskiego.
– U podstaw takich kombinacji stoi założenie, że ci wyborcy nie dokonają racjonalnej analizy. Nie zadadzą sobie pytania, który kandydat jest bardziej wiarygodny i który z nich ma im coś realnego do zaproponowania. W zależności od wrażliwości i tego, co uważają za priorytet, wielu z nich może uznać, że liczy się dla niego to, że to Andrzej Duda i PiS jako jedyni obniżają podatki, albo to, że to Andrzej Duda jest przedstawicielem bardziej prospołecznej i empatycznej siły politycznej, która nie udaje, że wykupowanie kamienic przez 140-latków to coś normalnego.
– Jakby to było dla nich aż tak ważne, pewnie już na Andrzeja Dudę głosowaliby w I turze. Będą decydować raczej inne rzeczy – głównie sympatia lub antypatia do PiS jako takiego.
– Bądźmy poważni. Ci wyborcy mieli w I turze swoich kandydatów, z którymi zgadzali się w pełni lub niemal w pełni. I dlatego ich poparli. Ale w II turze muszą zadać sobie pytanie, który z kandydatów jest im bliższy. Trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto głosuje na lewicę, bo nie podoba mu się drapieżny liberalizm, zagłosuje na Trzaskowskiego. Albo wyborca, dla którego liczy się nasza suwerenność i duma narodowa, poprze kandydata, który mówi, że lotnisko w Berlinie wystarczy i nie musimy budować własnego. Jestem absolutnie przekonany, że mamy zasoby w różnych grupach społecznych, do których możemy się odwoływać. Wcale nie jest tak, że wszyscy, którzy poparli Hołownię czy Kosiniaka-Kamysza, sympatyzują akurat z Trzaskowskim. Chcemy ich przekonać, że najlepszym wyborem jest jednak Andrzej Duda.
Rozmawiał Tomasz Walczak

Najnowsze