SUPER HISTORIA: Wielki Kryzys na świecie

2020-10-19 7:09 mo kn

Krach na nowojorskiej giełdzie 24 października 1929 r. dał początek wydarzeniom, które wstrząsnęły światem. Masowo bankrutowały firmy, gwałtownie rosło bezrobocie, a milionerzy i drobni ciułacze tracili wszystko, nawet życie. Do historii ten dzień przeszedł jako czarny czwartek i był początkiem wielkiego kryzysu.

Wielki kryzys objął cały świat, nie oszczędzając największych gospodarek i tych rozwijających się. W jednych krajach objawił się wcześniej, w innych później, dotykając rolnictwo, przemysł, handel i usługi. Z największymi problemami borykały się kraje, w których rolnictwo miało znaczy udział w gospodarce.

Szalone lata dwudzieste

Stany Zjednoczone zakończyły I wojnę światową jako zwycięzca i wyszły z niej bez wielkich start. Lata dwudzieste w USA były czasem prosperity. Ameryka kwitła, gospodarka się rozwijała, a społeczeństwo zaczęło się bogacić. Kraj ogarnęła mania wydawania pieniędzy. Kupowano domy, auta – symbol dobrobytu, radia, sprzęty domowego użytku... nie szczędzono też na rozrywkę. Każdy chciał żyć dostatnio, jednak nie każdy miał na to fundusze. W sukurs przyszły banki, które chętnie oferowały kredyty. Kluczem do zdobycia fortuny była też giełda na Wall Street, która cieszyła się bezustanną hossą. Codziennie miliony akcji wędrowało do portfeli nowych właścicieli, przynosząc im zyski. Ludzie uwierzyli, że giełda jest maszyną do robienia pieniędzy.

Czytaj także: SUPER HISTORIA: Antybiotyki i szczepionki kontra epidemie

Bańka spekulacyjna

Wielkie firmy chętnie wchodziły na giełdę w poszukiwaniu kapitału, ale pojawiały się na niej i nowo powstające, w tym sporo fikcyjnych. W rezultacie w obiegu krążyło dużo akcji bez pokrycia. Spekulacja giełdowa wkrótce spowodowała, że coraz wyższe kursy papierów wartościowych nie odpowiadały rzeczywistej wartości przedsiębiorstw. Niestety, wówczas nikt tego nie kontrolował. Z kolei Amerykanie, licząc na łatwy i szybki zysk, kupowali akcje na potęgę. Powszechny stał się buying on margin, czyli kupowanie akcji za pożyczone pieniądze z założeniem, że zysk pokryje pożyczkę. Sztuczny obrót z realnym zyskiem skończył się niewyobrażalną stratą, bo pęczniejąca bańka w końcu pękła. 

Czarny czwartek

Nic nie zapowiadało tak wielkiej katastrofy. Jeszcze 3 września 1929 r. padł rekord na nowojorskiej giełdzie, gdy sprzedano 8 mln akcji. Sądny dzień nastąpił 24 października 1929 r. i przeszedł do historii jako czarny czwartek. Tego feralnego dnia gwałtownie załamał się kurs akcji na giełdzie i ich wartość spadała na łeb, na szyję. Również na głowy tysięcy inwestorów, od rekinów po płotki kapitału. 13 mln akcji rzuconych na rynek straciło 30 proc. wartości. Na Wall Street wybuchła panika. Właściciele akcji pragnęli za wszelką cenę się ich wyzbyć, jednak nikt nie chciał kupować, wszyscy chcieli sprzedawać. Aby nie dopuścić do destabilizacji sytuacji na rynku, banki zaczęły skupować akcje. Jednak 29 października, który z kolei przeszedł do historii jako czarny wtorek, banki już nie były w stanie opanować sytuacji. Wielu ludzi, którzy jeszcze w poprzednim tygodniu było milionerami, obudziło się bankrutami. Panika z Nowego Jorku przeniosła się na światowe rynki, pogłębiając kryzysy gospodarcze na Starym Kontynencie. Państwem, które nie odczuło skutków kryzysu, był ZSRR. Było to możliwe ze względu na izolację oraz gospodarkę centralnie planowaną, na którą wpływu nie miały reguły rynkowe.

Koszmar wielkiego kryzysu

Krach na giełdzie oznaczał katastrofę dla przedsiębiorstw opierających swą działalność na obrocie papierami wartościowymi, inwestycjach i działalności kredytowej. Większość z nich upadła, a tysiące ludzi znalazło się na bezrobociu. Nastała gospodarcza stagnacja. Bankrutowały też banki. Jedni masowo wyciągali swoje depozyty, próbując ocalić chociaż resztki oszczędności, inni (kredytobiorcy) nie spłacali swoich zobowiązań. Co prawda własność tych drugich zajmował bank, problem był jednak w tym, że nikt nie chciał jej kupować, bo nie miał za co. W ten sposób część banków stała się niewypłacalna. Zrozpaczeni inwestorzy i finansiści popełniali samobójstwa. 

Czytaj także: SUPER HISTORIA: Zaraza zwana Hiszpanką

Bezrobocie

Wydarzenia na giełdzie zaowocowały obniżeniem popytu w gospodarce, a co za tym idzie, doprowadziły do zmniejszenia produkcji przemysłowej. Szacuje się, że bez zatrudnienia znalazła się ok. jedna trzecia robotników. Zasiłków dla bezrobotnych nie wypłacano, więc ci, którzy stracili pracę, zostali bez środków do życia. Zarobki tych, którym udało się zachować pracę, spadły o połowę. Społeczeństwo ubożało, więc nie kupowało. Popyt był niski, a ocalałe firmy nie produkowały i nie zatrudniały. Gospodarka wpadła w błędne koło. Szacuje się, że w niektórych krajach produkcja przemysłowa spadła w tym czasie o 50 proc.

„Nożyce cen” w rolnictwie

Kryzysowi przemysłowemu towarzyszył mający o wiele ostrzejszy przebieg kryzys agrarny. Rolnictwo gnębiły przede wszystkim „nożyce cen”. Zjawisko to polegało na tym, że spadek cen w sektorze produkcji rolnej był o wiele większy i szybszy niż w sektorze przemysłowym. Na produkty rolne nie było zbytu, więc ich ceny katastrofalnie spadały. W latach 1929–1933 spadek cen w rolnictwie wynosił ok. 64 proc. To z kolei prowadziło do zubożenia mieszkańców wsi i przekładało się na spadek popytu na produkty przemysłowe, a w efekcie pogłębiało kryzys w przemyśle.

„New Deal” stawia gospodarkę na nogi

Walki z kryzysem podjął się wybrany w 1933 r. na prezydenta USA Franklin Delano Roosevelt. Zgromadził specjalistów nazywanych „trustem mózgów”, którzy opracowali pakiet refom „New Deal”, mający uzdrowić amerykańską gospodarkę. Nowy ład zakładał m.in. możliwość ingerencji państwa w gospodarkę, stworzenie systemu zabezpieczeń dla osób bezrobotnych i emerytów oraz zapewnienie kilku milionom bezrobotnych Amerykanów zatrudnienia przy robotach publicznych. Dzięki nim kraj pokryła sieć autostrad, lotnisk i mostów. Starano się też poprawić sytuację rolników. Podwyższono ceny towarów rolnych (płacono farmerom za ograniczanie upraw i hodowli). Pracownicy otrzymali prawo zawierania umów zbiorowych za pośrednictwem związków zawodowych, wyznaczano płace minimalne i maksymalny czas pracy. Po raz pierwszy w dziejach USA wprowadzono ustawy socjalne, zasiłki zdrowotne i ubezpieczenia emerytalne. Obniżono wartość dolara, co miało zachęcać do zakupów. Polityka ta dała efekty, Stany podniosły się z kryzysu i wróciły na drogę rozwoju. We wszystkich dotkniętych kryzysem państwach walka z nim opierała się na tych samych zasadach, czyli ingerencji państwa w funkcjonowanie gospodarki, odgórnego ograniczenia produkcji i importu oraz zachęcania producentów do eksportu.

Czytaj także: SUPER HISTORIA: Test Trinity – początek ery atomu

Wielki kryzys w Polsce

Polska mocno odczuła kryzys z lat 30. Trwał on dłużej i miał ostrzejszy przebieg niż w krajach europejskich. W tym czasie znacznie spadły dochód społeczny, produkcja przemysłowa, ogromnie wzrosło bezrobocie: z 70 tys. w 1929 r. do 780 tys. w 1933 r. Spowodowało to ogromne obniżenie przychodów ludności. Dramatyczna sytuacja była też w rolnictwie, z którym związana była więcej niż połowa ludności. Gwałtownie (aż o 2/3) spadły ceny artykułów rolnych. Rolnicy zwiększali produkcję i ograniczali własne spożycie, przeznaczając więcej towarów na sprzedaż. Wieś pogrążyła się w biedzie i nędzy, chłopi przestali kupować węgiel i odzież. Kryzys najsilniej odczuły obszary na wschodzie i południu kraju. Poprawa sytuacji gospodarczej nastąpiła dopiero ok. 1935 r.

Marsz Głodnych w Sanoku

„W dniu 6 marca 1930 r. polała się krew w trzech miastach, tj. w Nowym Jorku, Berlinie i Sanoku” – tak pisał o Marszu Głodnych „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Bezpośrednią przyczyną manifestacji było zwolnienie części pracowników Fabryki Wagonów „Sanowag”, ale napięcie w mieście utrzymywało się od miesięcy. Kryzys spowodowały bezrobocie i nędzę mieszkańców. Uczestnicy zebrali się na rynku, skąd wyparła ich policja. Wtedy ruszyli pod fabrykę, a następnie wrócili do centrum miasta. Tam doszło do starć z policją i wojskiem. 2 tys. protestujących brutalnie rozpędzono. Rannych zostało kilkadziesiąt osób, około 30 aresztowano, część z nich skazano na więzienie.

Zawiercie – miasto bezrobotnych

W czasie kryzysu Zawiercie nazywano miastem bezrobotnych. Było ich prawie 8 tys. na 32 tys. mieszkańców. Prawie ¾ zawiercian żyło z opieki społecznej. Najważniejszy zakład – przędzalnia bawełny, do czasu kryzysu systematycznie zwiększała produkcję. W 1927 r. zakłady zatrudniały 6,5 tys. robotników na dwie zmiany, w czasie kryzysu – tylko 650, pracujących na jedną zmianę, przez cztery dni w tygodniu. 18 kwietnia 1930 r. doszło w Zawierciu do tzw. krwawego piątku. Bezrobotni poszli pod magistrat po wypłatę zasiłków, kiedy ich nie dostali, wtargnęli do budynku. Kiedy usunięto ich z budynku, zaatakowali policję kamieniami i bronią. W starciach uczestniczyło ok. 3,5 tys. osób, trzy zginęły.

Najnowsze