- Otyłość i depresja to dwie siostry bliźniaczki - mówił Lubaszenko przed rokiem. Wtedy to rozpoczął żmudną walkę ze swoimi przypadłościami. Nie było łatwo, gdyż musiał sam poradzić sobie ze wszystkim. - Z ust światłych przyjaciół słyszałem: "Jakbym cię wziął, k..., do pionu, to zaraz by ci przeszła depresja" - mówił skazany na samotną walkę.
Dziś ma odwagę szczerze podsumować tamten czas. - Nie siedziałem non stop w czterech ścianach fizycznie. Normalnie pracowałem, robiłem zakupy... Tylko relacje towarzyskie zanikły, o jakieś 90 procent. Zwariowałbym sam ze sobą w mieszkaniu. Trzeba siebie lubić, żeby się zgadzać na własne towarzystwo - opowiada w wywiadzie dla Onetu.
- Jeśli miało to spełnić funkcję autoterapeutyczną, to spełniło. Być może jeszcze nie widać efektów. A może nigdy nie będzie ich widać. Zdrowia się nie da zaplanować, to nie produkcja sznurowadeł. Ale wewnętrznie mówienie o tym bardzo mi pomogło. Wzmocniło mnie. Pomyślałem, że może mówiąc publicznie o swoich problemach, mogę zwrócić uwagę na to zagadnienie, oświetlić je. Żeby pomyśleć, zanim się powie coś złośliwego. Kiedy piękna kobieta pada ofiarą seksistowskiej uwagi, może z pomocą swojej siły, intelektu i poczucia humoru sobie z tym poradzić. A człowiek gruby i pogrążony w depresji, całkowicie pozbawiony poczucia własnej wartości, zazwyczaj nie ma narzędzi, by to udźwignąć - kończy Lubaszenko.
Dziś Olaf gra w serialu "Strażacy", który jest jego powrotem na ekrany. Przymierza się też do wydania książki, aby uświadomić ludziom, jakie dramaty rozgrywają się tuż obok nich.
Zobacz: Czesław Mozil odwołuje trasę koncertową z powodu śmierci matki!