– Ten dom stawiał jeszcze mój ojciec, mieszkałem w nim od dziecka – mówi załamując ręce Grzegorz Baranowski (64 l.). Feralnego dnia w domu spała cała jego rodzina – żona Janina (59 l.), matka Eugenia (91 l.) oraz czworo dzieci małżonków: Marta (29 l.), Anna (19 l.), Dawid (27 l.) i Błażej (24 l.). Wszyscy dopiero przewracali się w łóżkach na drugi bok, gdy na poddaszu wybuchł pożar. – Przebudziły mnie dziwne dźwięki. Wyszłam na korytarz i uderzyły mnie kłęby dymu – opowiada Marta Baranowska. Młoda kobieta pobiegła do kranu, nalała wody do wiaderka i zaczęła szukać źródła ognia. – Wróciłam do swojego pokoju, ale wtedy płonący sufit spadł na moje łóżko – wspomina wstrząśnięta 29-latka. W tym samym czasie płomienie buchające z dachu domu Baranowskich dostrzegł ich sąsiad i wszczął alarm. Szczęśliwie cała siedmioosobowa rodzina w porę o własnych siłach uciekła z pożogi. Strażacy przybyli błyskawicznie, ale drewniany dom płonął jak pochodnia i nie dało się go już uratować. – Zostaliśmy w tym, w czym spaliśmy. Najważniejsze jednak, że żyjemy – mówi pan Grzegorz. Z pożaru ocalał jedynie stary krzyż należący do seniorki rodu, pani Eugenii (91 l.). – Tylko on nam został, to prawdziwy cud – mówi zgodnie cała rodzina.
Wpłaty na pomoc rodzinie Barnowiskich: Parafia Rzymskokatolicka p.w. MB Pocieszenia w Chodorówce Nowej, nr r-ku 47 8094 0009 0000 0332 2000 0010 z dopiskiem „Darowizna na rzecz pogorzelców z Chodorówki Starej”. Pomoc rzeczowa: MGOPS w Suchowoli, tel. 85/ 72 29 409 lub 85/ 72 29 417