To była krwawa rozprawą z ukochaną. Spawacz-zazdrośnik rzucił się na Natalię z nożem

To był krwawa rozprawa z ukochaną, z którą miał ledwie dwuletnie dziecko. Owładnięty szałem i zazdrością Przemysław W. rzucił się z nożem na Natalię K. (+31 l.). Zadał nim aż kilkanaście ciosów. Przebił płuca, wątrobę, rozciął żyły. Kobieta nie miała szans przeżyć ataku. Dramat rozegrał się w Raciborzu na Śląsku, a dziś mężczyzna stanął przed sądem oskarżony o zabójstwo partnerki. Zdaniem samego podsądnego to była zbrodnia w afekcie, a przyczyną tragedii była zdrada Natalii.

Zabił narzeczoną. Potem zgłosił się na policję

Był wieczór 6 października ub. r., gdy Przemysław W. (45 l.) wszedł na policję w Raciborzu i spokojnym głosem powiedział dyżurnemu, że zabił swoją dziewczynę. W tym czasie w jego mieszkaniu przy Drzymały w Raciborzu ciało kobiety już ostygło. Taki był finał burzliwego związku mężczyzny z Natalią K.

Kobieta była jego partnerką, a nawet, jak on dziś utrzymuje, narzeczoną. Wychowywali synka – Oskarka (2 l.). Tylko w związku się nie układało. Mnożyły się awantury, a Natalia kilka miesięcy wcześniej poznała 30-letniego Kamila i pomiędzy nimi wywiązał się romans. Przemysław W. dowiedział się o tym.

Dziś w sądzie matka ofiary Danuta K. zeznała, iż ona sama powiedziała Przemysławowi, że Natalia ma innego mężczyznę. Sam oskarżony nieco inaczej widzi dziś sprawę. Utrzymuje, że bezpośredni dowód zdrady uzyskał dopiero dzień przed zabójstwem – w niedzielę 5 października. Zapytany po odczytaniu aktu oskarżenia czy przyznaje się do winy odpowiedział nader enigmatycznie.

Przeczytaj także: Pożar na torach! Ciężarówka wypadła z drogi i stanęła w płomieniach

- Nie jestem w stanie jednoznacznie przyznać się do tego, co się wydarzyło – zaczął swe wyjaśnienia Przemysław W. – Nie pamiętam wszystkiego, co się tamtego dnia wydarzyło, dlatego nie jestem wstanie ustosunkować się do zarzutów w sposób zero-jedynkowy. Opiszę przebieg, jak to wyglądało – po tych słowach oskarżony się zaciął na dłuższą chwilę, jego obrońca tłumaczył to silnym stresem i przeżyciem emocjonalnym.

Oskarżony opisał przebieg zbrodni

Kiedy Przemysław W. nieco ochłonął zaczął opowiadać, jak doszło do zabójstwa. Była niedziela, na dzień przed morderstwem, gdy dostał od Natalii zdumiewającą z jego punktu widzenia propozycję.

- Jak nigdy Natalia zapytała, czy nie chcę pojechać z synem do babci na cmentarz. Wydawało mi się to bardzo podejrzane, bo o zazwyczaj odmawiała mi zabierania syna, musiałem się prosić. A tutaj propozycja wyszła od niej. Zadzwoniłem od mamy, czy nie chce jechać do Jastrzębia Zdroju na cmentarz. To było po południu, mama powiedziała, że pojedzie. Przekładałem fotelik z jednego auta do drugiego. I zostawiłem w samochodzie mojej narzeczonej, załączony telefon z funkcją nagrywania - mówił w stronę sądu oskarżony Przemysław W.

Mężczyzna następnie pojechał na wspomniany cmentarz.

- Byliśmy pod stałą kontrolą, Natalia pytała o której wrócę - dodaje mężczyzna. - Wyjazd był też podyktowany tym, że narzeczona powiedziała, że musi pilnie wyjechać ze swoją mamą do babci. Wracając z Jastrzębia miałem od narzeczonej telefon, czy bym nie pojechał jeszcze z Oskarem do sali zabaw w Wodzisławiu Śl. Pojechałem, ale to jeszcze bardziej dało mi do myślenia, że coś jest na rzeczy, że ona nie chce, żebym wrócił za wcześnie do domu - kontynuował Przemysław.

Oskarżony kontynuował opowiadanie historii tego, jak doszło do brutalnego zabójstwa Natalii.

Przeczytaj także: Największa hałda w Europie wciąż sprawia problemy. Miasto wydało ostrzeżenie

- Pod wieczór wróciliśmy do domu, był u zmierzch, czekaliśmy z Oskarkiem pod klatką, Natalii jeszcze nie było w domu. Była 18-19, gdy podjechała. Zabrała Oskara. Ja w tym czasie zabrałem telefon z jej auta. Wieczór spędziliśmy normalnie. To była niedziela. W poniedziałek Oskarek miał po raz pierwszy pójść do żłobka. Natalia płakała, bała się czy za szybko go nie puszczamy. Przytuliła się do mnie, widziałem, że jest tą sytuacją rozbita, zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziałem, że damy radę i poszliśmy spać. Rano wstałem, poszedłem do pracy - mówi Przemysław W. Jak sam dodaje, nie mógł wytrzymać i w końcu zdecydował się przesłuchać nagranie z telefonu.

- Tam usłyszałem, że wcale nie była u babci, tylko u swego kochanka, opowiadała, jak tam jest jej cudownie, jaki ja jestem zły, o tym, że rodzice od tamtego mężczyzny jeszcze nie wiedzą, jaka ona jest. Taka rozmowa między nią a koleżanką. Po odsłuchaniu nagrania nie mogłem pracować, kolega wyręczał mnie z moich zajęć, bo widział, że coś jest nie tak. Miałem wysokie ciśnienie, zmierzyłem, ale nie pamiętam, jakie konkretnie było – ciągnął Przemysław W.

Nim mężczyzna zakończył pracę kilka razy kontaktowała się z nim partnerka.

- Natala się próbowała ze mną skontaktować, wysyłała mi zdjęcia Oskarka ze żłobka. Po jakimś czasie do mnie zadzwoniła. Wyczuła, że coś jest ze mną nie tak, dopytywała, ale nie chciałem jej powiedzieć, co się stało. Próbowała kilka razy. Ja byłem przy maszynach, nie chciałem też z nią rozmawiać. Po pracy udałem się do rodziców, ryczałem cały czas, nie mogłem się pogodzić z tym, czego się dowiedziałem z tego nagrania. Poszedłem spać. Natalia próbowała się do mnie dobijać, do moich rodziców. Wstałem po iluś godzinach. Jak się wyspałem i wypłakałem. Postawiłem, że wracam do domu – opowiadał W.

Narzeczony czekał na Natalę w domu. Wtedy doszło do zbrodni

Po jakimś czasie Natalia wróciła do domu, gdzie już czekał Przemysław W. To był początek dramatu.

- Od samego wejścia zaczęła się awantura, jak tylko zamknęły się drzwi. Słyszałem, jakim jestem chu... ojcem, bo się nie interesuję dzieckiem, co pierwszy raz był w żłobku. Poprosiłem żeby dała mi syna na ręce, poszedłem do jego pokoju. Na lampie i na ścianie wisiały balony, zawieszone po jego urodzeniu. Wszedłem na łóżko, podniosłem Oskarka, który zaczął się nimi bawić. Natalia chciała bym oddał jej dziecko. Wyrwała mi go z rąk i kontynuowała kłótnię. Nie wytrzymałem i powiedziałem, jej że wiem, gdzie była wczoraj, że nie była u babci, że ma się wyprowadzić, że nie będzie się puszczać i że ma się wyprowadzić do piątku. Usłyszałem wtedy od niej: „będę się ruc*ać nawet pod klatką i ch... ci do tego.” I to są ostatnie słowa, które pamiętam. Nie wiem, czy pękło mi serce, czy załamałem się wtedy nerwowo. Nie wiem co się po tym stało – twierdzi oskarżony mężczyzna.

Wtedy doszło do morderstwa. W. pochwycił nóż i zadawał Natalii kolejne ciosy. Kiedy skończył dziewczyna była podziurawiona jak sito. Nie wiadomo jak długo trwał ten amok.

Przeczytaj także: 2-letni Szymon umierał w męczarniach, z bólu odgryzł sobie wargę. Rodzice wrzucili go do stawu na oczach rodzeństwa

- Po jakimś czasie, „obudził” mnie płacz Oskara. Podszedłem od łóżeczka, coś tam powiedziałem, nie pamiętam słów, przytuliłem go, wziąłem na ręce, później zrobiłem mu mleko. I jeszcze mleczko sobie pił. Płakałem. Wziąłem telefon. Zadzwoniłem chyba do mamy. Powiedziałem, żeby przyjechali po Oskara. Pytali co się stało, odpowiedziałem, że prawdopodobnie zabiłem Natalę. Przyjechała siostra z tatą. Spakowałem rzeczy Oskara, jakieś takie z szafki. Pojechaliśmy do rodziców. Zapominałem o maskotce bez której Oskar nie zasypia i po nią wróciłem. Płakałem cały czas, darłem się w niebo głosy. Chciałem popełnić samobójstwo. Mam z siostrą prosiły, żebym tego nie robił. Pożegnałem się z dzieckiem, z siostrą, rodzicami i z chrześnicą. Obiecałem, że nic sobie nie zrobię, tylko pojadę na policję. Pojechałem i przedziałem co zrobiłem. Dostali ode mnie klucze i pojechali na mieszkanie. To wszystko co pamiętam z tego dnia – zakończył 45-latek.

ATAKI NOŻEM W SZKOŁACH. JANUSZ KORWIN-MIKKE RADZI

Zdrada doprowadziła do straszliwej zbrodni?

Zdaniem Przemysława W. romans Natalii był już zaawansowany. Dopytywany przez obrońcę Jarosława Lamparta powiedział, że jego partnerka już się z tym wówczas nie ukrywała.

- Natalia nie zaprzeczyła, że spotyka się z innym mężczyzną. Powiedziała mi, że „ch... mnie to obchodzi”. Wcześniej też dochodziło z jej strony do zdrady, spotykała się z innymi mężczyznami. Wtedy to ukrywała. Raz jej koleżanka mnie o tym poinformowała, że ona nadal się spotyka ze swoim byłym chłopakiem. Zmieniała partnerów, wielokrotnie mnie zdradzała - mówił przed sądem oskarżony.

- To rzutowało na naszą rodzinę, którą chciała z mną stworzyć, a potem jakby się jej odwidziało. Niespełna miesiąc po urodzeniu Oskara potrafiła mi powiedzieć, że to, że mamy syna nie znaczy, że jesteśmy z rodziną. Mówiła, że jedzie do kina, a okazywało się, że spotyka się z kochasiem. Umawiała się na całe noce i wracała nad ranem. Ja nie maiłem problemu by zostać z dzieckiem jako ojciec. Rozmailiśmy wielokrotnie o tym, mówiła, że ona musi odreagować. Dochodziło na tym tle do awantur. Coraz gorzej sobie z tym radziłem. Tydzień lub dwa zachowujemy się jak normalna, kochająca rodzina i nagle jest zmiana no 180 stopni. Wszystko jest na nie. Straszenie, że zabierze mi dziecko, że go nie zobaczę, że mnie zniszczy i góra epitetów – dodawał mężczyzna.

Przeczytaj także: Chciał być jak Hitler. 18-latek publikował nazistowskie treści na tik-toku. "Nawoływał do ludobójstwa"

Przemysław W. twierdzi, że ostrzegał służby

Przemysław W. utrzymuje, że nim doszło do tragedii próbował swoją sytuacją zainteresować organy ścigania. Zaczął też nagrywać domowe awantury.

- Byłem na policji ok. 20 razy z nagraniami tych awantur. Już się nauczyłem, żeby wracając do domu włączyć dyktafon, bo nie wiedziałem czego mam się spodziewać, jak wejdę. Policjant powiedział mi, że to może być znęcanie się nade mną. Byłem w prokuraturze, ale okienko otworzyło się na 20 cm i usłyszałem, że mam wypełnić formularz. Potem okienko się zamknęło. Byłem w opiece społecznej. Tam też zostałem wyśmiany i spławiony, bo 43-letni chłop nie może być bity, wyśmiewany i opluwany przez kobietę – wyliczał Przemysław W.

Po jednej z wielu kłótni W. miał oświadczyć partnerce, żeby się wyprowadziła, a jeśli tego nie zrobi to złoży stosowny wniosek do sądu. Było to jeszcze gdy kobieta była w ciąży. W. poszedł do sądu i wniosek o eksmisję złożył, ale do wyprowadzki nie doszło.

- Jak Natalia dostała mój pozew, to była ogromna awantura. Powiedziała, że złoży wniosek o alimenty 2000 zł i że dziecka nawet nigdy nie zobaczę, bo nie powie mi kiedy urodzi. Po tym zaszantażowaniu poszedłem do tego sądu, skłamałem i powiedziałem, że się wyprowadziła, żeby wycofać ten wniosek – opowiadał oskarżony.

Zeznawała również matka zamordowanej Natalii

Po Przemysławie W. zeznania złożyła matka ofiary Danuta K. Kobieta przyznała, że w niedzielę poprzedzającą zabójstwo, kiedy Natalia miała rzekomo z nią jechać na cmentarz raczej się nie spotkały.

– Nie pamiętam już, czy córka u mnie tego dnia była, ale na pewno nie byłyśmy razem na cmentarzu. Przemek o romansie córki wiedział. Ja mu o tym powiedziałam, choć nie mówiłam mu o kogo chodzi. Córka potem była na mnie za to zła, że mu powiedziałam. Ja jej mówiłam, żeby zakończyła jeden związek, nim zacznie drugi. Ona powiedziała mi, że była poważna rozmowa między nią a Przemkiem, i dogadali się, że ona do końca roku się od niego wyprowadzi – zeznawała Danuta K. – Moim zdaniem już wówczas nie byli w związku. Mieszkali razem, ale byli osobno. Nie było między nimi relacji partnerskiej. Natalia była przez jakiś czas zaręczona z Przemkiem, ale potem ona zerwała zaręczyny i oddala pierścionek, Rozpad ich związku nastąpił jeszcze nim poznała mężczyznę, z którym miała romans – podkreśliła matka ofiary.

Kobieta dodała, ze Przemysław W. miał również założoną niebieską kartę. Procedura została wdrożona, gdy w czasie jednej z kłótni mężczyzna miął ją uderzyć i podduszać, a Natalia K. była wówczas w ciąży. Kobieta powiedziała o tym swojej mamie, ale nie zadzwoniła na policję.

– Bała się. Mówiła mi, że jak on się o tym dowie, to ją zabije – przekonywała. Dopiero matka Natalii zdecydowała się powiadomić o pobiciu służby.

Przeczytaj także: Częstochowa szykuje się do referendum. Los prezydenta i rady w rękach mieszkańców

Przed sądem stanął również kochanek ofiary

Przed sądem stanął też Kamil H. (30 l.), To mężczyzna, który romansował w Natalią kilka miesięcy przed jej zabójstwem. Jak mówił, poznali się w internecie 30 maja ub. r. Coraz więcej do siebie pisali i w końcu się spotkali po raz pierwszy na stacji benzynowej.

– Po spotkaniu nasze kontakty stawały się coraz częstsze. Wiedziałem, że Natalia ma z nim dziecko i że mieszka u niego. Powiedziała mi też, że z tego związku z Przemkiem nic nie będzie. Nie wiem, czy oskarżony wiedział o naszej relacji. Pamiętam jednak, że Natalia mówiła, że się go boi. Zwłaszcza bała się jego wzroku. On bywał agresywny. Mówiła, ze to psychopata. Dwa dni przed tragedią zaproponowałem, żeby Natalia przeprowadziła się do mnie do domu. Mieszkam z rodzicami. Wcześniej poznałem ich z Natalią. Powiedziałem, że się spotykamy od kilku miesięcy i chcemy rozpocząć wspólne życie – stwierdził Kamil H.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI