Przywykli do ciemności, choć nigdy się z nimi nie pogodzili. Rozpraszali je okazjonalnie, włączając mały, hałaśliwy agregat.
- Ale co to było za światło! - macha ręką Jakub Kita. - Dwie, góra trzy godziny dziennie! A i tak na paliwo szło 500 złotych miesięcznie - wylicza.
- Lodówki nie podłączysz, bo prąd za słaby, o telewizji nawet nie myśl. Dzieciaki od nas do cywilizacji pouciekały - dodaje pani Jadwiga.
W Bodzanowie mieszkają od września 1945 roku. Elektryfikacja? - Była, była, ale nas nie objęła - mówi pan Jakub. Dlaczego? Bo od przewodów ich dom był oddalony o prawie dwa kilometry, więc dostawca energii ani myślał inwestować w coś, co mu się nigdy nie zwróci. I tak przeżyli przeszło 70 lat. Dopiero teraz cywilizowany świat się nad nimi zlitował, wysyłając światło na ciemną stronę mocy.
- No, teraz to będzie życie! - mówią chórem Kitowie, pokazując najnowsze nabytki - płaski telewizor i wspaniałą lodówkę. - Może nawet dzieciaki do nas wrócą?
ZOBACZ: Najstarszy człowiek na świecie: Mam 145 lat i chcę umrzeć