Życie prywatne Jerzego Cnoty było pełne rozczarowań. Prawda o dziecku zmieniła wszystko

Gąsiora z "Janosika" znała cała Polska. Charakterystyczna twarz, zawadiacki uśmiech i role, które potrafił zmienić w małe filmowe perełki. A przecież Jerzy Cnota wcale nie planował zostać aktorem. Zanim stanął przed kamerą, pracował w hucie, skończył rusycystykę i szykował się do zupełnie innego życia. Aktor sam o sobie mówił, że miał w życiu wielkiego pecha.

Cnota nie miał łatwego życia

Jerzy Cnota urodził się 17 października 1942 roku w Jastrzębiu-Zdroju, ale jego miejscem na ziemi szybko stał się Chorzów. To tam przeniosła się rodzina, gdy ojciec dostał pracę w Hucie Batory. W domu się nie przelewało. Sam Cnota po latach opowiadał o bardzo surowym ojcu i twardych zasadach, w których dorastał. Nie zamierzał jednak powtarzać losu wielu chłopaków z sąsiedztwa. Chciał iść na studia.

Sam mówił o sobie, że ma w życiu wyjątkowego pecha. Jako dziecko kilka razy wpadał do wody i był ratowany w ostatniej chwili. Te historie opowiadał po latach niemal jak anegdoty, choć dzieciństwo wcale nie było beztroskie. Było w nim mało pieniędzy, dużo dyscypliny i bardzo wcześnie pojawiło się przekonanie, że jeśli czegoś chce, musi zapracować na to sam.

Kiedy powiedział ojcu, że chce studiować, usłyszał krótkie: "To sobie zarób". I zarobił. Przez półtora roku pracował w hucie, odkładając pieniądze na dalszą naukę. Potem dostał się na prawo i rusycystykę. Wybrał filologię rosyjską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był zdolny, ambitny i - jak wspominał - rozpoczął nawet pracę nad doktoratem. Przez dwa lata uczył też w szkole. Wszystko wskazywało na to, że zwiąże życie z nauką, nie z filmem.

Jerzy Cnota został aktorem przez przypadek

Nie chciałem być aktorem, naprawdę, to był kompletny przypadek

- mówił po latach "Super Expressowi". Wszystko zaczęło się od kolegi z Teatru 38, który musiał wyjechać na pogrzeb i poprosił Cnotę o zastępstwo. Jerzy wszedł na scenę, poradził sobie i zaczął grać coraz częściej. Pojawiał się w teatrze studenckim, trafił też do Piwnicy pod Baranami. Nadal jednak traktował występy bardziej jak przygodę niż plan na życie.

Przełom miał nadejść dzięki Wiesławowi Dymnemu i Kazimierzowi Kutzowi. Według wspomnień Cnoty Dymny zwrócił na niego uwagę reżysera. Kutz przyjechał, gdy młody Ślązak śpiewał po rosyjsku piosenkę Włodzimierza Wysockiego. Kilka dni później pojawiła się propozycja filmu. Cnota zagrał w "Soli ziemi czarnej", a potem Augusta Mola w "Perle w koronie". I właśnie tę rolę, nie Gąsiora z "Janosika", uważał za najważniejszą. - To była najlepsza moja rola - mówił.

Co znamienne, dopiero gdy jego filmowa droga była już rozpędzona, zdobył formalne aktorskie wykształcenie - w 1972 roku ukończył warszawską PWST eksternistycznie. W jego przypadku kolejność była więc odwrotna niż zwykle: najpierw scena i kamera, dopiero później papier potwierdzający zawód.

Gąsior dał mu sławę

Paradoks polegał na tym, że publiczność pokochała go najmocniej za rolę, która nie była jego osobistym numerem jeden. Gąsior z "Janosika" dał mu rozpoznawalność, jakiej nie zapewniły wcześniejsze, ambitniejsze kreacje. Cnota idealnie odnalazł się w zbójnickiej kompanii Marka Perepeczki - charakterystyczny, swojski, zabawny, ale nigdy całkiem błazeński.

Niewiele brakowało jednak, a jego przygoda z serialem skończyłaby się przedwcześnie. Aktor wspominał, że po swoich imieninach poszedł z kolegami z planu do lokalu. Doszło tam do bójki, w której ucierpiał Bogusz Bilewski. Według relacji Cnoty winę próbowano przypisać właśnie jemu i Marianowi Łączowi. Miano nawet rozważać wyrzucenie go z obsady. Świadkowie stanęli jednak po jego stronie, a reżyser Jerzy Passendorfer miał później aktora przeprosić. Gąsior został w "Janosiku" - i przeszedł do historii polskiej telewizji.

Jerzy Cnota dwa razy był blisko ślubu

Na ekranie los mu sprzyjał. W życiu prywatnym było znacznie bardziej zawile. Jerzy Cnota nigdy się nie ożenił i nie założył własnej rodziny. - Nie ożeniłem się. Nie miałem czasu... - żartował gorzko w rozmowie z "Super Expressem", po czym przyznawał, że w rzeczywistości dwa razy był blisko ślubu.

O obu związkach mówił bardzo otwarcie i bez upiększeń. Według jego relacji pierwszy rozpadł się, gdy dowiedział się, że dziecko partnerki, za którego ojca się uważał, nie było jego. Drugi związek miał zakończyć się z powodu problemu partnerki z alkoholem. Sam Cnota opowiadał o swoich miłosnych niepowodzeniach z typową dla siebie mieszanką dosadności i autoironii. Założyć rodziny już później nie próbował.

Zawsze wracał na Śląsk

Kariera trwała jednak dalej. Cnota przez kolejne dekady pojawiał się w filmach i serialach, zwykle na drugim planie, ale trudno było go pomylić z kimkolwiek innym. Zagrał m.in. w "Misiu", "Brunecie wieczorową porą", "Domu", "M jak miłość" i "Świecie według Kiepskich". Nie potrzebował głównej roli, by widzowie go zapamiętali.

Mieszkał w Krakowie i Warszawie, prowadził przez pewien czas klub Hybrydy, jeździł po świecie z kabaretem. A jednak po 36 latach wrócił na Śląsk i znów zamieszkał w Chorzowie. Miasto uhonorowało go w 2009 roku nagrodą za całokształt dokonań aktorskich. To tutaj spędził także ostatni etap życia.

Wrócił tam, skąd wyruszył

Jerzy Cnota zmarł 10 listopada 2016 roku w wieku 74 lat, po długiej chorobie. Sześć dni później w Chorzowie odbył się jego świecki pogrzeb. Urnę z prochami aktora złożono w rodzinnym grobowcu na cmentarzu przy ul. Granicznej. Chłopak ze Śląska, który miał zostać nauczycielem albo naukowcem, przemierzył z filmem i kabaretem Polskę i świat, a jedną rolą stał się dla milionów widzów po prostu Gąsiorem. Na końcu wrócił dokładnie tam, skąd wyruszył.

Tak wyglądał pogrzeb Bożeny Dykiel
Pamiętasz obsadę „Janosika”? Przekonaj się w quizie
Pytanie 1 z 10
Jak nazywała się postać, w którą wcielał się Marian Kociniak?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI