Bunt w polskim Amazonie. Pracownicy boją się koronawirusa. Firma uspokaja

2020-03-24 18:27 Tomasz Walczak
Amazon
Autor: AP Amazon

Podczas, gdy rząd i eksperci namawiają do zachowania środków bezpieczeństwa w czasie epidemii koronawirusa, w tym unikania tłumów i zachowania jak największej odległości od innych osób, pracownicy znajdujących się w Polsce magazynów internetowego giganta Amazon skarżą się, że firma naraża ich zdrowie na niebezpieczeństwo. Przedstawiciele firmy uspokajają: „Przestrzegamy wytycznych rządowych i władz sanitarnych, wdrażając odpowiednie procedury we wszystkich naszych centrach logistycznych”.

Burza zaczęła się, gdy związkowcy z OZZ Inicjatywa Pracownicza Amazon opublikowali na swoim profilu w portalu społecznościowym film, na którym widać, jak rzesza pracowników mija się w szatni po zakończeniu dziennej zmiany. Nagranie pochodzi z poniedziałku z hali w Sadach pod Poznaniem. Wywołało ono burzę wśród komentatorów i lewicowych polityków. Adrian Zandberg oburzony pisał na Facebooku, że „zyski pana Bezosa [właściciel Amazona i najbogatszy człowiek świata – przyp. red.] naprawdę nie są ważniejsze od zdrowia!”

Co więcej, w innej hali Amazona – w Pawlikowicach pod Pabianicami – u jednego z pracowników zdiagnozowano koronawirusa, co potwierdziła rzeczniczka prasowa firmy Magdalena Węglewska. W hali pracy mimo wszystko nie wstrzymano. Pracownicy i związkowcy od tygodnia apelują, by na czas epidemii wstrzymać pracę magazynów, a zatrudnionym wypłacać pensje jak na urlopie.

W przesłanym nam oświadczeniu Magdalena Węglewska zapewniła, że „bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników, partnerów oraz klientów jest dla nas najwyższym priorytetem. Jesteśmy odpowiedzialną firmą i ściśle przestrzegamy wytycznych rządowych i władz sanitarnych, wdrażając odpowiednie procedury we wszystkich naszych centrach logistycznych na terenie całego kraju”.

Rzecznika Amazona wskazała na działania, które podjęła firma „w trosce o pracowników w związku ze zwiększonym zagrożeniem epidemicznym”. Magdalena Węglewska napisała, że Amazon zwiększył częstotliwość i intensywność sprzątania. „Wszystkie klamki drzwiowe, poręcze schodów, przyciski w windach, schowki i ekrany dotykowe są regularnie dezynfekowane”. Wśród innych działań w nadesłanym oświadczeniu wymieniła także inne: „Zwiększyliśmy liczbę autobusów, żeby pracownicy mogli zachować bezpieczny odstęp od siebie podczas dojazdu do pracy. Rozłożyliśmy w czasie godziny zmian i przerw, żeby zmniejszyć liczbę osób korzystających ze stołówki w tym samym czasie. Tymczasowo zawiesiliśmy kontrole bezpieczeństwa prowadzone przy wyjściu z budynków, aby ograniczyć gromadzenie się ludzi w jednym miejscu w tym samym czasie oraz zmieniliśmy również naszą politykę w zakresie korzystania z telefonów komórkowych, aby umożliwić pracownikom kontakt z rodziną”.

„Nie zaprzeczamy, że środki bezpieczeństwa są wprowadzane, ale uważamy, że cały czas są niewystarczające” - mówi w rozmowie z nami Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej Amazon.

Pytana przez nas, dlaczego mimo tak licznych działań podjętych przez Amazon, uważa, że to za mało, odpowiedziała, że „stanowiska pracy są tak zorganizowane, że nie da się uniknąć kontaktu i zachować zalecaną odległość 2 metrów. Nadal pojawia się kilka wąskich gardeł”.

„To prawda, że Amazon wycofał <<pikające bramki>>, którymi wchodzi się do hali, ale tak czy siak tworzą się tam kolejki. Prawdą jest też, że Amazon pozwolił na czas epidemii wnosić telefony, ale ochroniarze na bramkach nadal sprawdzają, czy pracownicy nie robią zdjęć i zatory nadal się tworzą. Kolejki tworzą się też, kiedy pracownicy wychodzą z magazynu” - wymienia Agnieszka Mróz.

Jeśli chodzi o zmiany w funkcjonowaniu transportu pracowniczego, Mróz mówi nam, że Amazon miał wprowadzić zasadę, że autobusach dowożących pracowników do hal magazynowych dwóch pracowników nie może siedzieć na sąsiadujących siedzeniach. Zwraca jednak uwagę, że ta zasada nie jest realizowana w praktyce. „Pracownicy nieustannie wysyłają nam zdjęcia z różnych autobusów z różnych województw, na których widać, że siedzą razem, bo autobusy są zatłoczone”. Dodaje też, że „siatka połączeń autobusów pracowniczych Amazona pokrywa w zasadzie 1/4 kraju. Jest to więc nie tylko bezpośrednie zagrożenie dla pracowników, ale całych regionów kraju”.

„Pracujemy nad tym, aby utrzymać ciągłość dostaw do klientów najbardziej dotkniętych zaistniałą sytuacją, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo naszym pracownikom. Wielu z naszych klientów nie ma obecnie dostępu do niezbędnych produktów. Chcemy mieć pewność, że będziemy dysponować odpowiednimi zasobami, aby móc zaspokoić ich potrzeby” - napisała w oświadczeniu Magdalena Węglewska.

Co na to Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej? „Uważamy, że dokąd nie zostanie radykalnie zmniejszona liczba pracowników albo stanowiska pracy nie zostaną przeorganizowane, to sytuacja nadal będzie niebezpieczna dla zdrowia pracowników”. Zwróciła też uwagę na sytuację pracowników z hali w Pawlikowicach, w której pracował zakażony koronawirusem. Mówi nam, że ta hala funkcjonuje od pół roku i większość pracowników zatrudniona jest tam przez agencje pracy lub posiada jedynie umowy czasowe.

Choć rzecznika Amazona zapewniła nas, że firma „zobowiązała wszystkich pracowników do pozostania w domu i zwracania się o pomoc medyczną, jeśli się źle poczują” to, zdaniem Mróz, pracownicy w Pawlikowicach są pełni obaw. „Już teraz dzwonią do nas, mówiąc, że boją się, iż jeżeli pójdą na dodatkową opiekę nad dziećmi czy na L4 ze względu na objawy koronawirusa, to nie zostaną im przedłużone umowy”.

„Amazon owszem proponuje podwyżki, ale nie gwarantuje żadnej stabilności” - podsumowuje Mróz.