To miał być zwykły dzień pracy przy pszczołach. 14 października Janusz Kołodziejczyk, który od lat prowadzi własną pasiekę w Wielkiej Wsi pod Krakowem, zauważył w okolicy swoich uli latającego szerszenia. Owad natychmiast przykuł jego uwagę ze względu na charakterystyczny wygląd: ciemne, niemal czarne ubarwienie oraz intensywnie żółte końcówki nóg. Dla doświadczonego pszczelarza sygnał był jasny - to nie jest rodzimy gatunek. Pojawiło się podejrzenie, że ma do czynienia z groźnym, inwazyjnym szerszeniem azjatyckim, który jest w stanie pożreć nie tylko całą rodzinę pszczół ale zdziesiątkować niejedną pasiekę.
Pszczelarz ostrzega: "Niszczy całe rodziny"
Obawy pana Janusza szybko się potwierdziły. O swoim odkryciu natychmiast poinformował odpowiednie służby. Jak sam relacjonuje, reakcja była błyskawiczna.
- W ubiegłym tygodniu zauważyliśmy, latającego w naszej pasiece szerszenia, odbiegał wyglądem od naszego rodzimego szerszenia. Podejrzewaliśmy, że mamy do czynienia z inwazyjnym gatunkiem azjatyckim, dlatego też niezwłocznie powiadomiliśmy Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Przyjechali do nas i szybko odłowili pierwsze osobniki. Stwierdzili, że jest to szerszeń żółtonogi. Jest on wielkim zagrożeniem dla pszczół miodnych. Niszczy całe rodziny, całe ule a jednocześnie przyczynia się do niszczenia całych pasiek. Ocenia się, że żeby wykarmić całą rodzinę szerszenia, potrzebuje od 12 do 15 kilogramów żywych pszczół
- mówi "Super Expressowi" Janusz Kołodziejczyk.
Szerszeń żółtonogi - cichy zabójca pszczół
Pierwszy raz w Polsce, pod Krakowem natrafiono na gniazdo szerszenia żółtonogiego, który jest nieco mniejszy od naszego europejskiego gatunku, osiągając od 2,5 do 3 cm długości. Wyróżnia się znacznie bardziej żółtym tułowiem i odwłokiem oraz rdzawobrązowymi elementami na głowie. To drapieżnik, który poluje na pszczoły miodne, chwytając je w locie. Jego obecność w pobliżu pasieki to wyrok śmierci dla tysięcy pszczół. Zlokalizowane w Wielkiej Wsi gniazdo znajdowało się wysoko na drzewie, w odległości około 500 metrów od uli.
Niespodziewany kierunek inwazji. Co czeka nas wiosną?
Pojawienie się szerszenia azjatyckiego w Małopolsce jest ogromnym zaskoczeniem nie tylko dla pszczelarzy, ale i ekspertów. Spodziewano się, że gatunek ten dotrze do Polski z zachodu, ponieważ jego obecność odnotowano już w Niemczech i Czechach.
- A tu nagle pojawił się w Wielkiej Wsi pod Krakowem
- dodaje pszczelarz.
Choć zlokalizowano na razie tylko jedno gniazdo, zagrożenie jest realne. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że opuściły je już zapłodnione matki. Jeśli przetrwają zimę, wiosną założą nowe kolonie. Oznacza to, że zarówno pszczelarze, jak i odpowiednie służby muszą przygotować się na to, że w przyszłym roku szerszeń żółtonogi może pojawić się w znacznie większej liczbie miejsc.