Na jaw wychodzi brutalna prawda. Urzędnicy z ratusza przetrzymują mieszkania, zamiast pozwolić wprowadzać się do nich ludziom od lat czekającym na lokale komunalne.
Rodzina Zatorskich mieszka w spartańskich warunkach. W ich mieszkaniu nie ma wody, kanalizacji, ogrzewania i prądu. - Od czterech lat jesteśmy na liście oczekujących na mieszkanie. Mamy wyrok eksmisji z domu, w którym teraz mieszkamy, a nie mamy gdzie się podziać - mówi zrozpaczona Mieczysława Zatorska (50 l.). - Urzędnicy tłumaczą nam, że jesteśmy na początku listy, ale mieszkania dla nas nie ma - dodaje.
Państwo Zatorscy już raz mieli przyznany lokal komunalny. Ale nie wprowadzili się do nowego mieszkania. Gdy mieli już odbierać klucze, urzędnicy zadecydowali, że mieszkania nie dostaną. - Najgorsze jest to, że to mieszkanie do dziś stoi puste - żali się Jacek Zatorski (51 l.).
Niestety, Urząd Miasta tłumaczy, że nie da się przyśpieszyć oczekiwania na mieszkanie. - Nawet jeśli rodzina sama zechce wyremontować mieszkanie, nie ma szans, żeby dostali lokum wcześniej. Obowiązują kolejki w dzielnicach - wyjaśnia Kinga Ciesielska z wydziału prasowego Urzędu Miasta.
Okazuje się jednak, że w stolicy na remont i zasiedlenie czeka... 1140 mieszkań. Ale urzędnicy nie spieszą się z ich przygotowywaniem dla nowych lokatorów. - My przyjmujemy informację o pustostanie i w ciągu trzech dni przesyłamy ją do Wydziału Zasobów Lokalowych. Oni wskazują osoby, które będą tam zasiedlone. Taka informacja trafia do nas i my na tej podstawie przeprowadzamy remont i zawieramy z tymi ludźmi umowę najmu po wpłaceniu kaucji - wyjaśnia Danuta Rochalska z Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami.
Co ciekawe, urzędnicy tłumaczą się, że w Warszawie nie ma wyremontowanych pustostanów. Ale to nieprawda. Nam udało się znaleźć rewelacyjne mieszkania z wymienionymi oknami, kafelkami i gładzią na ścianach, ale od dawna niezamieszkane. Jednak dla pracowników Ratusza to, że tysiące warszawiaków nie ma gdzie mieszkać, nie ma najmniejszego znaczenia.