Pijany Andrzej dowodził pociągiem

2008-01-11 20:58

Najpierw się opił jak szaleniec, a potem chyba mu się uroiło, że gra w westernie i mknie na swoim rumaku.

Maszynista pijak tak uciekał swoją lokomotywą z przyczepionymi do niej osiemnastoma cysternami, że przez 20 kilometrów musiał go gonić policyjny radiowóz. Kiedy w końcu policjanci dorwali go, szaleniec z rozbrajającą szczerością tłumaczył, że pił alkohol, bo... w lokomotywie było mu zimno.

Pijaka maszynistę Andrzeja G. (50 l.) wyczuła dyżurna ruchu z Oławy koło Wrocławia. Usłyszała w radiotelefonie pijacki bełkot i o zagrożeniu na torach natychmiast powiadomiła policję. Potem skierowała pociąg z pijakiem na boczny tor. Ale w Andrzeja G. na widok policyjnego radiowozu wstąpił diabeł. Ruszył swym pociągiem i pędził jak opętany. Policjanci jechali wzdłuż torów, trąbili i błyskali światłami. Na darmo. Maszynista chyba zrozumiał, że ucieczka długim jak tasiemiec składem nie ma sensu, bo w końcu się zatrzymał. I zaproponował policjantom łapówkę: trzysta litrów paliwa z baku lokomotywy.

Andrzej G. miał we krwi trzy promile alkoholu. - Z rozbrajającą szczerością tłumaczył, że w lokomotywie było tak zimno, że musiał się raczyć alkoholem - mówi Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Szalony maszynista straci pracę. Grozi mu też 12 lat więzienia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki