W domu żony Andrzeja O., gdzie para wraz z córeczką miała spędzać Wigilię, nie było czuć świątecznej atmosfery. Nie słychać śmiechu ani żartów. Przygotowania do świąt upływały w skupieniu. Wszyscy domownicy byli poważni i bez entuzjazmu podchodzili do Gwiazdki.
- To nie są dla nas wesołe święta - mówi Marta (29 l.), żona Andrzeja. - Nie ma w nich nic, z czego mogłabym się cieszyć. Nie ma ze mną mojego męża. Przebywa w areszcie daleko od domu. Dodatkowo ciążą na nim zarzuty zbrodni, której nie popełnił! - dodaje ze łzami w oczach.
Bombki powiesiła mama
Rodzice Marty też bardzo przeżywają jego aresztowanie i nieobecność przy wigilijnym stole. Po ponadpółrocznej nieobecności chcieli podzielić się z nim opłatkiem i wspólnie spędzić ten czas.
- Czekaliśmy na niego, aż wróci z Afganistanu. Wszyscy spodziewali się, że będzie teraz z nami - przyznaje Roman (56 l.), teść Andrzeja. - Razem z naszą trzyletnią wnuczką miał ubrać choinkę i jak co roku podnieść na koniec Nikosię do góry, tak aby sama mogła zatknąć gwiazdkę na jej szczycie - przyznaje wyraźnie wzruszony. W tym drobnym elemencie ukryta była dla nich cała magia świąt! Dzisiaj Nikola (3 l.) zawieszała bombki tylko z mamą. Zabrakło odwiedzin i radosnego śpiewania. Przy wigilijnym stole oprócz pustego miejsca dla niespodziewanego gościa wolne było jeszcze jedno. To dla Andrzeja.
Święta będą, jak wróci
- Chciałabym przespać ten okres, by minął. Nie chcę świętować - zwierzała nam się Marta. Koniec roku jest dla niej wyjątkowo trudny. Wcześniej wiązała z nim wiele nadziei, ale aresztowanie Andrzeja obróciło plany w ruinę. Po jego powrocie z Afganistanu mieli w kwietniu wziąć ślub kościelny i wyprawić huczne wesele. Później chcieli wspólnie wyjechać w wymarzoną podróż poślubną do Australii.
Rozwikłanie sprawy wydarzeń w afgańskiej wiosce Nangar-Khel może zabrać jeszcze wiele miesięcy. - Dlatego dla mnie święta zaczną się dopiero wtedy, kiedy mąż wróci do domu - kończy rozmowę Marta.