Dyzio jest w przytulisku dla zwierząt od roku. Gdy na początku marca trafiła tam błąkająca się po polach loszka, pies oszalał na jej punkcie. Frytka była wtedy kilkudniowym, wychudzonym dziczkiem, miała jeszcze pępowinę. Dyzio pomógł jej wyzdrowieć. - Przytulał się do niej, lizał, nie odchodził na krok. Gdy Frytka cierpiała z powodu biegunek, Dyzio masował jej brzuszek językiem. Dzik traktuje pieska jak matkę. Wchodzi mu pod pachę, szuka mleka - mówi Anna Kamińska z ośrodka w Jelonkach.
ZOBACZ TAKŻE: Pies na pieniądze. Wyczuwa banknoty po zapachu