30 sierpnia – to właśnie wtedy po raz ostatni widziano Emilię Koprowską. Kobieta bawiła się z mężem na festiwalu w Darłowie, gdzie słuchali muzyki techno. W pewnym momencie między małżonkami doszło do kłótni. Później Emilia wsiadła do taksówki, a następnie wysiadła w pobliżu wydm. Od tamtej pory nie ma z nią kontaktu.
Po zaginięciu kobiety uwagę zwracało zachowanie jej męża. Krystian Koprowski miał kilkakrotnie zmieniać wersję wydarzeń z czasu poprzedzającego zaginięcie żony. Dobrowolnie poddał się badaniu na wariografie, potocznie nazywanym wykrywaczem kłamstw. Nie było to jednak badanie zlecone przez prokuraturę, dlatego nie można traktować go jako oficjalnego dowodu w prowadzonym śledztwie.
Badanie przeprowadzono za zgodą mężczyzny. Sam wynik wariografu nie przesądza jednak o tym, czy dana osoba ma związek ze sprawą.
Badanie na wariografie nie może być bezpośrednim dowodem – mówi reporterowi „Super Expressu” prokurator Ewa Dziadczyk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. – Jestem prokuratorem od 32 lat i po raz pierwszy w okręgu koszalińskim stykam się z badaniem na wariografie.
Dla śledczych ważne pozostają również inne ślady. Chodzi między innymi o telefon i plecak Emilii, które rolnik znalazł na swoim polu. Ustalono, że przedmioty należały do zaginionej kobiety.
Specjalistom udało się uzyskać dostęp do telefonu i dotrzeć do części jego zawartości. Nie wszystkie dane udało się jednak odzyskać, a sprawa zaginięcia Emilii Koprowskiej wciąż pozostaje niewyjaśniona.