W tym tygodniu w warszawskim sądzie ruszył proces, w którym wokalistka i jej mąż Emil Stępień (42 l.) są oskarżeni o szantażowanie Emila Haidara. Mieli wysłać do jego biura ludzi, którzy domagali się, aby zapłacił Dodzie milion złotych. Dla Haidara byli to wyłudzacze, dla drugiej strony mediatorzy w sporze.
Wszystko ma wyjaśnić sąd, ale na rozprawie, która odbyła się w poniedziałek, pojawiły się zupełnie nowe wątki. Warto także zaznaczyć, że Haidar spóźnił się blisko godzinę na rozprawę. Zeznania jednego z mężczyzn, którzy pojawili się u Emila, ujawniły, że policjant prowadzący sprawę miał go namawiać do składania zeznań, które zaszkodzą Dodzie. Piosenkarka potwierdza to w rozmowie z nami.
– Jestem zszokowana, że policjanci nachodzili jednego z podejrzanych, który jest świadkiem w sprawie i nakłaniali go do składania fałszywych zeznań na mnie – powiedziała nam cała w emocjach zaraz po sprawie. – Co prawda nie powinnam się dziwić, bo praktyki pana policjanta dobrze już znam. On nachodził mnie w domu i uprzykrzał mi życie. Ale nie sądziłam, że jest w stanie posunąć się aż do takich praktyk – mówi Doda.
Jej prawnicy złożyli już do prokuratury zawiadomienie o nieprawidłowościach w prowadzeniu śledztwa.
Policja odpowiedziała na nasze pytania we wtorek.
- Nie znam treści zeznań. Wiem jednak, że nie otrzymaliśmy żadnej informacji ze strony sądu za pośrednictwem prokuratury, która wskazywałyby na nieprawidłowości. To o czymś świadczy. Oczywiście gdy taka wpłynie, będziemy sprawę wyjaśniać - powiedział nam nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji.