Drogi Użytkowniku,

My, nasi Zaufani Partnerzy oraz inne podmioty z Grupy ZPR Media uzyskujemy dostęp i przechowujemy informacje na urządzeniu oraz przetwarzamy dane osobowe, takie jak unikalne identyfikatory i standardowe informacje wysyłane przez urządzenie, czy dane przeglądania w celu wyboru oraz tworzenia profilu spersonalizowanych treści i reklam, pomiaru wydajności treści i reklam, a także rozwijania i ulepszania produktów. Za zgodą użytkownika my i nasi partnerzy możemy korzystać z precyzyjnych danych geolokalizacyjnych oraz identyfikacji poprzez skanowanie urządzeń. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na korzystanie z tych technologii poprzez kliknięcie "Akceptuję". Zgoda jest dobrowolna i zawsze możesz ją wycofać klikając w przycisk "Zmień ustawienia zgód" znajdujący się na dole strony.

Aby móc w pełni komfortowo i świadomie korzystać z naszych witryn, prosimy zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności i Cookies. Dodatkowo informujemy że celami przetwarzania danych są: przechowywanie informacji, przechowywanie i dostęp do informacji, personalizacja, wybór i dostarczanie reklam, tworzenie raportów na temat reklam, wybór i dostarczanie treści, tworzenie raportów na temat treści, pomiary.

Rafał Woś: Biden, czyli marionetka establishmentu

2021-01-19 7:38 Rafał Woś
Autor: Super Express

Jutro inauguracja Joe Bidena. Wszystko wskazuje na to, że 46. prezydent USA będzie przywódcą marionetkowym. Ustępujący prezydent Donald Trump był ulepiony z autentycznego amerykańskiego gniewu. Stał za nim bunt zadłużonej, przepracowanej i pozbawionej perspektyw amerykańskiej „wiochy” ciężko doświadczonej przez neoliberalną globalizację. Ale także sprzeciw sporej części (niekoniecznie ubogiej) Ameryki przeciwko kosmopolitycznym wielkomiejskim elitom - od dekad przeświadczonym, że władza im się po prostu należy.

Na tym tle Biden jest produktem zrobionym ze… strachu. Uszytym w jednym tylko zasadniczym celu: odzyskania władzy i restauracji dawnych wpływów przez liberalny establishment. Żeby było tak, jak było.

Oczywiście tego od Bidena i jego ludzi nie usłyszycie. Nowy prezydent będzie wiele mówił o „narodowej jedności”, „odbudowie demokracji” oraz „różnorodności rasowej, płciowej i tej, która dotyczy orientacji seksualnej”. Oczywiście przychylne mu media będą tę zasłonę dymną gorliwie roztaczać. Każda Bidenowska nominacja czy deklaracja z miejsca stanie się zaś „epokową”. Na tej samej zasadzie, na której każdy twit Trumpa był (ich zdaniem) ostatecznym dowodem na „faszyzm i koniec amerykańskiej wolności”. Tak to działa. I będzie działać, bo liberalny establishment ma po swojej stronie nowych hegemonów medialnych czyli właścicieli czołowych portali społecznościowych. A oni nie pozostawili w ostatnim czasie najmniejszych wątpliwości, że nie zawahają się przed użyciem swoich wpływów.

Dobra wiadomość jest taka, że strach przed Trumpem podyktuje pewnie amerykańskiemu establishmentowi jakieś wymuszone korekty neoliberalnych niesprawiedliwości. Może dojdzie do jakiegoś raczej delikatnego opodatkowania najbogatszych albo do podwyżki płacy minimalnej? Wszystko to (i to jest ta zła wiadomość) będzie się jednak odbywać w ściśle określonych ramach – naszkicowanych właśnie przez establishment – establishment, który niestety nie pokazał się w ostatnich dekadach jako bardzo skory do dzielenia potęgą czy wpływami. Skąd ta pewność? No cóż. Właśnie po to Biden został wybrany. Właśnie on. Nie Bernie Sanders ani nie Elisabeth Warren. Tylko ten polityczny oldboy, który w czasie swojego długiego politycznego żywota ani razu nie był buntownikiem.  

Oglądasz ultralekką wersję artykułu

Przejdź do pełnej wersji strony