Był 17 października 2017 roku. Przy ulicy Walcowniczej w Warszawie, rozgrywał się dramat, który na zawsze zapisał się w kronikach kryminalnych Polski. Podczas rodzinnej awantury 24-letni Mateusz G. chwycił za nóż. Na oczach swojego młodszego rodzeństwa zadał rodzicom, Monice i Krzysztofowi, ciosy. Para zmarła na miejscu w wyniku wykrwawienia, zanim ktokolwiek zdążył udzielić im pomocy.
Wzorowa rodzina i syn, który „był zły na wszystkich”
Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Ojciec, 49-letni Krzysztof, był cenionym inżynierem budowlanym. Matka, 49-letnia Monika, pracowała jako pedagog w szkole podstawowej. Sąsiedzi opisywali ich jako serdecznych i oddanych rodzinie.
Jednak w tym obrazie pojawiła się rysa... Mateusz, ich najstarszy syn, kilka lat wcześniej rzucił studia i zaczął pracował w sieci fast foodów. Rodzice mieli mu robić wymówki, naciskając, by „coś ze sobą zrobił”. On sam stawał się coraz bardziej zamknięty w sobie. Sąsiedzi wspominali, że nigdy nie mówił „dzień dobry” i wyglądał, jakby „był zły na wszystkich”.
Przełom w śledztwie
Po zatrzymaniu Mateusz G. zachowywał się w sposób „nieadekwatny do sytuacji”. Był trzeźwy, ale całkowicie spokojny, jakby nie rozumiał, co się stało. Odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do winy. Prokuratura skierowała go na obserwację psychiatryczną.
Po kilku tygodniach biegli wydali opinię. Stwierdzili jednoznacznie, że Mateusz G. w chwili popełnienia czynu był całkowicie niepoczytalny. Oznaczało to, że nie był w stanie rozpoznać znaczenia swoich czynów ani pokierować swoim postępowaniem.
Biegli zdiagnozowali u niego skomplikowane zaburzenia psychiczne, w tym urojenia. Mimo to oceniono go jako osobę o wysokim ilorazie inteligencji, ale jednocześnie ostrzeżono, że istnieje „wysokie prawdopodobieństwo popełnienia podobnych bądź takich samych czynów w przyszłości”.
Dlaczego sąd umorzył sprawę?
Zgodnie z polskim prawem, osoby, która w chwili popełnienia przestępstwa była niepoczytalna, nie można skazać. Jej czyn nie jest traktowany jako zbrodnia w sensie prawnym, ponieważ nie była ona świadoma tego, co robi. Dlatego prokuratura, zamiast aktu oskarżenia, złożyła wniosek o umorzenie postępowania. Jednocześnie, z uwagi na ogromne zagrożenie dla otoczenia, zażądała zastosowania środka zabezpieczającego.
Wnioskowaliśmy do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego środków o charakterze izolacyjnym z uwagi na wysoką szkodliwość czynów, których dopuścił się podejrzany - tłumaczył prokurator.
Sąd przychylił się do tego wniosku. Sprawa została umorzona, a Mateusz G. został umieszczony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, gdzie spędzi resztę życia w izolacji.