Firma nie oddała im 650 tys. zł pożyczek! „Nie straciłam tylko pieniędzy, ale także poczucie bezpieczeństwa i zaufania do ludzi

Miały być wysokie zyski i bezpieczna przyszłość. Zamiast tego jest strach, rozpacz i walka o odzyskanie oszczędności. Pani Anna i pani Wiesława powierzyły warszawskiej firmie łącznie 650 tys. zł. Dziś nie mogą odzyskać swoich pieniędzy, a przedsiębiorstwo złożyło wniosek o ogłoszenie upadłości. Poszkodowanych może być znacznie więcej.

Kobieta z zasłoniętą twarzą na tle spadkowych wykresów giełdowych i monet. O utracie 650 tysięcy złotych przeczytasz na SE.
Autor: Shutterstock; fot. Maciej Gos

Imiona poszkodowanych i byłych pracowników zostały zmienione na ich prośbę.

Dla jednej te pieniądze miały oznaczać własne mieszkanie i zabezpieczenie przyszłości dwuletniego dziecka. Dla drugiej spokojniejszą emeryturę. Obie zaufały warszawskiej spółce MENGS Inwestycje. Obie podpisały umowy, zadbały też o zabezpieczenie notarialne. Dziś żadna nie wie, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swoje oszczędności.

Mechanizm takich inwestycji jest z pozoru prosty. Firma pozyskuje od klientów kapitał, za który kupuje i remontuje nieruchomości, a następnie sprzedaje je lub wynajmuje, dzieląc się zarobkiem z inwestorami. W zamian za powierzone pieniądze klienci mogą otrzymywać ustalone wcześniej odsetki lub część wypracowanego zysku.

Tyle teoria. W przypadku naszych rozmówczyń rzeczywistość okazała się brutalna.

Sprzedała mieszkanie. Pół miliona złotych nie wróciło

Pani Anna jest matką dwuletniego dziecka. Sprzedała swoją kawalerkę i planowała kupić kolejne mieszkanie. Do wymarzonej nieruchomości brakowało jej kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ponieważ wcześniej była na urlopie macierzyńskim i miała zawieszoną działalność gospodarczą, musiała poczekać kilka miesięcy, zanim mogła ubiegać się o kredyt. Nie chciała jednak, żeby pół miliona złotych przez ten czas bezczynnie leżało na koncie.

Zdecydowała się powierzyć pieniądze spółce MENGS Inwestycje. Nie była to przypadkowa decyzja. W firmie od lat pracował jej znajomy. Co więcej, około pięciu lat wcześniej kobieta pożyczyła już temu przedsiębiorstwu 100 tys. zł. Wtedy wszystko przebiegło bez problemów. Pieniądze z zyskiem wróciły na czas.

Stwierdziłam, o ironio, że to będzie najbezpieczniejsza, najlepsza opcja – wspomina dziś z goryczą.

W grudniu 2025 r. podpisała kolejną umowę. Tym razem na pół miliona złotych, z oprocentowaniem 11 proc. Pożyczka miała zostać spłacona w połowie czerwca 2026 r. Umowę zabezpieczono notarialnie, a spółka dobrowolnie poddała się egzekucji w razie niewywiązania się ze zobowiązań.

Przez kolejne miesiące nic nie wskazywało, że z pieniędzmi może być problem. Dopiero około dziesięciu dni przed terminem spłaty przedstawiciel firmy poinformował kobietę, że nie otrzyma pieniędzy na czas. Zaproponowano jej odroczenie spłaty o dwa lata!

Dla kobiety, która potrzebowała pieniędzy na zakup mieszkania, było to nie do przyjęcia. Odmówiła podpisania aneksów. Później, jak relacjonuje, firma obiecała jeszcze zwrot środków do końca września. Minął jednak kolejny termin, a na jej konto nie wpłynęła ani złotówka.

Nie jestem w stanie z nimi w żaden sposób się skontaktować. Na maile nie odpowiadają, telefony są zrzucane – opowiada.

Konsekwencje mogą być dramatyczne. Pani Anna nie ma już własnego mieszkania, a pieniądze miały stanowić zabezpieczenie przyszłości jej i dziecka. Co gorsza, obawia się również dodatkowego obciążenia podatkowego.

W Polsce sprzedaż nieruchomości przed upływem pięciu lat, liczonych od końca roku jej nabycia, co do zasady wiąże się z koniecznością zapłaty 19 proc. podatku od uzyskanego dochodu. Można jednak skorzystać z ulgi mieszkaniowej, jeżeli pieniądze ze sprzedaży zostaną przeznaczone na własne cele mieszkaniowe w ciągu trzech lat od końca roku, w którym sprzedano nieruchomość.

I tu pojawia się kolejny problem. Bez odzyskania pół miliona złotych pani Anna nie będzie miała za co kupić mieszkania. Obawia się, że nie tylko straci dostęp do całych swoich oszczędności, ale jeszcze będzie musiała zapłacić podatek od sprzedaży poprzedniej kawalerki.

Zamiast realizować plan zakupu mieszkania, próbuje teraz odzyskać pół miliona złotych. Skierowała już dokumenty do sądu, licząc, że uda jej się rozpocząć egzekucję należności.

„To był mój pomysł na emeryturę”. Straciła coś więcej niż pieniądze

Równie dramatyczna jest historia pani Wiesławy. W 2025 r. kobieta otrzymała spadek w wysokości około 150 tys. zł. Były to niemal wszystkie jej oszczędności, pieniądze, które miały zapewnić jej bezpieczeństwo na przyszłość.

O możliwości inwestycji dowiedziała się od agenta nieruchomości, z którym wcześniej współpracowała. Polecił jej firmę, w której inny dział zajmował się inwestowaniem pieniędzy klientów. Kobieta skontaktowała się z przedstawicielami przedsiębiorstwa i uzgodniła warunki.

Oferta wyglądała kusząco: 13 proc. oprocentowania, roczna umowa i wypłata zysków co trzy miesiące. Podobnie jak pani Anna, podpisała również dokumenty u notariusza.

Początkowo wszystko działało. Pierwszą wypłatę odsetek otrzymała bez problemów. Dwie następne wprawdzie się opóźniały, ale ostatecznie pieniądze trafiały na jej konto. Zyski pozwoliły jej na kilka dodatkowych zakupów i wycieczkę. Samych 150 tys. zł nie zamierzała jednak wydawać.

Te pieniądze traktowałam jak zabezpieczenie, pomysł na emeryturę. Nie mam innych znaczących oszczędności – opowiada.

Potem sytuacja zmieniła się w koszmar. Ostatniej wypłaty odsetek już nie otrzymała. Co znacznie gorsze, firma nie zwróciła również pieniędzy, które jej powierzyła.

W maju kobieta zażądała zwrotu należności, kierując przedsądowe wezwanie do zapłaty. Bez skutku. Później dowiedziała się, że firma wystąpiła o ogłoszenie upadłości. Próby kontaktu z przedsiębiorstwem również nie przynoszą rezultatu. Jak twierdzi, nikt nie odpowiada na jej wiadomości ani telefony.

Kiedy dotarło do niej, że może już nigdy nie zobaczyć swojego spadku, wpadła w panikę. Od tamtej pory żyje w nieustannym stresie. Przyznaje, że cała sytuacja odbiła się również na jej zdrowiu.

Nie straciłam tylko pieniędzy, ale także poczucie bezpieczeństwa i zaufania do ludzi – mówi.

Firma tonęła w długach? Byli pracownicy ujawniają problemy

Z ustaleń „Super Expressu” wynika, że problemy przedsiębiorstwa mogły narastać od dłuższego czasu. Pan Tomasz, jeden z byłych pracowników MENGS, uważa, że nie doszło do zaplanowanego oszustwa, lecz do finansowej katastrofy firmy. Jak relacjonuje, już wcześniej pojawiały się opóźnienia w wypłatach, ograniczano wydatki i zatrudnienie. Niektóre inwestycje w nieruchomości miały też przynosić straty zamiast oczekiwanych zysków.

Moim zdaniem firma od dwóch lat zaliczyła jazdę w dół – ocenia były pracownik.

Jeszcze poważniej sytuację przedstawia pan Paweł, który również pracował w MENGS. Twierdzi, że przedsiębiorstwo zalega mu z wypłatą kilkudziesięciu tysięcy złotych. Zgodził się poczekać na wynagrodzenie, ponieważ kierownictwo zapewniało go, że dostępne pieniądze zostaną w pierwszej kolejności przeznaczone na spłatę klientów. Sam pośrednio kierował ich do inwestycji i chciał, żeby odzyskali swoje oszczędności. Ostatecznie, jak twierdzi, pieniędzy nie dostali ani jego klienci, ani on sam.

Zależało mi, żeby moi klienci otrzymali należne pieniądze. Czuję się współodpowiedzialny za ich sytuację, ponieważ to ja pośredniczyłem w podpisaniu umów. Reprezentowałem firmę – mówi.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się również, że dział nieruchomości MENGS został niedawno zamknięty.

Sprawa może mieć znacznie większą skalę. W Krajowym Rejestrze Zadłużonych ujawniono postępowania dotyczące wniosków o ogłoszenie upadłości trzech powiązanych spółek: MENGS, MENGS Inwestycje oraz TP Venture. Wszystkie zarejestrowano 7 października 2026 r.

Przedsiębiorstwa są powiązane właścicielsko i personalnie. W zarządach wszystkich trzech zasiadają Mateusz Pudzianowski i Jan Michał Tchórzewski. Obaj posiadają po połowie udziałów w TP Venture, która jest jedynym właścicielem MENGS Inwestycje. Są też udziałowcami MENGS, wraz z trzecim wspólnikiem, Łukaszem Pakułą.

Na razie nie wiadomo, ilu klientów oczekuje na zwrot pieniędzy i jaka jest łączna kwota zobowiązań.

Firma zabrała głos. Kiedy odda pieniądze? Nie wiadomo

Zwróciliśmy się do zarządu MENGS Inwestycje z pytaniami o sytuację poszkodowanych. Przedsiębiorstwo potwierdza problemy finansowe i przyznaje, że nie było w stanie dotrzymać terminów wynikających z części zawartych umów.

Sytuacja finansowa Spółki spowodowała, że realizacja części zobowiązań w pierwotnie ustalonych terminach nie była możliwa – czytamy w odpowiedzi zarządu MENGS Inwestycje, pod którą podpisał się Mateusz Pudzianowski, członek zarządu i dyrektor sprzedaży ds. nieruchomości.

Firma potwierdziła również złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Zastrzegła, że nie oznacza to jeszcze samego ogłoszenia upadłości, ponieważ decyzja należy do sądu.

A co z pieniędzmi klientów? Tutaj odpowiedź jest znacznie mniej uspokajająca.

Ewentualny sposób oraz zakres zaspokojenia wierzycieli będą zależeć od dalszego przebiegu postępowania, rozstrzygnięć sądu oraz rzeczywistego stanu majątkowego Spółki – informuje zarząd. Dodaje również, że „na obecnym etapie nie jest możliwe odpowiedzialne wskazanie konkretnych terminów zwrotu środków”.

Spółka nie podaje więc terminu spłaty zobowiązań. Nie zapewnia również, że klienci w ogóle odzyskają całość powierzonych jej pieniędzy.

Teraz o dalszych losach przedsiębiorstwa zdecyduje sąd. Będą procedury, dokumenty, ustalanie wartości majątku i możliwości zaspokojenia wierzycieli. Za tymi urzędowymi określeniami kryją się jednak prawdziwe ludzkie dramaty.

Dla pani Anny pół miliona złotych miało oznaczać własne mieszkanie i spokojniejszą przyszłość dziecka. Dla pani Wiesławy 150 tys. zł odziedziczonego spadku było zabezpieczeniem na starość. Dziś obie żyją w niepewności, czy kiedykolwiek odzyskają swoje pieniądze. A czas mija.

Jeżeli są inne osoby, które powierzyły pieniądze firmie MENGS Inwestycje i mają problemy z ich odzyskaniem, prosimy o kontakt z redakcją „Super Expressu”. Nasze rozmówczynie chcą połączyć siły z pozostałymi poszkodowanymi, aby wspólnie walczyć o odzyskanie swoich pieniędzy.

Szerszeń azjatycki pojawił się w Polsce, w podkrakowskiej wsi Wielka Wieś

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI