- W czerwcu 2012 roku powiększył się tak bardzo, że spowodował pogorszenie się stanu mojego zdrowia i wodogłowie. Konieczna była operacja ratująca życie polegająca na wstawieniu zastawki komorowo-otrzewnowej do mózgu... Po tym zabiegu pojawiała się dla mnie szansa na leczenie w Polsce z użyciem nowego leku. Jedynym warunkiem było ponowne wykonanie biopsji. Niestety przy tak umiejscowionym glejaku, żaden z polskich lekarzy nie gwarantował powodzenia operacji i nie chciał podjąć się wykonania zabiegu. Ten fakt spowodował dyskwalifikację z programu leczenia nowym lekiem - wspomina Karolina
Ale postanowiła walczyć dalej. Po wyczerpaniu możliwości leczenia w Polsce, trafiła na eksperymentalne leczenie do kliniki w Berlinie. Niestety czteromiesięczna terapia nie przyniosła zamierzonego skutku. Dzięki pomocy przyjaciół, w lutym 2013 roku mogła wziąć udział w terapii genowej w Houston w USA. Już po 6 tygodniach leczenia guz zmniejszył się o 20 proc.
- Wszystko szło rewelacyjnie. Codziennie przyjmowałam po kilkadziesiąt sztuk różnego rodzaju leków antynowotworowych w postaci tabletek, oraz co dwa tygodnie wlewy dożylne z przeciwciał monoklonalnych. Kolejne miesiące przynosiły kolejne dobre wiadomości, guz systematycznie się zmniejszał, a ja pełna nadziei walczyłam dalej - opowiada.
W wyniku kuracji guz zmniejszył się aż o 50 proc. Niestety wtedy przyszły złe wieści. Nerki Karoliny obciążone intensywną terapią nie wytrzymały i odmówiły posłuszeństwa.
- Było to jak wyrok. Trzeba było odstawić większość przyjmowanych leków. To spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Moja sytuacja zmieniła się diametralnie. 3 lata ciężkiej walki za oceanem stanęło pod znakiem zapytania. To wszystko, co udało mi się do tej pory osiągnąć miało zniknąć. Załamałam się. Zaczęło do mnie docierać, że moje życie wisi na włosku - opowiada 34-latka.
Wciąż jednak może jeszcze wygrać z chorobą. Ale jedyną opcją jest rozpoczęcie kolejnej fazy leczenia, której koszt przekracza możliwości Karoliny. Wylicza, że pierwszy miesiąc leczenia to 23 tys. dolarów, a kolejne 17 tys. dolarów każdego miesiąca nie licząc badań itp. terapia musi trwać przynajmniej rok. A ostatnia przerwa w terapii ze względu na zły stan nerek spowodowała, że guz się unaczynił i zrobił się bardziej aktywny.
- Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że może to już mój czas, że może powinnam się poddać, ale tak strasznie się tego boję... Najgorsze są myśli, kiedy wiesz, że jest dla Ciebie ratunek że możesz rozprawić się z rakiem, ale po prostu Cię na to nie stać... Tak bardzo pragnę żyć. Znaleźć miłość, założyć rodzinę i cieszyć się po prostu życiem. Pieniądze i ten piekielny czas, który działa na moją niekorzyść. Zegar tyka nie w tą stronę. Pomóż proszę - apeluje Karolina Dzienniak z Dąbrowy Górniczej.