Wśród nich są mordercy? Musimy znać prawdę

2007-11-14 22:51

Siedmiu polskich żołnierzy z doborowego oddziału bojowego bez żadnego powodu zmasakrowało pociskami bezbronną afgańską wioskę - twierdzi Naczelna Prokuratura Wojskowa.

W Afganistanie byli elitą spadochroniarzy bielskiego 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. W poniedziałek żandarmeria wyprowadziła ich z domów, w kajdankach.

Wczoraj członkowie 1. plutonu szturmowego usłyszeli najcięższe z możliwych dla żołnierza oskarżeń - zabójstwo bezbronnych afgańskich kobiet i dzieci.

Jeśli sąd uzna, że popełnili tę zbrodnię, grożą im wyroki od 5 lat więzienia do dożywocia. Prokuratura wystąpiła wczoraj do sądu o nakaz aresztowania dla całej siódemki. W świat poszła informacja, że polscy żołnierze mordują bezbronnych cywilów w Afganistanie.

Jak do tego doszło?

16 sierpnia około szóstej rano czasu afgańskiego talibowie zaatakowali polski patrol. Pod transporterem Rosomak i jednym z hummerów eksplodowały miny-pułapki. Konwój został ostrzelany. Nasi żołnierze odpowiedzieli ogniem. Dwóch napastników zginęło, a dwóch kolejnych zostało złapanych.

Kilka godzin później w rejon, w którym urządzono zasadzkę, wysłany zostaje pluton szturmowy czerwonych beretów. Jak wynika z ustaleń prokuratury, żołnierze ostrzelali afgańską wioskę Nangar Khel. Zginęło 6 osób, dwie kolejne zmarły później w wyniku ran. Większość ofiar to kobiety i dzieci.

 

Według prokuratury, żołnierze działali na rozkaz dowodzącego akcją kapitana C.

Ci żołnierze wykonywali najbardziej niebezpieczne zadania podczas wielodniowych patroli w afgańskich górach. Tropili talibów. Codziennie ryzykowali życie. Widzieli śmierć. Nie byli nowicjuszami, przed misją afgańską służyli w Iraku i Kosowie. W polskim kontyngencie ich pluton był nieformalnie nazywany Oddziałem Delta.

Umówione kłamstwo

Po masakrze, jakiej dokonali w wiosce Nangar Khel, żołnierze zeznali, że odpowiedzieli ogniem na ostrzał ukrytego w wiosce przeciwnika. Teraz przyznali się, że uzgodnili taką nieprawdziwą wersję wydarzeń, bo chcieli uniknąć odpowiedzialności. Dwa dni przed masakrą afgańskiej wioski zginął polski oficer, por. Łukasz Kurowski. Służył w innej bazie i pochodził z innej jednostki. Trudno przypuszczać, że motywem działania spadochroniarzy była zemsta za zabitego kolegę.

Kto wydał rozkaz?

Po tragicznej akcji żołnierze "Oddziału Delta" zostali odsunięci od działań bojowych. Przez ponad dwa miesiące, mimo ciążących na nich podejrzeniach, pozostawali w Afganistanie. Chodzili spokojnie po bazie. To sprzeczne z praktyką stosowaną w wojsku, bo żołnierze służący na misjach za najmniejsze nawet przewinienie są natychmiast dyscyplinarnie odsyłani do kraju. Według naszych informacji, na początku śledztwa prowadzonego jeszcze w Afganistanie nie udało się ustalić, kto i jakie rozkazy wydawał przy okazji tej tragicznej akcji.

Te pytania nie mogą pozostać bez odpowiedzi

Czy pluton działał samowolnie, czy na rozkaz dowództwa polskiego lub amerykańskiego?

Czy działanie nie wynikało z błędnych danych wywiadu?

Dlaczego MON poinformował o masakrze tydzień po fakcie?

Czy uzbrojenie plutonu było dostosowane do charakteru akcji?

Czy istnieją braki w dokumentacji dotyczącej szczegółów akcji w Nangar Khel?

Jakie dokładnie zadania podejrzani wykonywali wcześniej w Afganistanie? Czy ich charakter mógł wpłynąć na ich zachowanie w tej sytuacji?

Dlaczego od tragedii do postawienia zarzutów upłynęły blisko trzy miesiące? Kto zdecydował, że natychmiast nie odesłano ich do kraju?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki