Dramat rodziców: Na pierwszą operację synka wzięli duży kredyt! Na drugą już nie dostaną pieniędzy

Kiedy dowiedzieli się, że będą mieli synka, skakali ze szczęścia! Niestety radość szybko się skończyła, bo dowiedzieli się, że dziecko będzie niepełnosprawne. Diagnoza? HEMIMELIA PROMIENIOWA, co po prostu oznacza, że w lewej rączce dziecko nie ma kości. W walce o jego zdrowie młodzi rodzice postanowili, że na pierwszą, nierefundowaną operację wezmą kredyt - 150 tysięcy złotych. Niestety to nie rozwiązało ich problemów, bo operacje muszą być jeszcze dwie, a zdolności kredytowej już nie mają. - Ja nie pracuję, bo zajmuję się synkiem, a mój mąż ma sklep, który przez pandemię ledwo nie zbankrutował - tłumaczy Małgorzata Matlak spod Ujścia. Rodzice zbierają pieniądze przez fundację, ale wciąż brakuje im bardzo dużo.

Dramat młodych rodziców
Autor: Archiwum prywatne Dramat młodych rodziców

Takich historii w internecie, prasie, w mediach społecznościowych jest bardzo dużo. Rodzice jeszcze w ciąży dowiadują się, że ich dziecko urodzi się z poważną wadą. I choć radość z przyjścia na świat potomka jest bardzo duża, to strach o jego życie przysłania wszystko. Tak było i tym razem.

Mały Antek urodził się bez kości promieniowej lewej rączki. - Rączka jest o połowę krótsza i ma tylko cztery paluszki - opisuje mama. Chłopiec nie jest w stanie tą rączką niczego chwycić. Dlatego rodzice zwrócili się o pomoc do dra Paleya - światowej sławy chirurga, który operuje z wielkimi sukcesami także polskie dzieci. Niestety, operacje u niego są bardzo drogie. - Polscy lekarze nie zaproponowali nam tego, co doktor Paley, wręcz przeciwnie, było niebezpieczeństwo, że dojdzie do martwicy kości - mówi mama Antka.

CZYTAJ: Mała Julka choruje tak jak jej brat! Ty też możesz jej pomóc!

Rodzice Antka zbierają pieniądze na kosztowną operację
Autor: Archiwum prywatne Rodzice Antka zbierają pieniądze na kosztowną operację

Pierwszą operację trzeba było wykonać do końca drugiego roku życia Antka. - Dlatego poszliśmy do banku i wzięliśmy duży kredyt na tę operację: 150 tysięcy złotych - mówi mama chłopca. Wszystko poszło zgodnie z planem i lekarze przygotowali rękę do kolejnych zabiegów, ale to dopiero początek problemów rodziny. - Teraz potrzebujemy pieniędzy na kolejną operację, a to koszt prawie 280 tys. złotych - mówi zmartwiona pani Małgorzata. Niestety, żaden bank nie chce im już dać pieniędzy. - Nie mamy zdolności kredytowej, ja nie pracuję zawodowo, bo zajmuję się Antkiem, a sklep taty Antka nie przynosi kokosów - trzeźwo ocenia sytuację mama Antka. Tymczasem druga operacja musi się odbyć niedługo. Lekarze przesuną pierwszy paluszek w rączce Antka tak, żeby przejął funkcję kciuka. - Dzięki temu będzie chwytał przedmioty - cieszy się mama.

Rodzina postanowiła poprosić o pomoc darczyńców. - Tylko dzięki ludziom dobrej woli jesteśmy w stanie sprawić, żeby nasz synek miał zdrową rączkę - mówi pani Małgorzata i prosi wszystkich o wsparcie. Pomóc można TUTAJ. Rodzinie brakuje jeszcze 70 tys. złotych...

Stracili majątek swojego życia w pożarze hali

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki