Coś jednak poszło nie tak i ogłupieni przez narkotyki bandyci udusili listonosza.
Jerzy K. doskonale znał tych dwóch warszawskich rzezimieszków i dilerów. Sam od dawna zaopatrywał się u nich w narkotyki, najpewniej w amfetaminę. Uznał, że ci zepsuci bandyci pomogą wcielić mu w życie diabelski plan.
Przeczytaj koniecznie: Zaginął listonosz i torba z pieniędzmi
Szczegóły napadu cała trójka miała omówić w najgłębszej tajemnicy - w piwnicy bloku na warszawskim osiedlu Służew. Kiedy Jerzy K. schodził w cuchnącą zgnilizną ciemność, nie podejrzewał, że już nigdy więcej nie zobaczy światła słonecznego.
Jego wspólnicy na sekretną naradę przyszli otumanieni narkotykami. Doszło do kłótni.
O co? Do końca tego nie wiadomo. Pewnie jak zwykle przy bandyckich porachunkach zaczęli kłócić się o podział łupów. Spierali się tak zajadle, że obaj dilerzy szybko wpadli w dziki szał. Rzucili się na listonosza, obalili na ziemię i zaczęli dusić pętlą skręconą z grubego kabla. Przerażony Jerzy K. wierzgał, starał się wyrwać, ale z każdą chwilą było w nim coraz mniej sił na walkę. W końcu życie całkiem z niego uszło.
Oszołomieni zabójcy natychmiast zaczęli zacierać ślady swojej koszmarnej zbrodni. Do pomocy w pozbyciu się dowodów wezwali dwie koleżanki. Klaudia W. (17 l.) miała schować zrabowane pieniądze na emerytury, a Paulina B. (18 l.) zacierała w panice ślady mordu dokonanego w piwnicy.
W tym czasie Tomasz Sz. i Michał B. zapakowali ciało listonosza do kartonu po telewizorze i wywieźli do lasu w miejscowości Uwieliny pod Warszawą.
Kiedy Jerzy K. nie dawał żadnego znaku, przerażeni najbliżsi zaczęli szukać go po całym mieście. Rozwieszali po słupach i przystankach jego podobiznę. Zawiadomili również policję, która rozpoczęła poszukiwania. W odnalezieniu swojego listonosza pomagała też Poczta. - To był sumienny pracownik - mówi rzecznik Poczty Polskiej Michał Dziewulski.
Do soboty bliscy Jerzego K. mieli nadzieję, że się odnajdzie. Niestety, nadzieja umarła, kiedy policjanci dorwali Tomasza Sz. i Michała B. Zabójcy jeszcze tego samego dnia wskazali miejsce, gdzie ukryli zwłoki.
Zamordowany listonosz pozostawił żonę i dwójkę dzieci. Jego oprawcom grozi dożywocie.