Pijak przejechał mi syna i zostawił na śmierć

2009-06-29 4:00

Wielki ból rozdziera serce Zdzisława Zalewskiego (48 l.) ze wsi Ostrówki (Lubelskie), bo dla ojca nie ma nic gorszego niż przeżyć śmierć własnego dziecka. Rozpacz pana Zdzisława jest tym większa, że jego ukochany syn Marcin Zalewski (17 l.) zginął za sprawą sąsiada Andrzeja R. (24 l.) z tej samej wioski. Bydlak przejechał chłopca po pijanemu samochodem i konającego zostawił na poboczu.

Dlaczego Bóg zabrał właśnie jego - rozpacza załamany ojciec. Marcin Zalewski wieczorem wybrał się rowerem do jednego z przyjaciół i już nie wrócił. Wracał o północy. Nagle od tyłu w rower Marcina z ogromną siłą uderzył Andrzej R., pędzący volkswagenem golfem. Chłopiec wpadł na przednią szybę auta, uderzył głową w krawędź dachu i został wyrzucony w powietrze. Ogromna siła odrzuciła go kilkadziesiąt metrów od samochodu. Andrzej R. widział, co się dzieje, ale nawet nie zwolnił.

Uciekł do domu, bo był pijany. Marcin w wyniku doznanych obrażeń i pozbawiony pomocy skonał na poboczu drogi. Gdyby ktoś go znalazł i wezwał pogotowie była aby nadzieja, że chłopak przeżyłby wypadek. Pijak zabójca nie cieszył się jednak długo wolnością. Już o godzinie ósmej rano został zatrzymany przez policjantów z Radzynia Podlaskiego. Miał jeszcze we krwi ponad pół promila alkoholu. Został aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu do 12 lat więzienia.

Andrzej R. nie pierwszy raz jeździł pijany. Wszyscy mówili, że kiedyś doprowadzi do tragedii. Lepiej, żeby sam się zabił, niż miałby kogoś skrzywdzić - powtarzali okoliczni mieszkańcy... Ale zabił Marcina.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE