Zaczęliśmy naszą małą prowokację od delikatnych pocałunków w usta. Nic. Przechodnie nie reagowali. Następny etap: głębokie pocałunki z przytulaniem. Tym razem wchodząca do kościoła pani nie wytrzymała.
- Wstydu nie macie! Idźcie do domu! - ofuknęła obie pary.
Wreszcie się ktoś nami zainteresował. Możemy powoli i nie bez żalu kończyć sprawdzanie, czy ostentacyjne całowanie się przed kościołem może gorszyć.
"Gorszący" artykuł
Pocałunek nie ma nic wspólnego z łamaniem prawa, ale nie wolno "wywoływać zgorszenia w miejscu publicznym" - mówi art. 51 kodeksu wykroczeń. Za to grozi areszt lub grzywna.
Na takie ryzyko naraziły się dwie pary: Ewa ( 20 l.) i Tomek (20 l.) oraz Gosia ( 27 l.) i Łukasz (27 l.). Przed kościołem przy placu Narutowicza obcałowywali się ile wlezie przez pół godziny.
Zawiadomiliśmy w tym czasie odpowiednie służby.
Straż odmówiła
- Nie zależy nam na karaniu na siłę - mówi Adam Godlewski (27 l.) z biura prasowego straży miejskiej. - Wszystko zależy od strażnika. Jeśi ktoś nie przekracza granic dobrego smaku, to pewnie skończy się na upomnieniu. Strażnicy też są ludźmi.
Jeśli ktoś by rzeczywiście przesadził i na przykład uprawiał seks w miejscu publicznym, strażnik mógłby mu wlepić mandat 150 zł.
Policja może reagować. Najczęściej jest to upomnienie. Wszystko zależy od mundurowego. Nie ma znaczenia, czy para jest hetero- czy homoseksualna.
Sąd za całusa
- Policjant musi zdecydować, czy dane zachowanie jest gorszące, czy nie - powiedziała Grażyna Puchalska, nadkom. z Komendy Głównej Policji. - Śmiałe pieszczoty nikogo nie zdziwią na koncercie rockowym, ale takie jak przed kościołem mogą obrazić czyjeś uczucia religijne i może być uznane za wykroczenie - zapewnia Puchalska. A wykroczenie to już sąd grodzki i kara nawet do 5 tys. złotych.