Martyna znała go całe życie. Otworzyła drzwi Kamilowi, który zamordował ją dla 90 złotych

2026-02-10 13:27

Znali się niemal całe życie. Dorastali w tym samym bloku, mijali się na klatce schodowej, rozmawiali jak dobrzy sąsiedzi. Martyna S. († 21 l.) nie miała najmniejszych powodów, by bać się Kamila P. W lutowy poranek 2014 roku otworzyła mu drzwi swojego mieszkania. Kilkanaście minut później leżała martwa w wannie, zadźgana nożem. Zginęła, bo jej sąsiad nie miał pieniędzy na narkotyki.

Do dramatu doszło w bloku przy ul. Chłodnej na warszawskiej Woli. Kamil P. mieszkał w tej samej klatce schodowej co Martyna. Dziewczyna zajmowała mieszkanie na ostatnim piętrze razem z mamą. Drzwi w drzwi ze swoim przyszłym oprawcą.

Był czwartek, 6 lutego 2014 roku. Wcześnie rano do drzwi Martyny ktoś zapukał. Gdy zobaczyła, że to Kamil, bez wahania wpuściła go do środka. Czuła się przy nim bezpiecznie, choć zauważyła, że sąsiad jest wyraźnie roztrzęsiony. Nie wiedziała, że za chwilę wydarzy się coś, co na zawsze zniszczy jej rodzinę.

Jak później ustalili śledczy, Kamil P. całą noc zażywał mefedron. Gdy nad ranem się ocknął, cały się trząsł. Chciało mu się palić i ćpać, ale nie miał pieniędzy. − W nocy z 5 na 6 lutego całą noc zażywałem mefedron. Rano cały się trząsłem, chciało mi się palić i ćpać, ale nie miałem pieniędzy. Matka nie chciała mi nic pożyczyć, a ja w głowie ciągle słyszałem głos, że mam zdobyć pieniądze na narkotyki. Dlatego wziąłem z kuchni nóż i poszedłem do sąsiadki na górę − zeznawał.

Martyna po krótkiej rozmowie poszła do łazienki. Szykowała się do pracy, nie spodziewając się żadnego zagrożenia. W tym czasie Kamil został sam w mieszkaniu. W ręku trzymał kuchenny nóż. Chwilę później podszedł do dziewczyny od tyłu.

Zaszedłem ją od tyłu, wbiłem jej nóż w plecy, a później w szyję. Martyna wpadła do wanny, broniła się − opowiadał później w sądzie.

Dziewczyna walczyła o życie. Krzyczała, próbowała się bronić, ale była bez szans. Kamil wymachiwał nożem, zadając kolejne ciosy. W końcu Martyna przestała się ruszać.

W pewnym momencie przestała krzyczeć i się ruszać − relacjonował dalej oskarżony.

Zamiast wezwać pomoc, Kamil zostawił ciało w łazience i przeszedł do pokoju. Zaczął przeszukiwać mieszkanie w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów. Znalazł kilka pierścionków oraz bransoletkę. Chciał je spieniężyć w lombardzie, by mieć za co kupić narkotyki.

Jednak, jak się później okazało… chłopak nie był sam. Pomogły mu dwie koleżanki.

Andżelika i Karolina kazały mi o wszystkim zapomnieć i iść się naćpać. Pomogły mi wyrzucić zakrwawione ubrania, a później sprzedaliśmy jeden z pierścionków za 90 zł. Kupiliśmy za to działkę mefedronu − zeznał. Dopiero po pewnym czasie dotarło do niego, co zrobił.

Gdy zrozumiałem, co zrobiłem, zacząłem płakać. Chciałem utopić się w Wiśle, ale w końcu do wody rzuciłem tylko nóż, którym zabiłem Martynę − mówił.

Makabrycznego odkrycia dokonała matka Martyny, gdy wróciła z pracy. Drzwi mieszkania były otwarte. Gdy weszła do środka, zobaczyła spokojne lokum zamienione w miejsce zbrodni. Ciało jej córki leżało w łazience w kałuży krwi. Jej przeraźliwy krzyk postawił na nogi wszystkich sąsiadów.

Na miejsce natychmiast przyjechali policjanci i prokurator. Na ciele dziewczyny widoczne były rany kłute na plecach i szyi. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania sprawcy. Bardzo szybko podejrzenia padły na Kamila P.

Już następnego dnia chłopak został zatrzymany. Funkcjonariusze znaleźli w śmietniku zakrwawione ubrania, których próbował się pozbyć. Po przesłuchaniach świadków i samego podejrzanego śledczy odtworzyli przebieg feralnego poranka. Zebrany materiał dowodowy był przytłaczający.

Akt oskarżenia trafił do sądu. Na sali rozpraw 22-letni wówczas Kamil P. ze szczegółami opowiadał o zbrodni. Próbował tłumaczyć się narkotykami i głosami, które miał słyszeć w głowie. Przepraszał, prosił o wybaczenie i okazywał skruchę. Ani sąd, ani biegli nie dali się jednak przekonać.

7 września 2015 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie zapadł wyrok.

Skazuję Kamila P. oskarżonego o zamordowanie Martyny Słowikowskiej na karę 25 lat pozbawienia wolności w trybie terapeutycznym − powiedziała sędzia Danuta Kochnowicz.

Sąd zasądził również 50 tys. zł odszkodowania dla matki zamordowanej dziewczyny. Rodzina i znajomi Martyny słuchali wyroku ze łzami w oczach.

Nie ulżyło nam, nic nie jest w stanie nas pocieszyć po tym, co się stało. Ale wyrok uważamy za zbyt łagodny. Za to co zrobił, Kamil P. powinien do końca życia siedzieć w więzieniu. To była taka cudowna dziewczyna − mówiła kuzynka Martyny, Marlena.

Od wyroku odwołały się obie strony. Prokuratura domagała się najwyższej kary, obrona − jej obniżenia do 15 lat więzienia. Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Po dziewięciu miesiącach zapadło ostateczne rozstrzygnięcie.

6 maja 2016 roku sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Kamil P. został skazany prawomocnie na 25 lat pozbawienia wolności w trybie terapeutycznym. Dla Martyny i jej bliskich sprawiedliwość przyszła za późno. Życia brutalnie zamordowanej dziewczyny już nic nie przywróci.

Pokój Zbrodni - Zabójstwo pod Warszawą. Były mąż zabił żonę, a syn zawiadomił policję

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki