Szkolenie dzieci to klucz do sukcesu

2026-02-27 0:01 Materiał sponsorowany

Rozmawiamy z Sebastianem Świderskim, w latach 1996–2011 siatkarzem, który reprezentował kraj grającym na pozycji przyjmującego, srebrnym medalistą Mistrzostw Świata 2006, dzisiaj prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Orlen

i

Autor: Skraba Paweł / Super Express

- Jak się zaczęła pana przygoda ze sportem i kiedy dostrzeżono w panu siatkarski talent?

- Przygoda ze sportem i pierwsze  treningi zaczęły się w trzeciej klasie podstawówki. Trener wybierał najbardziej sprawnych uczniów na zajęcia SKS (Szkolny Klub Sportowy). Byłem bardzo szczęśliwy, że mnie wybrał. Wtedy rzadko kto miał własną piłkę, a już granie w piłkę – to jeszcze nie była siatkówka – na profesjonalnym boisku to było coś. Potem się zniechęciłem, nie chciałem chodzić, ale trener, przekonał moich rodziców i mnie, żebym wrócił i dalej uprawiał sport. W klasie czwartej trafiłem do klasy o profilu siatkarskim w szkole sportowej. Wtedy  nie byłem wyróżniającym się zawodnikiem w drużynie. Talent we mnie dostrzegł dopiero trener ze szkoły średniej. Było dużo zajęć pozalekcyjnych, trenowałem w soboty i niedziele.  Gdy pojawił się nowy trener moje ciężkie treningi, poświęcenie i zaangażowanie zaczęły przynosić efekty. Zostałem zauważony przez trenera Stilonu Gorzów, najpierw trafiłem do kadry juniorskiej, a potem do seniorskiej.

- Jakie wartości, umiejętności, cechy ukształtował w panu sport? Takie, które procentują do dziś?

- Przede wszystkim walka i nieustępliwość. Ciężko uzyskać sukces tak od razu. Kierowałem się mottem „nie ważne ile razy upadniesz, ważne ile razy powstaniesz, wyciągniesz wnioski i będziesz walczył dalej”. To było dla mnie bardzo motywujące, bo tych upadków, oczywiście w przenośni, było w życiu kilka. Zawsze się podnosiłem i wyciągałem z nich naukę. Zresztą tak się robi po każdym meczu, tym bardziej przegranym – trzeba usiąść i przeanalizować błędy, by ich nie popełniać później. I robić dalej swoje, walczyć z przeciwnościami losu. Porażki w życiu przecież były, są i będą. Inną cechą jest praca w zespole. W siatkówce bez współpracy z drużyną czy w plażówce z partnerem nie osiągniesz niczego. Dyscyplina, poświęcenie. Bez tego nie będzie sukcesu.

Orlen

i

Autor: Orlen/ Materiały prasowe

- Zaczynał pan treningi w latach 80. czy 90. Proszę porównać - czy dzieciom dzisiaj jest łatwiej, czy trudniej uprawiać sport?

- Gdy byłem w szkole średniej, trener na tyle nam ufał, że dawał nam klucz do hali. Mogliśmy przyjść 20 minut wcześniej, przygotować się do treningu, pobawić się piłką. Dzisiaj trudno to zrozumieć, bo hale są ogólnodostępne, są boiska, Orliki. Na każdym osiedlu są otwarte obiekty sportowe. Dostępność jest o wiele większa.

- Jednak trudniej dzieci przekonać do sportu. Co zrobić, by to się zmieniło?

- Trudno sobie wyobrazić, by dzieci uprawiały jakikolwiek sport bez wsparcia opiekunów. Bardzo wiele zależy od rodziców, opiekunów, dziadków, by zaprowadzili dziecko na trening, przekonali do uprawiania sportu, pokazali, że sport jest fajny, zmotywowali. Dlatego najpierw trzeba edukować rodziców. Bez zaangażowania trenerów, bez ich pasji jest dużo ciężej utrzymać dziecko w sporcie. Dlatego konieczne jest postawienie na ich edukację i godne wynagrodzenie. Nie wolno zapomnieć o spotkaniach z idolem. Dziecko, mając swojego bohatera, wzór będzie bardziej zmotywowane do uprawiania sportu i doskonalenia się w nim, by stać się takim, jak ten idol.

- Teraz siatkówka ma wielu wiernych kibiców.

- Tak. To efekt wielu lat ciężkiej pracy. Sukcesy kreują idoli, stają się oni bohaterami dla dzieciaków. To pomaga w przekonaniu najmłodszych do uprawiania tej dyscypliny. Dla nas bardzo ważna jest piramida szkoleniowa – zachęcenie dzieci do sportu i rywalizacja z rówieśnikami, bo bez tego trudno jest dostrzec własne osiągnięcia. Temu służy nasza Minisiatkówka, turniej ogólnopolski z fajnymi nagrodami. Dzieci jadą np. na rozgrywki za granicę albo podają piłki swoim idolom podczas meczów. Tam Tak zaczynali Tomek Fornal czy Magda Stysiak i wielu innych. Potem wchodzimy już w siatkarskie turnieje międzyszkolne. Kolejnym etapem są szkoły mistrzostwa sportowego i kluby sportowe. Najlepsi trafiają do kadry młodzieżowej. Nie zapominajmy o plażówce. Wiele dzieciaków wybiera tę dyscyplinę, bo tam mniej się liczy wysoki wzrost, a bardziej mobilność czy zwrotność. Widać, że ta piramida szkoleniowa przynosi nam efekty. Czerpiemy stąd zawodników do drużyn seniorskich i mam nadzieję, że dobry poziom polskiej siatkówki zostanie utrzymany jeszcze przez wiele lat. Nie każdy zostanie profesjonalnym siatkarzem, ale każdy może zostać przy siatkówce, chociażby jako kibic.

- Siatkówkę młodych ludzi wspiera także ORLEN. W pierwszej edycji programu „Sportowy ORLEN” wzięło udział 28 klubów siatkarskich oraz kluby wielosekcyjne, również prowadzące zajęcia z siatkówki. Czy jako związek widzicie pozytywne skutki wykorzystania przez kluby tego wsparcia?

- Tak, oczywiście, to bardzo udany projekt. Pomaga przede wszystkim uczniowskim klubom sportowym, które mają większe kłopoty finansowe, mniej zewnętrznego wsparcia. Samorządy pomagają, ale potrzeby są dużo większe. Wsparcie ORLENU pomaga im zaistnieć, kontynuować szkolenie dzieci i to na coraz wyższym poziomie.

Spiesz się! Wnioski tylko do 6 marca

Nabór do programu Sportowy ORLEN 2026 trwa do 6 marca. Program oferuje lokalnym klubom do 100 tys. zł dofinansowania na szkolenie dzieci i młodzieży (do 18 lat). Budżet programu wynosi 12 mln zł, a wsparcie obejmuje sprzęt, obozy oraz wynagrodzenia trenerów.

Partnerem materiału jest Orlen

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki