Opinia biegłych psychiatrów i ich wczorajsze przesłuchanie zaważyło na decyzji szczecińskiego sądu, który postanowił o umieszczeniu Adriana M. w zakładzie psychiatrycznym, a tym samym umorzył postępowanie karne. Mama dziewczynki wyglądała na zadowoloną z tej decyzji, choć nie chciała jej komentować. - Po uprawomocnieniu się postanowienia sąd zdecyduje, w którym z zakładów psychiatrycznych zostanie umieszczony chory. Pozostanie tam do czasu wyleczenia. Jak długo? Tego nie sposób określić - mówi Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie. - Procedura jest taka, że co pół roku zbiera się lekarskie konsylium, które określa stan zdrowia pacjenta. Ono podejmuje decyzje, co do dalszego leczenia - tłumaczy.
Nie można więc wykluczyć, że za kilka miesięcy Adrian M. będzie na wolności. A przecież cała Polska pamięta zdarzenia z 14 kwietnia ubiegłego roku. Maja wysiadła z autobusu, którym wracała ze szkoły. Ruszyła w kierunku domu, do którego miała nie więcej niż 200 metrów. Nie dotarła do rodziny. Zniknęła.
Zobacz: Dramat! Molestowana dziewczynka ma wrócić w ręce oprawcy!
Poszukiwały jej setki funkcjonariuszy. Zaginięcie Mai zgłoszono w tzw. Child Alert, szeroko zakrojonej akcji informującej o poszukiwanych dzieciach. Podejrzanym o porwanie był kierowca opla, który pojawił się w pobliżu domu 10-latki. Z nagrania monitoringu wynikało, że auto odjeżdża w stronę niemieckiej granicy. Ten trop okazał się trafny. Po niecałej dobie od zaginięcia Mai udało się ją odnaleźć w okolicy niemieckiego Anklam. Miała złamaną nogę. Taką cenę zapłaciła za próbę ucieczki z auta porywacza. Niemiecka policja zatrzymała Adriana M. i przekazała go stronie polskiej.
Wyszło wtedy na jaw, że mężczyzna był już skazany przez brytyjski sąd za uprowadzenie nieletniej dziewczynki. Czy leczenie psychiatryczne pozbawi go skłonności do porwań dzieci?