Przywiozła ojca do szpitala. Po dwóch dobach koszmaru stracił palec. „Czuliśmy kompletną niemoc!”

2026-10-23 14:33

Zaczęło się od niepozornego bąbla na stopie. Kiedy Aleksandra Kopka przywiozła chorego na cukrzycę ojca do Szpitala Bielańskiego, miał już gorączkę i poważną ranę. Liczyła na szybką pomoc. Tymczasem na łóżko czekał 12 godzin, a na przyjęcie na oddział ponad dwie doby. Potem konieczna była amputacja palca. „Na SOR-ze nie ma szacunku dla pacjenta” – mówi rozgoryczona córka.

Budynek Szpitala Bielańskiego w zimowej scenerii. Na miniaturze Aleksandra Kopka. O dramacie na SOR przeczytasz na SE.
Autor: Adam Burakowski/East News; archiwum/ Archiwum prywatne

Zaczęło się od bąbla. Potem pojawił się potworny smród

Ojciec pani Aleksandry choruje na cukrzycę. Pozostaje pod opieką diabetologa i neurologa. Wszystko zaczęło się od pozornie niewinnego bąbla, który pojawił się na jego stopie. W tym czasie pani Aleksandra i jej mama wyjechały na wakacje. Kiedy wróciły, sytuacja była już bardzo poważna. Rana znajdowała się w kiepskim stanie, a ze stopy wydobywał się nieprzyjemny zapach.

Rodzina natychmiast zaczęła szukać pomocy. Udało się zorganizować profesjonalne oczyszczenie rany i leczenie antybiotykami. Próby umówienia pilnej wizyty u chirurga w ramach NFZ okazały się jednak niemal beznadziejne. Terminy były tak odległe, że trudno było mówić o szybkiej pomocy.

Bliscy nie rezygnowali. W sobotę udało się ponownie zorganizować fachowe oczyszczenie rany. Mimo tych działań zagrożenie nie minęło. Mężczyzna miał gorączkę, a jego stan nadal budził poważny niepokój.

W poniedziałek pani Aleksandra przywiozła ojca na Szpitalny Oddział Ratunkowy Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Była godzina 11. Kobieta liczyła, że tam ojciec otrzyma potrzebną pomoc. Nie przypuszczała, że czekają ich jeszcze ponad dwie doby koszmaru.

Dwanaście godzin na łóżko. Ponad dwie doby czekania. „Na SOR-ze nie ma szacunku dla pacjenta”

Pierwsze 12 godzin minęło, zanim mężczyzna w ogóle otrzymał łóżko. A przecież nie był to ktoś, kto zgłosił się do szpitala z drobną dolegliwością. Starszy człowiek, chory na cukrzycę, z gorączką i poważną raną stopy, musiał czekać pół doby, zanim mógł się położyć na szpitalnym łóżku. A to był dopiero początek. Kolejne godziny zamieniały się w kolejne dni. Ostatecznie na oddział chirurgii naczyniowej trafił dopiero w środę o godz. 16. Od przyjazdu na SOR minęły około 53 godziny.

Przez cały ten czas mężczyzna zmagał się z poważną raną stopy. Według relacji córki warunki, w jakich przyszło mu czekać, były koszmarne.

Na SOR-ze nie miał zapewnionego wyżywienia. Początkowo rodzina mogła jeszcze próbować mu pomagać, ale kiedy został od niej oddzielony, bliscy nie mogli nawet przekazać mu czegoś do jedzenia. Nie było też miejsca, w którym mógłby się umyć. Do tego dochodziły przeciążenie oddziału i zachowanie personelu, które pani Aleksandra wspomina bardzo źle.

„Na SOR-ze nie ma szacunku dla pacjenta” – mówi gorzko.

W jej opowieści najbardziej uderza poczucie bezradności. Rodzina wcześniej robiła wszystko, by znaleźć pomoc dla chorego mężczyzny. A kiedy w końcu trafił do szpitala, pozostawało im czekać. Godzinę za godziną. Z dnia na dzień.

„Wszyscy płacimy podatki na kasę chorych. A kiedy pojawia się prawdziwy problem, to zaczynają się tylko problemy. Czuliśmy kompletną niemoc!” – opowiada Aleksandra Kopka.

Czy można było uratować palec? Czekanie „na pewno nie pomogło”

Kiedy mężczyzna wreszcie trafił na oddział chirurgii naczyniowej, wszystko nagle nabrało tempa. Lekarze zajęli się nim błyskawicznie. Konieczna okazała się jednak amputacja palca stopy.

Operacja się udała. Dziś ojciec pani Aleksandry dochodzi do zdrowia. Kobieta dobrze ocenia opiekę na oddziale naczyniowym. Tym trudniej jej zrozumieć, dlaczego wcześniej musieli przeżyć tak długie oczekiwanie na SOR-ze.

Pozostało też pytanie, które nie daje spokoju rodzinie. Czy gdyby pomoc przyszła wcześniej, palec udałoby się uratować?

„Nie wiem, czy ten czas spowodował, że trzeba było odjąć palec. Na pewno nie pomógł” – mówi pani Aleksandra.

Nie sposób dziś przesądzić, czy wcześniejsze przyjęcie na oddział pozwoliłoby uniknąć amputacji. Jednak dla rodziny ponad dwie doby spędzone na SOR-ze, gdy stan chorego budził tak poważne obawy, pozostają traumatycznym doświadczeniem.

Szpital milczy. NFZ wskazuje, gdzie szukać pomocy

O wyjaśnienie sytuacji zwróciliśmy się do Szpitala Bielańskiego. Pytaliśmy, dlaczego pacjent z gorączką i poważną raną stopy przez ponad dwie doby przebywał na SOR-ze oraz czy takie oczekiwanie było prawidłowe. Do dnia publikacji szpital nie odpowiedział na nasze pytania.

O stanowisko poprosiliśmy również Mazowiecki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ wyjaśnił, że pacjent z powikłaniami stopy cukrzycowej, wymagający pilnej interwencji chirurgicznej, może zgłosić się na SOR lub do izby przyjęć. Po ocenie przez lekarza może zostać przyjęty na oddział chirurgii ogólnej albo chirurgii naczyniowej.

Fundusz poinformował też, że na Mazowszu realizowany jest program kompleksowego leczenia ran przewlekłych. Jego celem jest leczenie trudno gojących się ran i zapobieganie amputacjom. Program działa w trzech placówkach: Szpitalu Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie, Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Ostrołęce oraz SPZOZ w Siedlcach.

Ojciec pani Aleksandry wraca do zdrowia. Jego córka może już odetchnąć z ulgą, że operacja się udała. Ale jednej rzeczy nie potrafi wyrzucić z pamięci: ponad dwóch dób, podczas których czekała na pomoc dla ojca. I pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedzi. Czy ten czas kosztował go palec?

KOLEJNY SZPITALNY SKANDAL! ZARABIALI 26 TYSIĘCY ZA GODZINĘ!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI