Holendrzy zabrali mi dzieci

2007-11-07 20:55 se.pl

Jak bezduszni i okrutni potrafią być urzędnicy i sędziowie, przekonała się Joanna Paraska (30 l.). Holenderski sąd odebrał tej kochającej matce dwie córeczki.

Sandra (8 l.) trafiła do domu dziecka, a młodsza Maksima (5 l.) do rodziny zastępczej. Pozbawione matki dzieci cierpią okrutnie. Brutalnie rozdzielone siostrzyczki niemal zapomniały polskiego języka.

-Tęsknię za moimi dziećmi. To wielka niesprawiedliwość! - płacze zrozpaczona matka. Zbliża się Boże Narodzenie, a holenderski sąd oznajmił twardo, że dzieci na święta jej nie odda. - Znowu będziemy osobno. Za co oni mnie tak karzą? - szlocha załamana kobieta.

Kilka słów po polsku

Pani Joanna mieszka w Holandii od ponad 6 lat. Jedynym pocieszeniem są dla niej telefony do Polski. Dzwoni do mamy i płacze. Wychowała się w Nysie (woj. opolskie). Tu skończyła szkołę fryzjerską, tutaj też poznała kilka lat starszego Gracjana.

- Pracował w Holandii i tam zabrał moją córkę - opowiada Krystyna Chryczyk (57 l.), matka kobiety. - Sandra to było takie wesołe, rozśpiewane dziecko... Teraz po polsku mówi tylko: "Babciu! Kocham ciebie!". Nie mogę uwierzyć, że gnije w domu dziecka - szlocha babcia.

Sąd zabiera dzieci

Kłopoty Polki i jej córek zaczęły się 4 lata temu. Joanna straciła wtedy dach nad głową i trafiła do azylu, gdzie urodziła się Maksima. Wraz z ukochanym wiodą skromne, ale uczciwe życie.

Niestety, lekarze niespodziewanie wykryli u Sandry nadpobudliwość psychoruchową. - Sąd uznał, że musi być leczona, a ja nie mam na to warunków - opowiada Joanna. Oderwali dziewczynkę od matki i zamknęli w domu dziecka.

Ale to nie koniec dramatu. Kilka miesięcy później sąd odebrał matce drugą córkę - Maksimę. Bezduszność i podłość holenderskich urzędasów jest w tym wypadku wyjątkowa. Maksima nie trafiła do domu dziecka, w którym jest jej siostrzyczka, tylko do... rodziny zastępczej. Powód: złe warunki mieszkaniowe matki. - To było jak zły sen. Chodziłam bez celu po mieście, a jak zobaczyłam jakiś wózek z dzieckiem, wariowałam - opowiada.

Rzadkie widzenia

Żyje jak w amoku. Skarży się, że holenderskie sądy traktują dzieci jak swoje. Mimo że dziewczynki mają tylko polskie obywatelstwo, a ona w Holandii od lat przebywa legalnie, to sędziowie nie chcą słyszeć o ich powrocie do Polski. - Odnoszę wrażenie, że to, iż nie mówią już po polsku, Holendrom też jest na rękę - żali się nam Joanna.

Dziennikarze "Interwencji" Polsatu towarzyszyli kobiecie podczas wyznaczonego raz w miesiącu spotkania z młodszą córką Maksimą. Są łzy i olbrzymie wzruszenie. Nagle mała dziewczynka - ku rozpaczy Joanny - łapie za rękę holenderską matkę i obie odchodzą. Kobieta spotka swoją ukochaną córkę dopiero za miesiąc.

- To jest zamknięte koło, które trudno przerwać. Jeśli raz coś złego się wydarzyło i dzieci zostały zabrane wyrokiem sądowym, później bardzo ciężko to odwrócić - mówi Radosław Niemyjski, adwokat z Holandii, który zna sprawę rozdzielonych polskich sióstr.

Bezradna ambasada

Kobiecie niewiele może pomóc też polski konsulat. Leszek Rowicki, kierownik wydziału konsularnego ambasady polskiej w Hadze, skarży się, że choć władze polskie powinny być informowane o przypadkach ograniczania praw rodzicielskich obywatelom polskim przez holenderskie sądy, to w praktyce jest inaczej. - Konsulat ma ograniczone możliwości działania w takich sprawach jak ta, o której piszecie - przekonuje Leszek Rowicki.

Ale nasze władze muszą zrobić wszystko, by kochająca matka odzyskała swoje małe córeczki. Nie można pozwolić, by bezduszni urzędnicy rozbijali polskie rodziny i wyrządzali potworną krzywdę niewinnym dzieciom.

Robią im krzywdę

Mówi Krystyna Chryczyk (57 l.), babcia dziewczynek:

- Maksimkę znam tylko ze zdjęć, Sandrę ostatni raz widziałam 6 lat temu i ciągle nie mogę uwierzyć, że gnije w domu dziecka. Moja córka miała kłopoty, ale była dobrą matką. To, że zabrali jej dzieci, to jakiś zły sen. Holendrzy robią moim dziewczynom wielką krzywdę - szlocha babcia.

Dziś oglądaj także Polstat, godz. 16.15

Najnowsze