TEST Ferrari California 4.3 460 KM 7AT: samochód, o którym się marzyło

2018-11-04 10:15 Zuzanna Krzyczkowska

Ferrari produkuje auta, o jakich w dzieciństwie marzy każdy. Marka spod znaku wierzgającego konia przez dekady pracowała na swoją renomę, a jej produkty stały się wyznacznikiem ekskluzywnych samochodów sportowych. Zatem gdy nadarzyła się okazja, by zasiąść za kierownicą Ferrari California, nie trzeba mnie było długo namawiać.

Historia samochodów spod znaku czarnego konia sięga 1938 roku. Wtedy Enzo Ferrari założył markę sygnowaną swoim nazwiskiem, a 9 lat później rozpoczęła się produkcja niesamowitych sportowych aut. Od 1969 r. aż do 2016 r. Ferrari należało do koncernu Fiata. Od dwóch lat jednak marka z Maranello należy do trzech niezależnych podmiotów: firmy Exor N.V. (22,91% udziałów), drugiego syna założyciela, Piero Ferrari (10% udziałów) i prywatnych akcjonariuszy (67,09% udziałów).

Choć Enzo Ferrari od 1929 roku prowadził stajnię wyścigową Scuderia Ferrari i odnosił znaczne sukcesy w wyścigach, marka zajmuje się produkcją nie tylko supersamochodów, które rolują asfalt pod kołami. W ofercie włoskiego producenta jest model, który choć nadal porywa sylwetką, przy bliższym poznaniu okazuje się znacznie łagodniejszy od reszty włoskiej stajni.

Ferrari California pojawiła się na rynku w 2008 roku. Mimo drobnej sylwetki, marka pozycjonuje tego roadstera jako GT, czyli Gran Turismo. Choć z reguły dziś tego określenia używamy w stosunku do praktycznych, czterodrzwiowych coupe, tu raczej chodzi o połączenie sportowych osiągów z wygodą umożliwiającą jazdę na co dzień, czy podczas dłuższych podróży. Bo do tego California (choć może się wydawać niepraktyczna), sprawdza się idealnie.

Ferrari California 4.3 490 KM 7AT
Autor: Zuzanna Krzyczkowska Ferrari California 4.3 490 KM 7AT Link: Przejdź do galerii

Czerwony jest najszybszy!

Przyznacie sami, że Ferrari po prostu MUSI być czerwone! To auto krzyczy i przyciąga wzrok przechodniów tak bardzo, że ubieranie go w smętne, maskujące odcienie nie miałoby najmniejszego sensu. California w czerwieni, z czerwoną skórzaną tapicerką szytą na zamówienie przez firmę Java Car Design, wygląda jak żywcem wyjęta z pocztówki przedstawiającej włoską, nadmorską promenadę.

Wbrew pozorom California nie jest zbyt duża. Auto mierzy 4563 mm, a więc jest tylko nieco dłuższa od Volkswagena Golfa. Przywyknąć jednak trzeba do szerokości, ponieważ włoski roadster ma aż 1,9 metra szerokości. California jest jednak niziutka – mierzy zaledwie 1308 mm, czyli człowiekowi o przeciętnym wzroście sięga ledwo ponad biodro.

Włoskie auta od zawsze mają w sobie to coś. Projektanci ze słonecznej Italii pozwalają sobie na więcej fantazji, niż nasi zachodni sąsiedzi, których auta są zawsze poprawne i do bólu praktyczne. Ferrari nie muszą być praktyczne – mają być piękne!

Ferrari California 4.3 490 KM 7AT
Autor: Zuzanna Krzyczkowska Ferrari California 4.3 490 KM 7AT Link: Przejdź do galerii

Nawet ma bagażnik!

Skoro California miała być autem do jazdy na co dzień, a nie tylko do bezlitosnego upalania na torze, musiała mieć w miarę sensowny bagażnik. I wypada w tym teście całkiem nieźle, ponieważ przestrzeń bagażowa pomieści 340 litrów. Chyba, że złożymy dach. Wówczas pojemność bagażnika zmniejszy się o 100 litrów.

W Californii znalazła się także tylna kanapa, a właściwie dwa osobne miejsca, które są głównie po to, by położyć tam torebkę, lub wizualnie sprawiać wrażenie bardziej przestronnego auta. Już samo wgramolenie się do drugiego rzędu siedzeń nie jest zbyt proste. Gdy już się to uda, trudno mówić o zajęciu rozsądnej pozycji. Nawet jeśli z przodu siedzą niewysokie osoby, miejsca z tyłu jest jak na lekarstwo. Może i California ma być włoskim Gran Turismo, ale zdecydowanie nie jest to "rodzinne" auto. Jego czteroosobowa charakterystyka występuje w zasadzie tylko "na papierze".

Ferrari California 4.3 490 KM 7AT
Autor: Zuzanna Krzyczkowska Ferrari California 4.3 490 KM 7AT Link: Przejdź do galerii

Taki sam, ale jednak inny

Z reguły każdy samochód (pomijając najróżniejsze szalone koncepty i modele studyjne) w środku wygląda tak samo. Kierownica, zegary, na desce rozdzielczej centrum multimedialne, pod prawą dłonią drążek zmiany biegów. I choć sporo z tych rzeczy w Californii znajdziemy, zaskoczył mnie brak lewarka skrzyni biegów – producent pozbył się nieestetycznego "patyka". Jednym z trzech okrągłych przycisków umieszczonych z przodu tunelu środkowego możemy przełączać skrzynię na bieg wsteczny, a jedynkę wrzucamy za pomocą prawej łopatki, umieszczonej za kierownicą.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Wsiadając za kierownicę Ferrari California, nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam, że będzie to auto o zupełnie innym charakterze od Seata Leona, którym pojechałam na spotkanie z włoskim rumakiem, ale też nie oczekiwałam złości i temperamentu rodem z GTR’a. California powinna być gdzieś pomiędzy. Pytanie tylko: gdzie?

Wrzucanie jedynki łopatką, to coś do czego chyba nie przywyknę. Ciągle intuicyjnie szukałam pod prawą ręką lewarka – na próżno. Po wciśnięciu przycisku START na kierownicy, który budzi auto do życia, mimo nogi na hamulcu czuć mocne szarpnięcie. Pierwszy bieg się załącza, a wy od razu czujecie, że auto spina się gotowe do drogi.

Ferrari California 4.3 490 KM 7AT
Autor: Zuzanna Krzyczkowska Ferrari California 4.3 490 KM 7AT Link: Przejdź do galerii

Już pierwsze chwile za kierownicą Ferrari California są zaskakujące. Auto jest elastyczne, łagodne, pedał przyspieszania nie przeraża nadgorliwą czułością, a obchodząc się z nim normalnie (ani delikatnie, ani nie depcząc go jak byśmy próbowali zdusić płomienie), California jest... zwykłym samochodem! Teoretycznie brzmi to jak rozczarowanie, ale czułam się zupełnie inaczej. Ferrari wydawało mi się nadprzyrodzonym samochodowym tworem, z którym podczas jazdy trzeba się będzie siłować, a tymczasem okazało się bardzo przyjaznym i przyjemnym w odbiorze autem. Każda chwila za kierownicą sprawiała, że czułam się coraz pewniej, a właściciel czerwonego rumaka siedzący na prawym fotelu zachęcał mnie do galopu.

Zdecydowanie dodając gazu, California budzi potencjał swojej wolnossącej V-ósemki. Pod maską znalazł się 4.3-litrowy ośmiocylindrowy "widlak", który generuje 460 KM. Silnik ten zaczerpnięto z modelu F430 i zestawiono z siedmiobiegową automatyczną skrzynią biegów. Co ciekawe występuje także odmiana z sześciobiegowym manualem, ale to ekstremalnie rzadkie połączenie.

California całą moc przekazuje na tylną oś, a czerwony rumak rozpędza się do 100 km/h w zaledwie 4,1 sekundy. Choć jest niesamowicie zwarta i dynamiczna, nie zachowuje się tak, jakby chciała cię zabić.

Ferrari California 4.3 490 KM 7AT
Autor: Zuzanna Krzyczkowska Ferrari California 4.3 490 KM 7AT Link: Przejdź do galerii

Coś, czym California zaskoczyła mnie najbardziej, to prowadzenie. Nie jest to auto, które będzie z tobą walczyć, z którym kierowca stale będzie musiał się siłować lub ściągać mu wodze. Najmniejsze Ferrari jest miłe, "miękkie" i niegroźne. Układ kierowniczy pracuje z przyjemnym, sportowym oporem, a magnetyczne zawieszenie fantastycznie radzi sobie z wybieraniem nierówności dróg, jednocześnie odpowiednio "napinając się" przy pokonywaniu łuków. Dzięki adaptacyjnym sterownikom, samochód stale ewoluuje, a amortyzatory dostosowują siłę tłumienia do aktualnej sytuacji. Choć zapewnia odpowiednią i bardzo przyjemną i pewną sztywność przy szybkim pokonywaniu zakrętów, nie wytrzęsie was jak worek kartofli, gdy gładki jak tafla wody asfalt ustąpi miejsca nieco bardziej nadgryzionym zębem czasu polskim drogom.

Auto marki Ferrari, swego rodzaju motoryzacyjny święty Graal, w przypadku Californii nie okazało się potworem, rumakiem z piekła rodem, którego nie sposób opanować. Wręcz przeciwnie – California jest wprost idealna do letnich przejażdżek i chwytania słońca przez otwarty dach. I choć pewnie mi nie uwierzycie, to dzięki niej polubiłam kabriolety.

Najnowsze