Jako pierwszy pod nóż wodny trafił Tadeusz Bubel (69 l.). Ordynator oddziału urologii i onkologii urologicznej Michał Tkocz oraz dr Maciej Kupajski wycięli mu kilkucentymetrowego guza za pomocą nowej techniki. Mężczyzna w kilkadziesiąt minut po opuszczeniu sali operacyjnej chętnie podzielił się z nami wrażeniami. - Czuję się naprawdę dobrze. Jakbym nie był na sali operacyjnej. Ta innowacyjna metoda jest zdumiewająca i jestem szczęśliwy, że akurat mnie zakwalifikowano do zabiegu - mówi z uśmiechem pacjent.
Nóż wodny pozwala na odcięcie guza od zdrowej tkanki w całości. To najważniejsza różnica, bo do tej pory chirurdzy wycinali guzy małymi fragmentami. Operacja jest mało inwazyjna. Mniejsze jest ryzyko, że dojdzie do uszkodzenia zdrowych tkanek. Chory szybko wraca do pełnej formy.
- Technicznie nie jest skomplikowana, o ile można tak powiedzieć o operacji endoskopowej. Docieramy do miejsca zaatakowanego przez nowotwór. Najpierw oznaczamy precyzyjnie pole, na którym będziemy działać. Potem do akcji wkracza woda. Nożem pompujemy wodę w tkanki pod guzem. On nam się, mówiąc najprościej, podnosi nieco. I już można go odcinać. Po całkowitym odcięciu guza po prostu go wyciągamy - wyjaśnia ordynator Tkocz.
Dzięki nożowi wodnemu nawroty nowotworów mają być rzadsze. Na to liczy Tadeusz Bubel. - Guza trzeba było wyciąć jak najszybciej. Mam nadzieję, że pożegnaliśmy się raz na zawsze - mówi pacjent.
Zobacz: Gliwice: Pionierski przeszczep szyi uratował mu życie
Sprawdź: Ta kobieta przeszła podwójną mastektomię. Blizny zakryła sobie wyjątkowym tatuażem
Czytaj: 19-letni piłkarz walczy z rakiem, NFZ odmawia refundacji. Jak można mu pomóc?