Cisza, znicze i niedowierzanie. Tak wygląda dziś ulica, na której zginął poseł Litewka

Cisza, przerywana tylko szumem przejeżdżających samochodów. Znicze ustawione przy krawędzi drogi, kilka róż i goździków. To tutaj – na ulicy Kazimierzowskiej, między Dąbrową Górniczą a Sosnowcem – zginął poseł Łukasz Litewka. Miejsce tragedii stało się punktem, do którego przychodzą ludzie, by zatrzymać się na chwilę i oddać hołd.

Droga, o której mówiono od lat

Ulica Kazimierzowska to jedna z tych tras, które zna niemal każdy mieszkaniec Zagłębia. Łączy Strzemieszyce z sosnowieckim Kazimierzem Górniczym. Ruch jest tu duży, a stan nawierzchni od dawna budził niepokój - nie tylko kierowców i pieszych, ale także rowerzystów.

Jeszcze przed tragedią pojawiały się głosy, że droga wymaga pilnej modernizacji.

Jest bardzo niebezpieczna, od dawna nadająca się do generalnego remontu – pisał w mediach społecznościowych autor strony Rowerowa Przygoda Sosnowiec.

Co uderzające, zaledwie kilka godzin przed wypadkiem prezydent Marcin Bazylak poinformował o ogłoszeniu przetargu na przebudowę tej ulicy. Plan obejmował gruntowną modernizację – od wymiany podbudowy po nową nawierzchnię i oznakowanie.

Ogłosiliśmy przetarg na przebudowę ul. Kazimierzowskiej. To często uczęszczana drogą łączącą Strzemieszyce z sosnowieckim Kazimierzem Górniczym. Remont obejmie odcinek od skrzyżowania z ul. Oddziału AK Ordona do granicy z miastem Sosnowiec. Prace obejmą wymianę podbudowy i ułożenie zupełnie nowej nawierzchnia wraz z oznakowaniem - napisał w mediach społecznościowych z samego rana 23 kwietnia prezydent Dąbrowy Górniczej.

Znicze, kwiaty i cisza

Dziś - niemal 24 godziny po tragicznym wypadku -  to miejsce wygląda inaczej. Nie ma już policyjnych taśm ani służb, ale pozostało coś, co przyciąga uwagę jeszcze bardziej – pamięć.

Przy drodze stoją dziesiątki zniczy. Obok nich leżą świeże kwiaty. Ludzie podchodzą powoli, często w milczeniu. Niektórzy zatrzymują się tylko na chwilę, inni stoją dłużej, jakby nie chcieli jeszcze odejść. Większość z nich zadaje sobie jedno pytanie: "Czy sprawiedliwość na tym świecie istnieje"? Bo przecież zginął człowiek, który pomógł setkom, jak nie tysiącom osób i zwierząt.

Dorota Bluma z Sosnowca przyszła tu specjalnie.

– Nie znałam osobiście pana Łukasza, ale musiałam tutaj przyjść, by zapalić dla niego znicz. To był człowiek o wielkim sercu, pomagał ludziom, pomagał zwierzętom zupełnie bezinteresownie. Szkoda go bardzo – mówi.

Podobne emocje towarzyszą innym osobom, które pojawiają się przy Kazimierzowskiej. Karina z Siewierza nie kryje wzruszenia.

– Przyjechałam, aby uczcić człowieka, który dał tyle ludziom. Takich ludzi bardzo potrzebujemy. To nie był tylko poseł. To był ktoś wyjątkowy – mówi.

W tych słowach powtarza się jedno – poczucie straty. Nie tylko polityka, ale człowieka, który dla wielu był symbolem bezinteresownej pomocy. Podczas kampanii wyborczej nie wywieszał plakatów ze swoim wizerunkiem. Na banerach pojawiły się zdjęcia psów i kotów do adopcji. Łukasz Litewka pomagał wszystkim, którym dał radę wesprzeć. Bez wyjątku.

Tak wygląda droga, na której doszło do tragicznego wypadku:

Droga, która stała się symbolem

Dziś ulica Kazimierzowska to już nie tylko zwykła trasa między miastami. To miejsce, które dla wielu nabrało zupełnie innego znaczenia.

Z jednej strony – zapowiedź remontu i nadzieja na poprawę bezpieczeństwa. Z drugiej – tragedia, która wydarzyła się zbyt wcześnie, by cokolwiek mogło ją zatrzymać.

Samochody wciąż przejeżdżają, życie toczy się dalej. Ale wystarczy spojrzeć na rząd zniczy przy drodze, by zrozumieć, że dla wielu osób ten fragment asfaltu już na zawsze będzie kojarzył się tylko z jednym.

Super Express Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki