Spis treści
Łukasz Gibała wstrzymuje współpracę. W tle rzeź wołyńska i UPA
Głosowanie nad specjalną uchwałą w tej sprawie odbędzie się podczas środowego posiedzenia krakowskiej rady miasta. Świeżo upieczony prezydent Łukasz Gibała przekazał, że stosowne zarządzenie o zamrożeniu kontaktów z Lwowem zostało już przez niego autoryzowane. Sam polityk przyznał, że taki rozwój wydarzeń na początku kadencji był dla niego sporym zaskoczeniem.
„Czasami tak jest, że historia nas zaskakuje. Nie spodziewałem się, że to będzie jedna z pierwszych moich decyzji”
wyznał nowy gospodarz Krakowa, który zaledwie dobę wcześniej składał uroczyste ślubowanie.
Zaznaczył przy tym jednoznacznie, że celem władz miasta nie jest definitywne zrywanie mostów, a jedynie ich tymczasowe wyłączenie z powodu jawnie prowokacyjnych działań sąsiadów. Zamrożenie partnerstwa to zresztą bezpośrednia reakcja na skandaliczne posunięcie lwowskiego odpowiednika polskiego sejmiku. Tamtejsi radni przegłosowali bowiem, że rok 2027 upłynie pod znakiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, działacza OUN Ołeha Olżycza oraz dowódcy Romana Szuchewycza. Z perspektywy naszego kraju to ogromny cios, ponieważ te postacie jednoznacznie przypominają o krwawej masakrze na Wołyniu. W lipcu 1943 roku to właśnie jednostki UPA zaatakowały w sposób skoordynowany około 150 wiosek, mordując dziesiątki tysięcy niewinnych Polaków. Gibała zauważył, że chociaż społeczeństwo doskonale rozumie trudne położenie napadniętej przez Rosję Ukrainy i niesie jej pomoc, to istnieją pewne nieprzekraczalne linie w dyplomacji.
„Zależy nam na partnerskich relacjach z Ukrainą, ale te relacje muszą być budowane w oparciu o pojednanie historyczne, które musi się opierać na prawdzie historycznej. Nie możemy akceptować takiej sytuacji, gdzie Ukraińcy chcą gloryfikować ludobójców, którzy mordowali Polaków”
podsumował stanowczo prezydent Gibała.
Radosław Sikorski i polski rząd reagują na prowokację z Lwowa
Kontrowersyjna i bolesna decyzja wywołała błyskawiczne oburzenie wśród najważniejszych osób w państwie. Szef polskiego rządu Donald Tusk ocenił na gorąco, że takie uchwały w rzeczywistości uderzają w sam Kijów i działają na korzyść jego przeciwników. Podobnego zdania był wicepremier oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, który kategorycznie potępił lwowską inicjatywę. W przestrzeni publicznej pojawiły się również sugestie dotyczące celowej dywersji. Rafał Leśkiewicz, reprezentujący prezydenta, ocenił wręcz, że cała ta bulwersująca sytuacja mocno pachnie działaniami rosyjskich służb. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki uznał krok lwowskich radnych za niezwykle szkodliwy, jednak przekazał ważną informację – otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego złożyło Polsce jasną obietnicę zablokowania wdrożenia tych przepisów.
Co znamienne, po zdecydowanej fali krytyki płynącej z Warszawy, komunikat o roku Szuchewycza szybko wyparował z oficjalnego portalu Lwowskiej Rady Obwodowej, a sama strona internetowa padła rzekomo ofiarą problemów technicznych. Polski aparat dyplomatyczny nie zamierza jednak bagatelizować tej afery. Szef MSZ Radosław Sikorski złożył już podpis pod wnioskiem, który uznaje lwowskiego radnego Swiatosława Szeremetę – głównego pomysłodawcę oburzającej uchwały – za osobę całkowicie niepożądaną na terytorium Rzeczypospolitej. Ststus relacji na linii Warszawa-Kijów robi się coraz bardziej napięty, co potęguje dodatkowo podjęta pod koniec maja decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich brygad wojskowych miana "bohaterów UPA".