Tragedia na Wybrzeżu Szczecińskim. Młody motocyklista nie żyje

Przejażdżka na ukochanym motocyklu zakończyła się dramatem. Na Wybrzeżu Szczecińskim w Warszawie doszło do wypadku. Kierujący Yamachą 21-latek stracił panowanie nad pojazdem. Mimo reanimacji, nie przeżył. Na miejscu pracują policjanci i prokurator. Kierowcy muszą przygotować się na utrudnienia.

Stołeczna policja zgłoszenie o tym straszliwym wypadku otrzymała o godz. 15:48.

Jak wynika ze wstępnych ustaleń, 21-latek kierujący Yamachą, jechał Wybrzeżem Szczecińskim w kierunku ZOO. Po minięciu ul. Sokolej, mężczyzna stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w krawężnik.

Jak udało się nieoficjalnie ustalić „Super Expressowi”, świadkiem tego wypadku był kierowca z transportu medycznego, który ruszył 21-latkowi na ratunek. Po kilku minutach akcję reanimacyjną podjęli również przybyli na miejsce ratownicy. Niestety po około pół godziny mężczyzna zmarł.

Jedna z jezdni Wybrzeża Szczecińskiego została wyłączona z ruchu. Policja rozstawiła parawan, zakrywający ciało zmarłego motocyklisty. Za taśmą znajduje się również drugi pojazd, służący do nauki jazdy. Na razie nie wiadomo, czy jego kierowca przyczynił się do tej tragedii.

Przeczytaj także: Tajemnicza noc 16-latki w Warszawie. Znaleźli ją przemarzniętą na ławce. Nie pamiętała, jak tam trafiła!

- Z naszych obecnych ustaleń wynika, że nie doszło do fizycznego kontaktu motocyklisty z L-ką. Być może jakiś manewr kierowcy samochodu spowodował określoną reakcję 21-latka? To będą teraz ustalać biegli i prokurator - przekazuje w rozmowie z „SE” mł. asp. Paweł Chmura z biura prasowego KSP.

Kierowcy jadący Wybrzeżem Szczecińskim muszą uzbroić się w cierpliwość. Utrudnienia, jak i policyjne działania, mogą potrwać kilka godzin. Służb nie są w stanie dokładnie określić, kiedy zakończą swoje działania w terenie.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI