Klapa. Tak jednym słowem można określić starania niewielkiego Bierunia o zmianę granicy z pobliskimi Tychami. W ten sposób w granicach Bierunia mogłaby się znaleźć pokaźna część fabryki Fiata. Na zmianę jednak nie zezwolił rząd. Wiadomość z Warszawy przygnębiła bierunian, ale zapowiadają, że jeszcze powalczą o pozyskania Fiata. Wszak chodzi nie tylko o powrót do historycznych granic Bierunia, ale także o niebagatelne pieniądze w miejskiej kasie.
Mieszkańcy Bierunia są wściekli na decyzję Warszawy. Oczami wyobraźni już widzieli, jak budżet miejscowości tyje dzięki podatkom, jakie Fiat mógłby odprowadzać do kasy miasta. Mówi się o kwocie od 6 mln do nawet 10 mln zł! Dla małego Bierunia to bardzo okrągła sumka, przekraczająca 10 proc. budżetu.
Mieszkańcy Bierunia nie mają żadnych wątpliwości, że stała się niesprawiedliwość. - To krzywda i jeszcze raz krzywda - żali się Dariusz Kasul (40 l.). - Ziemia była nasza, więc powinni nam ją zwrócić razem z fabryką. Podatki z fabryki to dla Bierunia duże pieniądze -Ędodaje bierunianin.
Wtóruje mu Stefan Rydzewski (55 l.). -ĘFabryka powinna być w Bieruniu - przekonuje pan Stefan nie kryjąc złości. - Nie ma sprawiedliwości. Jest tylko jakieś zawłaszczenie -Ędodaje mieszkaniec miasteczka.
To burmistrz Bierunia Ludwik Jagoda (65 l.) wpadł na pomysł, żeby Fiat z powrotem trafił w granice jego gminy. Niestety po dwóch latach starań wysiłki burmistrza nie przyniosły rezultatu. Teraz łamie sobie głowę, czy jeszcze można niekorzystne rozstrzygnięcie odwrócić. - Czekamy na uzasadnienie decyzji ministra. Jak je dostaniemy, zastanowimy się, co robić dalej. Zapewniam jednak, że nie zostawimy tej sprawy. To moja ostatnia kadencja i tę sprawę chciałbym załatwić po myśli mieszkańców - zapewnia burmistrz.
Z punktu widzenia historycznego fabryka samochodów stoi w dawnej dzielnicy Bierunia. W PRL-u miasteczko w całości wcielono do Tychów. Potem Bieruń się uniezależnił, ale dzielnica, na której zdążyła wyrosnąć fabryka Fiata, pozostała w Tychach. Ludwik Jagoda przytacza absurdy, jakie powoduje źle jego zdaniem wytyczona granica między oboma miastami. - Teraz jest tak, że moi mieszkańcy idą do centrum Bierunia przez ulicę Oświęcimską, która jest... w Tychach. Nie mogę mieszkańcom wybudować latarni czy przystanków na tej drodze. Muszę się o to prosić władze Tychów - opowiada Jagoda. Z ulgą odtechnęli za to w Tychach. W tym mieście wszyscy mają nadzieję, że to już koniec sprawy poprawiania granic.