Zjednoczona Prawica jak przygody miłosne patocelebrytów - niekończącą się wojnę w koalicji komentuje Tomasz Walczak

2021-03-02 12:42 Tomasz Walczak
Gowin nie chce, Ziobro myśli
Autor: ARTUR HOJNY / SUPER EXPRESS Gowin nie chce, Ziobro myśli

Za kilka dni minie rok, odkąd koronawirus dotarł do Polski, a rząd rozpoczął nierówną walkę z pandemią i własnymi ograniczeniami, by ograniczyć skalę zniszczeń. Szybko ogłoszono lockdown, anulowano normalność. Kto mógł, izolował się w domu, który stał się miejscem pracy i odpoczynku. Wielu nas zmusił do spędzania czasu z rodziną, z którą się nie widywał. Wszystko to zakończyło się rozstaniami, rozwodami, przemocą domową i stanami depresyjnymi. Ale to doświadczenie stało się udziałem nie tylko nas, zwykłych ludzi. Pandemia wyraźnie nie służy też koalicji.

Robi się to już nawet trochę nudne. Od dłuższego czasu jesteśmy zmuszeni do mimowolnego uczestniczenia w miłosnych dramatach Zjednoczonej Prawicy, którymi jej politycy szczują nas niemal każdego dnia. Czasami można poczuć się jak sąsiedzi, którzy wysłuchują małżeńskich awantur za ścianą i wciągani są w rodzinne konflikty wyjątkowo źle dobranych ludzi. Koalicjanci swoje brudy piorą publicznie, przerzucając się odpowiedzialnością za brak nici porozumienia i robią sobie wzajemne wyrzuty, kto bardziej chce to małżeństwo rozbić i kto kogo z kim zdradza. Nie brakuje scen zazdrości i prób wzbudzenia zazdrości. Robi się telenowelowo i nieznośnie. Ile można bowiem wysłuchiwać wzajemnych żali? Ile razy można słuchać, że ten czy inny koalicjant chce rozwodu lub rozwodem straszy. Na koniec okazuje się, że i tak nie mogą się rozejść. Ni nam razem, ni bez siebie żyć – hamletyzują.

Pora już chyba, żeby Zjednoczona Prawica zaczęła zachowywać się jako dorośli ludzie. Albo w końcu pójdą na terapię małżeńską i spróbują uratować ten koalicję, albo niech składają papiery rozwodowe i nie męczą już siebie i nas. Problem w tym, że jak wielu małżeństwach kredyt na mieszkanie łączy bardziej niż jakiekolwiek uczucie, tak trwanie u władzy i profity, które z tego każda partia czerpie, nie pozwala się koalicjantom rozstać raz na zawsze i zacząć wszystkiego od nowa. Obawiam się więc, że ten żenujący spektakl niczym brazylijski tasiemiec będzie ciągnął się w nieskończoność, aż ktoś w końcu pozbawi Zjednoczoną Prawicę jedynego spoiwa – władzy i synekur. Będziemy więc oglądać gorszący spór, który bardziej nadaje się na łamy kronik towarzyskich z życia patocelebrytów, niż przedmiot poważnych analiz politycznych.

Najnowsze