400 koni mechanicznych pod maską i ponad dwukrotnie przekroczona prędkość na ograniczeniu do 30 km/h. To najnowsze fakty, które wychodzą na światło dzienne w sprawie dramatycznego wypadku, do którego doszło na Zabłociu w Krakowie. Mieszkańcy Krakowa są wstrząśnięci.
To mógł być każdy z nas – mówią w rozmowie z Super Expressem.
Okolice ulicy Solnej i Nadwiślańskiej to popularne miejsce spacerów. Zwłaszcza w weekend jest tu dużo pieszych, wracających z Bulwarów Wiślanych. Na ulicy Solnej obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. Wiadomo, że Hubert B. nie tylko nie dostosował się do ograniczenia prędkości, ale ponad dwukrotnie je przekroczył.
Kierowca jechał około 70 km/h. Trwają czynności w sprawie, przesłuchujemy świadków wypadku – powiedział w rozmowie z Super Expressem prokurator Mariusz Boroń.
To nie wszystko samochód, który zabił młode małżeństwo był stuningowany. Pod maską miał 400 koni mechanicznych. Według śledczych przyczyną wypadku była nadmierna prędkość. Dodatkowo niesprzyjające warunki drogowe: jezdnia była mokra, bo chwilę wcześniej padał deszcz.
Wypadek przeżyła 8-miesięczna córeczka zabitego małżeństwa. Dziewczynka w chwili wypadku była w wózku. Do szpitala została przewieziona w stanie zagrożenia życia. Czuwa nad nią sztab specjalistów, ale rokowania nadal są bardzo ostrożne. Decydujące będą najbliższe doby.
Volkswagenem, oprócz kierowcy jechało jeszcze trzech pasażerów, dwie kobiety i mężczyzna. To mieszkańcy województwa mazowieckiego i Małopolski.
Cała czwórka przyjechała do Krakowa na weekend. W poniedziałek, 24 sierpnia Hubert B. zostanie doprowadzony do prokuratury. Jego towarzysze zostali już przesłuchani w charakterze świadków i zwolnieni do domów.