Przed wizytą na oddziale musimy w automacie kupić parę foliowych ochraniaczy. W Szpitalu Praskim kosztują one złotówkę, a na Kasprzaka aż dwa złote!
Pan Robert Perzyna (33 l.) od miesiąca odwiedza w Szpitalu Praskim swojego brata. - Cały czas mam te same nakładki na buty. Kiedy wychodzę, po prostu chowam je do kieszeni. Bo gdybym miał za każdym razem kupować nowe, to bym wydał już jakieś 50 złotych - irytuje się mężczyzna. - Zwyczajnie nie mam na to pieniędzy - mówi.
W aptece jest taniej
Tak samo jak on robią niemal wszyscy. Ale nie musi tak być! Dużo taniej można wymagane, foliowe osłony na buty kupić w sklepach medycznych i niektórych aptekach. W Medyk Wola przy Górczewskiej 39 nasza reporterka kupiła parę foliowych kapci za 50 groszy. - Przychodniom i lecznicom sprzedajemy je za 30 groszy od pary - mówi Elżbieta Wasilewska (48 l.), właścicielka sklepu.
Dlaczego warszawiacy w szpitalach muszą aż tak bardzo przepłacać? Bo właściciele automatów z ochraniaczami zbijają na tym interesie grube miliony, z których tylko część trafia do szpitali. - Kosztują u nas złotówkę, ponieważ w tę cenę wliczone są jeszcze koszty logistyczne, napraw sprzętu i transport - tłumaczy się Jerzy Piątek z firmy Adrich Vending, która obsługuje większość szpitali w Warszawie.
To bomba biologiczna
Nie dość, że te foliowe zabezpieczenia są potwornie drogie, to mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Nie bronią przed zarazkami, tylko je przenoszą. - Z założenia plastikowe nakładki powinny być jednorazowe - komentuje Wiesław Rozbicki (64 l.), rzecznik sanepidu. - Kiedy zużyte wkładamy do torby czy kieszeni, to razem z nimi przenoszą się tam wszystkie najgorsze zarazki i bakterie, które były na podłodze. A potem trzymamy tam ręce czy jedzenie. To niedopuszczalne! - dodaje rzecznik.
Warszawskie szpitale muszą więc całkowicie zrezygnować z ochraniaczy i kupić specjalne maty antybakteryjne albo po prostu dobre wycieraczki. W ten sposób za higienę szpitala płaciłaby służba zdrowia, a nie my - pacjenci.