Warszawa: Ogień zabrał nam wszystko

2010-10-25 19:00

Dramat siedmiu rodzin z ul. Szczęsnej we Włochach. Pożar, który wybuchł w sobotę wieczorem w ich kamienicy, strawił cały dorobek ich życia. Nie mogą wrócić do mieszkań, bo dom grozi zawaleniem. - Co z nami będzie? - pytają pogorzelcy.

Mieszkańcy piętrowej komunalnej kamienicy przy ul. Szczęsnej 20 sobotni wieczór spędzali jak zwykle, w kapciach, przed telewizorem. Dochodziła godz. 20, gdy z sielanki wyrwały ich krzyki. - Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem sąsiadkę, która krzyczała, że dach nam się pali - opowiada Paweł Winnicki (50 l.), który mieszka na parterze. - Zaczęliśmy biegać z sąsiadami i wyciągać ludzi z mieszkań. Każdy łapał, co się dało, bo tu stropy drewniane, klatka schodowa też, więc to szło momentalnie - dodaje.

Ogień pojawił się w suszarni na strychu, strawił kawałek dachu i dwa znajdujące się tam mieszkania. Ludzie potracili wszystko, psy uratowali dosłownie w ostatniej chwili. Z płomieniami walczyło kilka zastępów straży pożarnej, jeden ze strażaków mocno się poparzył.

Ludzie przez kilka godzin stali pod domem i patrzyli na zgliszcza. Dopiero po godz. 22 pojawili się urzędnicy, którzy zorganizowali im nocleg w świetlicy Klubu Sportowego Przyszłość. Dziś mają powiedzieć lokatorom, co będzie dalej. Wiadomo, że na remont kamienicy nie ma szans, bo nie zgadza się na to osoba, która w sądzie walczy o odzyskanie nieruchomości. Ludzie są pełni obaw. - Nie mamy nic. Tyle co na sobie - mówi Ewa Szybicka (49 l.). Cieszy się, że w sobotni wieczór zachciało jej się spaceru. Inaczej zostałby jej tylko szlafrok.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE