O tej samej godzinie sygnały świetlne i dźwiękowe uruchomiono w jednostkach Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych w całym kraju. Strażacy ustawiali wozy przed remizami i komendami, stając obok pojazdów w milczeniu.
W różnych częściach Polski rozlegały się te same syreny, które każdego dnia informują o wyjeździe ratowników do pożaru, wypadku lub innego zagrożenia. Tym razem nie wzywały do akcji. Były ostatnim pożegnaniem dwóch strażaków, którzy nie wrócili ze służby.
„Niech ten gest będzie wyrazem pamięci”
Ogólnopolski hołd zapowiedziała Państwowa Straż Pożarna. W komunikacie zwrócono się w do całej społeczności pożarniczej o wspólne uczczenie ich pamięci. Na wezwanie odpowiedzieli wszyscy, zarówno strażacy-ochotnicy, jak i ci służący w państwowych formacjach.
Bez względu na wielkość jednostki i odległość od Niska strażacy zatrzymali się, by symbolicznym sygnałem pożegnać Wojciecha i Bartłomieja.
Wojciech Garbacz i Bartłomiej Pieróg zginęli na służbie
Mł. kpt. Wojciech Garbacz i asp. Bartłomiej Pieróg pełnili służbę w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nisku. Zginęli w piątek podczas gaszenia pożaru sklepu i magazynu z częściami do maszyn rolniczych na Dębinkach.
Obaj znaleźli się wewnątrz płonącego obiektu. Zgromadzone w halach materiały sprawiły, że ogień zaczął rozwijać się bardzo szybko. Płomienie odcięły strażakom możliwość bezpiecznego wycofania się.
Ratownicy nadali sygnał „ratunek”. Do środka natychmiast ruszyli ich koledzy. Pierwszego strażaka odnaleziono i ewakuowano, po czym rozpoczęto reanimację. Dotarcie do drugiego było wyjątkowo trudne. Ekstremalne warunki dwukrotnie zmusiły ratowników do wycofania się. Dopiero trzecia próba pozwoliła wydostać strażaka na zewnątrz. Życia żadnego z nich nie udało się uratować.
Całe Nisko pogrążyło się w żałobie
Śmierć dwóch ratowników wstrząsnęła mieszkańcami Niska i całym środowiskiem strażackim. Lokalni strażacy mówili reporterom, że nie pamiętają podobnej tragedii w miejscowej jednostce od co najmniej 30 lat.
Kondolencje skierowano do rodzin, przyjaciół, współpracowników oraz wszystkich funkcjonariuszy niżańskiej komendy. Napływały one z jednostek straży pożarnej, instytucji państwowych, samorządów i organizacji ratowniczych z całej Polski.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński napisał, że Wojciech i Bartłomiej „ponieśli najwyższą cenę, wypełniając swoje zadania do samego końca”.
Do akcji wkroczyli śledczy
W czasie gdy jednostki przygotowywały się do wieczornego pożegnania, na miejscu pożaru nadal trwało dogaszanie pogorzeliska. Działali tam również specjaliści z zakresu ratownictwa chemicznego, którzy monitorowali bezpieczeństwo mieszkańców i jakość powietrza.
Na miejsce przyjechał prokurator. Wspólnie z policjantami rozpoczął gromadzenie materiału potrzebnego do ustalenia przyczyn pojawienia się ognia oraz dokładnego przebiegu tragicznej akcji.
Śledczy będą wyjaśniać, dlaczego pożar rozwinął się tak gwałtownie i w jaki sposób ratownicy zostali odcięci od drogi odwrotu. Konieczne będzie przeanalizowanie dokumentacji działań, łączności radiowej oraz rodzaju materiałów przechowywanych w halach.
Pożar objął dwie hale magazynowe. Wewnątrz znajdowały się części, sprzęt rolniczy i materiały, które intensywnie podsycały ogień. W kulminacyjnym momencie działań z żywiołem walczyło 151 strażaków PSP i OSP, czyli 49 zastępów.