Andrzej Duda wyznaje: Myślę o zniesieniu podatków... [TYLKO U NAS]

2020-03-02 5:55 Kamil Szewczyk
Andrzej Duda
Autor: Twitter Andrzej Duda

O błędach rządu PiS, niewchodzeniu żony do twardej polityki oraz o asach w rękawie, które zagwarantują reelekcję w majowych wyborach, prezydent Andrzej Duda opowiada w rozmowie z Kamilem Szewczykiem, dziennikarzem „SE”. Wywiad odbył się w Dudabusie, podczas jednej z podróży głowy państwa na spotkanie z wyborcami.

„Super Express”: Panie prezydencie, załóżmy, że jest tuż po majowych wyborach prezydenckich w których przegrywa pan o mały włos w drugiej turze z Małgorzatą Kidawą – Błońską. I co pan wtedy robi?

Prezydent Andrzej Duda: - Walczę o zwycięstwo w wyborach, walczę po to, żeby wygrać. I robię wszystko, żeby tak się stało. Mam nadzieję, że wielu Polaków, w tym oczywiście czytelników „Super Expressu”, odczuło pozytywne zmiany przez te pięć lat i na mnie zagłosują. Będę im wdzięczny.

 Naprawdę nie ma u pana choć cząstki strachu, że może coś pójść nie tak?

- Jak ktoś decyduje się sprawować urząd prezydenta, to nie może się bać. I ja się nie boję. Dlatego głęboko wierzę w zwycięstwo.

 Drugi scenariusz jest właśnie taki, że wygrywa pan w drugiej turze.

- To już lepiej (śmiech). Wtedy bardzo podziękuję rodakom za oddane głosy, będę bardzo wdzięczny za to, że mnie znów wybrali i ogłoszę, że będę dalej z pożytkiem dla Polski, dla Polaków sprawował swój urząd w sposób godny.

Odpocznie pan wtedy trochę?

- Może gdzieś na chwilę wyjadę, spędzę więcej czasu z rodziną i dokończę czytać książkę Elżbiety Cherezińskiej „Wojenna korona”.

Z tym wyjazdem to proszę uważać, bo nie wiadomo, jaka będzie sytuacja z koronawirusem. Pan się go obawia, tak po ludzku?

- Staram się podchodzić do wszystkiego rozsądnie. Tu, w Dudabusie, którym podróżujemy, mamy dozownik. Lekarze zalecają, w tym minister zdrowia, prof. Łukasz Szumowski, że trzeba myć często ręce i ja również robię to jak najczęściej. Uważam, że pewne środki trzeba stosować częściej, skoro ten wirus jest już niedaleko nas. Ale nie można wpadać w panikę i przed tym przestrzegam.

Jak wyglądało ostatnie wyjazdowe posiedzenie wyjazdowe PiS w Jachrance z pańskim udziałem. O czym pan mówił?

- Powiedziałem, że musimy prowadzić kampanię wyborczą w taki sposób, aby zwyciężyć, jak pięć lat temu. Podziękowałem za dotychczasowe wsparcie, ale też oznajmiłem, że czekam i oczekuję, że będzie to wsparcie czynem i poprosiłem o to zebranych tam wszystkich polityków. Żeby tak ciężko pracowali, jak pięć lat temu.

- Chyba nie czuje pan dostatecznie wsparcia ze strony kolegów z PiS… Aż ponoć prezes Kaczyński musiał temperować niektórych polityków, żeby nie grali na pańską szkodę.

- To po mojej wygranej Zjednoczona Prawica rozpoczęła zwycięski marsz wyborczy jak nigdy wcześniej. I chyba wszyscy w tym obozie rozumieją co to znaczy wygrać, ale także i co to znaczy przegrać wybory. Myślę, że tam nie ma takich, którym by nie zależało na kolejnym zwycięstwie wyborczym.

Bardziej pan się obawia pojedynku w II turze z Małgorzatą Kidawą – Błońską, Szymonem Hołownią, czy Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem?

- Nie boję się starcia z kontrkandydatami. Do każdego podchodzę jednak z szacunkiem. Głęboko wierzę w swoje zwycięstwo, nieważne, czy w pierwszej czy w drugiej turze. Robię swoje. Co do Władka Kosiniaka - Kamysza, to jest on dużo młodszym moim kolegą ze szkoły, znamy się od dawna, byliśmy razem radnymi w Krakowie i jak się spotykamy, to zawsze utniemy sobie pogawędkę.

A może żałuje pan, że Tusk nie startuje? Niektórzy mówią, że dla pana byłby najwygodniejszym rywalem.

- Każdy podejmuje swoje decyzje i to jego sprawa, że nie bierze udziału w wyborach. Dla mnie najważniejsze jest to, abym to ja wykonywał dobrze swoje zadania.

Jaki ma pan pomysł na kampanię oprócz konwencji i spotkań z ludźmi? Czym pan zaskoczy?

- Nie mogę ujawniać tajemnic sztabowych. Spotkania z mieszkańcami naszego kraju są dla mnie ogromnie ważne, jest w tych spotkaniach wielka wartość. Jestem wdzięczny, że cieszą się one tak dużym zainteresowaniem, tym bardziej że wejście na spotkanie często wiąże się z pewnymi niedogodnościami, jak np. kontrola bezpieczeństwa. Raz jeszcze dziękuje, że mogę się z moimi Rodakami tak często spotykać i rozmawiać o ważnych dla nich sprawach.

Proszę zdradzić co zaproponujecie nowego Polakom.

- Oczywiście będziemy chcieli podsumować to, co się nam do tej pory dokonać, ale skupimy się na planach na kolejna kadencje i na tym, co jest w trakcie realizacji. Będziemy kładli szczególny nacisk na programy społeczne skierowane do polskich rodzin czy seniorów. Proszę jednak o nieco cierpliwości, nie mogę jeszcze ujawniać szczegółów.

Co pan zaproponuje np. emerytom?

- Kierujemy wiele ofert dla seniorów. Jest wielki program opieki nad seniorami 75 plus, który jest obecnie przygotowywany pod kierunkiem prof. Marka Balickiego z Narodowej Rady Rozwoju. Temu ma służyć ustawa o centrach usług społecznych, które są skierowane głównie dla emerytów. Poza tym chcę, aby emerytury w miarę możliwości finansowych rosły, żeby najbiedniejsi seniorzy dostawali dodatki i już dostają, jak trzynasta emerytura, a w przyszłym roku będzie jeszcze czternasta emerytura i chciałbym, jeśli budżet na to pozwoli, aby ona również była co roku.

Co z emeryturami stażowymi?

- Jestem zwolennikiem wprowadzenia emerytur stażowych, ale wszystko zależy od możliwości finansowych. I też trzeba zadać sobie pytanie, czy emerytura stażowa powinna być dla wszystkich, czy też nie. Czy to nie powinno zależeć od tego, jaki ktoś wykonuje zawód. Trzeba się pochylić nad listą zawodów i w ten sposób popatrzeć. Jestem w tej sprawie w stałym kontakcie z prezes ZUS. Pracujemy nad tym.

A 500 plus? Zdaniem ekonomistów już nie jest warte 500 zł ze względu na inflację. Czy w związku z tym należałoby waloryzować to świadczenie albo podwyższyć np. do 600 zł?

- Program 500 plus o którym mówiłem 5 lat temu podczas kampanii wyborczej miał obejmować wsparciem rodziny wychowujące przynajmniej 2 dzieci, chyba ze dochód w rodzinie nie przekraczałby ustalonego progu to wtedy wsparcie miało dotyczyć także pierwszego dziecka. Taki program wprowadziliśmy, zrealizowaliśmy nasza obietnice. Dzięki naszej rozsądnej, odpowiedzialnej i skutecznej polityce udało się objąć wsparciem programu 500 każde dziecko bez względu na dochody. To olbrzymi sukces o którym 5 lat temu nikt nawet nie mógł marzyć. Dla mnie wsparcie rodzin jest najważniejszym zadaniem.

Ma pan jakiegoś programowego asa w rękawie?

- Mogę powiedzieć, że mam kilka propozycji podatkowych, które chciałbym zgłosić. Myślę o zniesieniu podatków w pewnych elementach.

Odbywa pan mnóstwo spotkań z ludźmi. O co najczęściej pytają, z jakimi problemami się do pana zwracają?

- Na przykład w Kozienicach podszedł do mnie pan i opowiadał o problemach z wymiarem sprawiedliwości, kłopotach sądowych w związku z nieporozumieniami małżeńskimi i tym, jak jest traktowany przez sędziów, adwokatów. Widzę, że cały czas jest problem z wymiarem sprawiedliwości i tym, jak on działa. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Rzecz w tym, żeby zrobić takie zmiany, które go naprawią. Żeby on dobrze służył państwu i ludziom.

Czy Pierwsza Dama włączy się bardziej w politykę, w kampanię?

- To ja prowadzę kampanię, moja żona jest wspaniała, bardzo ją kocham, ale przyjęła zasadę, że nie włącza się w twardą politykę i uważam, że robi słusznie. Nie wypowiada się na tematy polityczne. Czasem, kiedy uczestniczymy w różnego rodzaju wydarzeniach, np. kulturalnych, wtedy żona zabiera głos, ale to nie jest klasyczna polityka.

Czyli Pierwsza Dama będzie obecna, tak jak ostatnio, tylko podczas wielkich konwencji z pana udziałem?

- Jeśli będzie taka potrzeba i jeśli będzie chciała mi towarzyszyć w tych spotkaniach, to będę bardzo szczęśliwy. Było mi bardzo miło, kiedy żona z córką były na pierwszej konwencji w Warszawie. Cieszę się, że byli też moi rodzice, bo to znak, że rodzina jest ze mną. To było dla mnie bardzo ważne. Ale dla mnie najważniejsze jest, żeby konwencje się odbyły i żebym to ja na nie dotarł (śmiech).

Kim dla pana jest Jarosław Kaczyński?

Jarosław Kaczyński jest charyzmatycznym liderem, szefem największej partii. Jest największą postacią polskiej sceny politycznej, to polityk z ogromnymi sukcesami.

Przyjdzie jednak moment, kiedy Jarosław Kaczyński przejdzie na polityczną emeryturę. W związku z tym pojawia się pytanie o jego następcę w funkcji prezesa. Kogo pan tu widzi?

- To Prawo i Sprawiedliwość o tym zdecyduje wtedy, kiedy przyjdzie na to czas. Wyszedłem z PiS, kiedy zostałem prezydentem i od tego czasu lawa PiS płynie po jednej stronie, a ja płynę obok.

Kto byłby najlepszy? Mateusz Morawiecki, Joachim Brudziński, Beata Szydło, a może Zbigniew Ziobro?

- Zrezygnowałem z członkostwa w partii kilka lat temu i jak mówię, to PiS zdecyduje o tym, kto będzie w przyszłości szefem tej partii.

Jak pan ocenia rządy PiS?

- Dobrze, choć nikt nie mówi, że jest tylko cudownie, bo dużo jest jeszcze do zrobienia. Nie wszystko się dobrze udało, były też sytuacje, kiedy popełnialiśmy błędy.

Co konkretnie się nie udało? Jakie były błędy?

Lepiej można było przeprowadzić reformę wymiaru sprawiedliwości, ale tutaj nie jest tak, że mam pretensje do rządu. Na pewno nie mam tu więcej pretensji do rządu niż do siebie. Choćby w warstwie komunikacyjnej można było działać lepiej, mądrzej ze środowiskiem sędziowskim. To się nie udało i osobiście tego żałuję. Poza tym patrzę na to, gdzie są jeszcze zadania do wykonania. I tu kłania się też naprawa systemu ochrony zdrowia, bo nikomu do tej pory nie udało się przeprowadzić porządnej naprawy systemu ochrony zdrowia.

Krytycy zarzucają, że podpisuje pan wszystkie ustawy, które PiS forsuje i nie jest pan dość niezależny.

- Podpisuję wszystkie ustawy, które służą dobrze państwu i społeczeństwu. A ci co krytykują, niech spojrzą na moich poprzedników. I to nie kto inny jak ja zawetowałem na prośbę samorządowców ustawę o Regionalnych Izbach Obrachunkowych i koledzy z PiS nie byli zadowoleni. Zawetowałem też ustawy sądowe i też koledzy nie byli zadowoleni. Zdecydowałem się też na weto przy ustawie o ordynacji wyborczej do PE, bo uznałem, że koledzy chcą ustawić próg wyborczy za wysoko i nie ukrywam, że prosił mnie o to też Paweł Kukiz. Inne mniejsze ugrupowania także zgłaszały swoje zastrzeżenia. Uznałem, że mają tu słuszność i poszedłem za ich prośbą. Jak pan widzi starałem się słuchać różnych stron. Trudno mi też sobie wyobrazić, że będę wetował mój program, który głosiłem w trakcie kampanii sprzed pięciu lat, jak np. obniżenie wieku emerytalnego, czy programy społeczne.

Spotkał się pan ostatnio z prezesem TVP Jackiem Kurskim. Podpisze pan, czy zawetuje ustawę, która sprawia, że na TVP pójdzie 2 mld zł.

- Na decyzję mam jeszcze trochę czasu. Wracamy do dyskusji o finansowaniu mediów publicznych. Kiedyś był abonament i media utrzymywały się z niego, ale Donald Tusk zaczął nawoływać ludzi do jego niepłacenia i ludzie przestali płacić. Jeśli media mają pełnić misję publiczną to jest pytanie z czego będą się teraz utrzymywały. I tu rodzi się pytanie: jak media mają pozyskiwać środki na swoją działalność i jak te środki maja być dzielone. I jeśli mam o coś pretensje, to właśnie o to, bo już dawno powinna być ustawa o finansowaniu mediów publicznych.

Rozmawiał: Kamil Szewczyk

Najnowsze