O dramacie, który w miniony poniedziałek rozegrał się na parterze starej kamienicy przy Drodze Łąkowej w Grudziądzu, mówią wszyscy mieszkańcy miasta. - Czegoś podobnego jeszcze u nas nie było. Bestia, która to zrobiła, powinna zgnić w więzieniu - słyszymy. Śledczy nie używają tak mocnych słów, ale są pewni, że bestialstwa dopuścił się Radosław M. (31 l.), konkubent Angeliki L. (31 l.) - matki Tomusia i sześciorga jego rodzeństwa. Również sąsiedzi pary nie mają co do tego wątpliwości. Twierdzą, że dzieci od dawna skarżyły się, że mężczyzna je bije. - Bił, bił, aż prawie zabił, a teraz struga wariata - komentują fakt, że mężczyzna nie przyznaje się do winy.
To właśnie on wezwał do Tomusia pogotowie, a potem tłumaczył przerażonym stanem chłopca ratownikom, że dziecko. wypadło mu z rąk! Tymczasem ciało tego dziecka to był jeden wielki siniak. Szybko też okazało się, że Tomuś ma obrzęk mózgu i wymaga natychmiastowej operacji. Teraz walczy o życie. Samodzielnie nie oddycha, robi to za niego specjalna aparatura, a jego serduszko bije tylko dlatego, że wspomagają je silne leki.
Wczoraj Radosław M. (31 l.) trafił przed oblicze prokuratora. - Usłyszał zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem i zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - mówi Agnieszka Reniecka, prokurator rejonowy w Grudziądzu. - Piszemy wniosek do sądu o zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztu - dodaje.
Dziś rozstrzygnie się także los Angeliki L. Kobieta jest w ciąży. Zapewnia, że jej obecny partner to anioł, a ją i dzieci bił mąż, z którym się rozwiodła. Brzmi to jednak mało wiarygodnie. Prokuratura zamierza postawić jej zarzut niedopełnienia obowiązków, bo według śledczych nie reagowała na przemoc domową.