Przez koronawirusa był w śpiączce 44 dni. Znany polski muzyk wygrał z chorobą

2020-08-05 10:44 Katarzyna Zaremba
Byłem w śpiączce 44 dni
Autor: Archiwum domowe rep. KAZ Byłem w śpiączce 44 dni

Przez atak koronawirusa znalazł się na skraju śmierci! Kiedy Adam Palma (46 l.) trafił do szpitala, lekarze nie dawali mu większych szans. Pożegnał się z rodziną i na 44 dni zapadł w śpiączkę. Wybudził się jednak i wrócił do świata żywych.

Adam Palma jest wirtuozem gitary. Współpracował z najwybitniejszymi gitarzystami na świecie oraz muzykami od Chrisa de Burgha, przez Leszka Możdżera i Ewę Bem, po Edytę Górniak czy Krzesimira Dębskiego.Pochodzi z Łodzi, ale od 14 lat mieszka w Manchesterze w Wielkiej Brytanii. Na początku roku przygotowywał się do promocji swojej solowej płyty, miały być koncerty. Ale przyszła epidemia i zburzyła jego plany.
- COVID-19 uderzył we mnie tak mocno, że powalił mnie z nóg. Byłem bardzo słaby, że mogłem właściwie tylko leżeć na plecach. Do tego kaszel, wymioty i bóle mięśni. Przy tym temperatura cały czas ok. 39 st. C. Żona musiała mnie prowadzić do toalety, a nawet karmić – wspomina Adam.

Kiedy trafił do szpitala, lekarz stwierdził, że jego stan jest beznadziejny, a płuca zdewastowane. - Usłyszałem, że będę naprawdę potrzebował szczęścia, żeby z tego wyjść – opisuje muzyk. Pierwsze dni potwierdzały tę diagnozę. Było coraz gorzej. Do tego stopnia, że żona i syn zostali wezwani do szpitala. - Lekarz powiedział, że jest ze mną źle. Prosił, aby przyjechali, by ostatni raz pożegnać się ze mną. Oni nie dopuszczali do siebie myśli, że mogę odejść. Można sobie wyobrazić, co musieli wtedy czuć. Ostatecznie pożegnali się ze mną i cali we łzach wrócili do domu – mówi Adam.

Choroba aktora Barw szczęścia. Krzysztof Kiersznowski przerwał milczenie o stanie zdrowia

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Zapadł w śpiączkę i wydawało się, że koronawirus go zwycięży. A jakimś cudem jego stan zaczął się polepszać. Kiedy się wybudził to była oznaka, że dał radę. Ze szpitala wyszedł 30 maja. - To były akurat urodziny żony. Bardzo się ucieszyliśmy wszyscy, gdy wróciłem do domu. Przez pierwszą godzinę siedzieliśmy z żoną i synem, przytulaliśmy się i płakaliśmy ze szczęścia, że wróciłem do świata żywych. Zwłaszcza, że w pewnym momencie obiema nogami byłem już po tamtej stronie - kończy muzyk.

Najnowsze