W 76. rocznicę. Byliśmy siódmą siłą w koalicji antyhitlerowskiej

2021-05-09 12:13 Andrzej Bęben
Żołnierze 2. Armii Wojska Polskiego z radzieckimi oficerami, Szczecin 1945 r.
Autor: archiwum.zajezdnia.org

Legenda stworzona w PRL tu i ówdzie jest jeszcze żywa, bo miło być tuż za największymi. Dlaczego nie czwartą? Z prostej przyczyny. Nigdy siły zbrojne Polski, wzięte razem: walczące na Zachodzie i na Wschodzie, nie były na tyle liczne, by w tym rankingu znaleźć się na czwartym – po Związku Sowieckim, USA i Wielkiej Brytanii – miejscu.

Proszę zajrzeć na portal historycy.org, gdzie pasjonaci-amatorzy i zawodowcy dyskutują nawet o tym, ile prochu było w naboju do mausera, a ile do mosina. Przytaczam za tym portalem ranking sił militarnych państw walczących z Niemcami (Włochami) i Japonią. Numer jeden, bezapelacyjnie w tym rankingu zajmują się siły zbrojne (wojska lądowe, marynarka wojenne, lotnictwo itd.) ZSRS: w dniu zwycięstwa miał pod bronią 11,4 mln żołnierzy. Drugie miejsce zajmują Stany Zjednoczone: nieco ponad 10 mln żołnierzy, z tego 3 mln w Europie. Trzecia pozycja: Wielka Brytania: 6,4 mln wojaków. A to pozostałe państwa, które ze swoimi siłami zbrojnym i znalazły się w zestawieniu dziesięciu największych armii walczących pod dobrej stronie. Czwarte miejsce przypisuje się Chinom, choć nigdy ich żołnierze nie walczyli z III Rzeszą. Na liście znalazły się z powodów formalnych. Kuomintang w grudniu 1941 wypowiedział formalnie wojnę Niemcom i Włochom analogicznie jak polski rząd emigracyjny wypowiedział 11 grudnia 1941 r. wojnę Japonii (notabene ona nie przyjęła tego aktu). Chiny w maju 1945 miały 4,6 mln uzbrojonych żołnierzy. Piąte miejsce: Francja – 1,25 mln żołnierzy. W tym przypadku, jak i Wielkiej Brytanii, na wielkości potencjału wojskowego zaważyli żołnierze z kolonii. Szóste miejsce: Kanada z armią liczącą 810 tys. żołnierzy. Siódme miejsce zajmuje Jugosławia: 800 tys. ludzi pod bronią w maju 1945 r.

A za Jugosławią marszałka Tity uplasowała się Polska. 370 tys. plus 210 tys., czyli razem 580 tys. żołnierzy. W dniu kapitulacji III Rzeszy w (ludowym) Wojsku Polskim na froncie było 338 tys., a ok. 30 tys. leczyło rany w szpitalach. W Polskich Siłach Zbrojnych (na Zachodzie) w tym czasie mogło być maksymalnie 210 tys. żołnierzy. Stany żywnościowe PSZ zapotrzebowane na 1 V 1945 r. opiewały dla 194,5 tys. osób. Jednak do PSZ zgłaszali się ochotnicy – uwolnieni jeńcy i robotnicy przymusowi i nie jest jasne, ilu z nich zdołano przez tydzień do kapitulacji III Rzeszy wcielić do wojska i uzbroić. Przypomnijmy, że wojsko polskie jako jedyne w koalicji antyhitlerowskiej podlegało dwóm zwalczającym się rządom i dowództwom. Dziewiąta w zestawieniu Australia miała pod bronią w maju 1945 r. 500 tys. żołnierzy. Dziesiątą siłą w tym zestawieniu była Rumunia, która 25 sierpnia 1944 r. zmieniła sojusznika i stanęła po stronie koalicji antyhitlerowskiej: 380 tys. żołnierzy. Sumując: zważywszy, że Chiny nie walczyły z Niemcami, tak jak i Polska nie biła się z Japończykami, można przyjąć, że w koalicji antyhitlerowskiej byliśmy numerem siedem.

Nie trzeba Polakom dodawać żołnierzy, by umocnić w nas przekonanie (słuszne jak najbardziej) o bitności polskiego narodu „o wolność waszą i naszą”. Jest zrozumiałe, dla każdego orientującego się w ówczesnych realiach, że Polska nie mogła mieć liczniejszych sił zbrojnych. Dlaczego? To dłuższy wywód, więc w skrócie. Choćby dlatego, że jako jedyny uczestnik koalicji antyhitlerowskiej byliśmy najdłużej pod całkowitą okupacją. Dlaczego w przytoczonym zestawieniu jesteśmy za Jugosławią? Bo jej partyzanckie siły były wspierane materialnie (dostawy sprzętu itp.) tak przez Wielką Brytanię (Churchill kombinował, by drugi front puścić przez Bałkany, by w ten sposób wejść do Polski przed Armią Czerwoną), jak i Stalina. Do tego należy dodać warunki geograficzne Jugosławii. A jako się to wszystko zbierze razem, to otrzyma się odpowiedź, dlaczego jugosłowiańscy partyzanci (dysponujący nawet lotnictwem!) wiązali na Bałkanach kilkanaście dywizji niemieckich. W związku z powyższym musimy pogodzić się z tym, że Armia Krajowa wcale nie była, jak to często słyszy się, największą podziemną armią w okupowanej Europie.

Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie można było tworzyć tylko z tych, którym udało się uciec w 1939 r. z Polski, a w 1940 r. z Francji oraz z tych sybiraków, których wprowadził Anders oraz z jeńców polskiego pochodzenia z Wehrmachtu lub (ich było znacznie mniej) dezerterów. Powie ktoś, przecież tylu Polaków żyło wówczas na Zachodzie i w Ameryce? I co z tego. Przecież oni nie byli obywatelami II RP, ale USA, Kanady czy Francji. Wojskowe powinności mieli w pierwszej kolejności względem państw, których byli obywatelami. Łatwiej – teoretycznie rzecz biorąc – byłoby zwiększyć stan liczebny (ludowego) Wojska Polskiego. Choćby z tych setek tysięcy Polaków zesłanych na Syberię. I choć po odbiciu Polski spod okupacji tysiącletniej Rzeszy można było znacznie podnieść liczebność WP, to tego nie uczyniono. Nie udało się stworzyć 3.Armii WP, oficjalnie z braku kadry oficerskiej. Możemy się szczycić, nawet powinniśmy – bez względu na polityczny sympatie/antypatie – udziałem polskich żołnierzy w operacji berlińskiej. Warto mieć świadomość, że bez tych 12 tys. żołnierzy (1. Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki) Armia Czerwona i tak by zdobyła Berlin. Dziś już żyje niewielu z tych, którzy doświadczyli końca wojny w Europie będąc w mundurach PSZ i WP. Chwała im. Oni nie potrzebują naciągania historii. I nam współczesnym też to nie jest potrzebne.

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze