Adrian Zandberg: Ziobro kontra emerytka

2020-02-15 4:22 Adrian Zandberg
ADRIAN ZANDBERG, ZWYCIĘZCA DEBATY TO BYŁY KOCHANEK NOWACKIEJ
Autor: Piotr Grzybowski ADRIAN ZANDBERG

Grażyna Juszczyk ponad 30 lat uczyła dzieci matematyki w Krapkowicach, niewielkiej miejscowości na Opolszczyźnie. Dzisiaj jest na emeryturze. Sympatyczna, serdeczna, spokojna. Aż trudno uwierzyć, że jest wrogiem publicznym. A jednak na nauczycielkę uwziął się jeden z najbardziej wpływowych ludzi w kraju, minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie - Zbigniew Ziobro.

Wszystko zaczęło się w 2013 roku, kiedy pani Grażyna zdjęła krzyż ze ściany w pokoju nauczycielskim. Po tym zaczęły się szykany, donosy, prześladowania ze strony dyrekcji i jej zauszników. Nauczycielka postanowiła się bronić. Wygrała w sądzie pracy proces o dyskryminację. Za swoją krzywdę doczekała się skromnego odszkodowania i przeprosin. Arcykatolickiemu ministrowi było to bardzo nie w smak. Prokuratura Ziobry usiłowała zaszkodzić pani Grażynie, składając wniosek o kasację, ale sąd ponownie ujął się za ofiarą. To powinien być koniec tej historii, ale pan minister się nie poddaje. Teraz zaangażował się osobiście, wykorzystując skargę nadzwyczajną. To miało być narzędzie wyjątkowe, do walki z poważnymi przestępstwami, naprawy krzywd. Takie przynajmniej były zapowiedzi. W praktyce pan Ziobro wykorzystuje je, aby pognębić starszą panią.

Trudno wytłumaczyć tę zapiekłość inaczej niż religijną obsesją. W czasie, kiedy minister walczy z emerytką, Polacy i Polki od lat nie mogą się doczekać reakcji resortu na oczywiste niesprawiedliwości. Gdzie jest ustawa reprywatyzacyjna, która pozwoliłaby zatrzymać dramat dziesiątek tysięcy ludzi w Polsce i rozkradanie publicznego mienia? Jak to jest, że do prześladowania starszej kobiety pan minister ma tyle narzędzi, a w przypadku nieuczciwych biznesmenów rozkłada ręce? Dziwnym trafem walka z “elitą” zmieniła się w nękanie emerytowanych nauczycielek matematyki.

Dlaczego? Wiedzą to świetnie nieuczciwie traktowani ajenci wielkich sieci handlowych, okradzeni pracownicy, ofiary oszustw. Potężny aparat upolitycznionej prokuratury nie stanowi zagrożenia dla złodziei w garniturach, bo się ich boi. Ich Zbigniew Ziobro nie ma odwagi postawić przed sądem - to ryzykowne, nigdy nie wiadomo, komu się naciśnie na odcisk. Swoją bezsilność odreagowuje na słabszych.

Sprawa pani Juszczyk to dobry symbol „reform sądownictwa”. Było wiele szumnych słów, wiele obietnic - skończyło się na używaniu aparatu państwa do prywatnych wojenek i obsługi ideologicznych obsesji rządzących. A państwo nadal jest silne wobec słabych i słabe wobec silnych.

Sprawdź: Przepędzili polityków i zaczęli rządzić sami. W którym mieście taka heca?